O tym "nowym Misiewiczu" jeszcze usłyszycie. 26-latek ma ważną funkcję, nie zna odpowiedzi na podstawowe pytania

Łukasz Jarocki został rzecznikiem prasowym Instytutu Książki. Poprzednio, zawodowo z książkami i kulturą nie miał do czynienia.
Łukasz Jarocki został rzecznikiem prasowym Instytutu Książki. Poprzednio, zawodowo z książkami i kulturą nie miał do czynienia. Fot. screen z youtube.com/Telewizja Republika
"Misiewicze" – to pojęcie zrobiło już furorę i oznacza wszystkich, którzy z partyjnej nominacji znaleźli się na stanowiskach, do objęcia których nie mają ani wykształcenia, ani tym bardziej doświadczenia. Po odejściu w cień Bartłomieja Misiewicza, teraz pojawił się Łukasz Jarocki. Tym razem poszkodowany jest Instytut Książki.

Po Ministerstwie Obrony Narodowej, w którym przez całe miesiące królował Bartłomiej Misiewicz, chroniony przez samego Antoniego Macierewicza, przyszedł czas na Instytut Książki. Jego rzecznikiem prasowym został Łukasz Jarocki. Nikt "z branży" go nie kojarzy, ale nic dziwnego. Jak pisze "Gazeta Wyborcza", Jarocki to 26-latek z licencjatem z fizjoterapii uzupełnionym studiami magisterskimi, jak przystało na "misiewicza" niemającymi nic wspólnego ani z książkową branżą, ani z szeroko pojętą dziedziną przemysłu kulturalnego. Jeszcze lepsze ma być jego dotychczasowego doświadczenie zawodowe. Co prawda mającego powiązania z kulturą, jednak na tym kończą się dobre wieści. Polskie Wydawnictwo Muzyczne, w którym pracował, miał porzucić bez fatygowania się nawet w oficjalne pożegnania.
A im dalej w las, tym jest gorzej. Co prawda, informacji o nowym rzeczniku prasowym na stronie internetowej Instytutu brak, a i na żadnej oficjalnej imprezie nowy pracownik jeszcze nie wystąpił, ale w telewizji już zdążył się pojawić. I nie wypadł najlepiej. Nie potrafił wymienić ostatnich ważnych targów książki na świecie. Nie najlepiej też poszła odpowiedź na pytanie o zadania i rolę Instytutu Książki. Według nowego rzecznika zajmuje się on m.in. badaniem poziomu czytelnictwa w Polsce. Prawie trafił, jednak takie badania od lat przeprowadza Biblioteka Narodowa. Źle poszła także odpowiedź na pytanie o... rok powstania Instytutu. – Jakieś dziesięć lat temu – to wersja Łukasza Jarockiego. Dla porządku warto zaznaczyć, że IK istnieje od stycznia 2004 r.

Jednak, czy kogokolwiek to jeszcze dziwi? Patrząc na to, ze na eksponowanym stanowisku w Ministerstwie Obrony Narodowej funkcjonował sprzedawca z apteki, to czy w mało komu znanym Instytucie Książki nie może pracować licencjat fizjoterapii? Jak widać, dobra zmiana doszła też między półki.

źródło: wyborcza.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...