Na szczycie Mount Everest znaleźli... numer do prostytutki. To był ostatni żart zmarłego himalaisty

Co himalaiści znajdują na szczytach gór?
Co himalaiści znajdują na szczytach gór?
Mimo rozwoju technologicznego XXI wieku nadal ciężko potwierdzić fakt zdobycia szczytów ośmiotysięczników, czego dowodem jest niedawny spór o prawdziwość wejścia Elisabeth Revol i Tomasza Mackiewicza na Nanga Parbat. A skoro mamy z tym problem w roku 2018, jaką pewność mieli ludzie, którzy kilkadziesiąt lat temu z emocjami śledzili wyścig po miano pierwszych zdobywców gór zaliczających się do korony Himalajów? Albo ich nieśpiący rywale? Ano himalaiści musieli jakoś sobie radzić i wiążą się z tym niesamowicie ciekawe historie.


Wielicki i Cichy znajdują numer do prostytutki
17 lutego 1980, Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy na zawsze zapisują się w historii jako pierwsi ludzie, którzy zimą zdobywają szczyt Mount Everest. Wydarzenie początkujące prawdziwie złotą dekadę polskiego himalaizmu było na tyle nieprawdopodobne, że wielu nie chciało uwierzyć w ich wyczyn. Tu pomocna okazała się pewna kartka, pozostawiona na wierzchołku przez Raya Geneta - Amerykanina zmarłego podczas zejścia z Czomolungmy w październiku 1979.
Liczyliście na pełne uniesień słowa o majestacie gór, bliskości „nieba” i trudach jakie musiał pokonać himalaista, by osiągnąć szczyt? Nic bardziej mylnego. Na urywku papieru znajdował się… Albo niech Leszek sam wam powie co na niej było:
Leszek Cichy

"Dość szczególna rekomendacja (Śmiech). Rey napisał na niej tak: For a good time call Pat Rucker 274-2602 Anchorage, Alaska, USA. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza: Jeśli chcesz się dobrze zabawić zadzwoń do .... Nie chodziło tu jednak o przyjaciółkę. Prawdopodobnie był to kontakt do prostytutki".

Na własne oczy możecie zobaczyć kartkę pozostawioną na szczycie Mount Everest przez Raya. Znajduje się ona w zbiorach Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.

Wielicki i Cichy po raz drugi

Dwójka polskich zdobywców również pozostawiła po sobie osobliwą pamiątkę, która nieoczekiwanie wywołała dość sporo kontrowersji.

"My zostawiliśmy termometr i różaniec, który dostała od Jana Pawła II matka Stanisława Latałły. Jej syn w 1974 roku zginął na Lhotse, a ona prosiła, żeby wynieść ten różaniec jak najwyżej. W maju następnego roku te pamiątki zabrali ze szczytu Bask i Szerpa", wspominał Cichy.
"Dzięki" dziennikarzom Radia Wolna Europa czterocentymetrowy krzyżyk urósł do rozmiarów ogromnego, kilkumetrowego krzyża, zaś samo wejście na szczyt stało się manifestem politycznym wymierzonym w komunistyczne władze PRL. Himalaiści wyprawy kierowanej przez Andrzeja Zawadę spotkali się z niezwykle chłodnym przyjęciem na płycie lotniska Okęcie, nie dostali żadnych medali, a emisja ich filmu o Evereście została wstrzymana na przeszło pół dekady.

Oczywiście najbardziej powszechnym świadectwem obecności na szczycie są zdjęcia i relacje kolejnych ekip, przyznających że ktoś faktycznie pozostawił przed nimi puste butle tlenowe na drodze jak i samym wierzchołku góry. Jednak co wtedy, gdy himalaista zdecyduje się na wejście bez aparatu z tlenem?


Biedronka Maćka
W 1981 roku zespołową próbę zdobycia Makalu podejmowali Jerzy Kukuczka, Wojciech Kurtyka oraz Alex Mcintyre. Choć ekipie nie udało się wejść na szczyt, katowiczanin nie porzucił celu, po który przyszedł i oznajmił reszcie himalaistów, że w pojedynkę spróbuje wspiąć się na wierzchołek ośmiotysięcznika.

Po 4 dniach Jerzy Kukuczka osiągnął sukces, o czym niezwłocznie poinformowano Ministerstwo Turystyki Nepalu, wydające zdobywcom stosowny do ich wyczynu certyfikat. Tym razem czyn Polaka wydawał się na tyle nieprawdopodobny i heroiczny, że z wydaniem zaświadczenia resort wstrzymał się cały rok. Dowodem potwierdzającym zdobycie Makalu była zabawkowa biedronka należąca do starszego syna Kukuczki - Macieja. Na szczycie odnalazł ją Koreańczyk Heo Young Ho.
Mimo technologicznego postępu klasyczne zdjęcie ze szczytu pozostaje chyba najlepszym potwierdzeniem zdobycia szczytu. Jak mówi Bogusław Kowalski, instruktor Polskiego Związku Alpinizmu, biegły sądowy przeprowadzający dowód w sprawie wejścia Elisabeth Revol i Tomasza Mackiewicza na wierzchołek Nanga Parbat: "Nie ma oficjalnych przepisów, na podstawie których należałoby zatwierdzać zdobywanie wierzchołków gór. Generalnie jest to zaufanie, wiara w prawdziwość oświadczenia danej osoby, chociaż znane są przypadki oszustwa. Mimo postępu w zakresie urządzeń pomiarowych, to powyżej 6000 metrów GPS przekłamuje. Najbardziej wiarygodnym dowodem są jednak zdjęcia, jeśli oczywiście sprzyja temu pogoda, albo pozostawienie czegoś na szczycie. I jeśli ten przedmiot znajdzie kolejna osoba czy wyprawa, tworzy się sztafeta".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Skoda Polska 0 0Nowe auto nie musi być kupione za gotówkę. Można je mieć jak telefon na abonament
T-mobile 0 0Zachwyciła go postać epizodyczna. Raczek o kultowym już filmie
0 0Edycja genów to rynek wart miliardy. Opiera się na metodzie podejrzanej u bakterii
0 0Tu będą chciały rodzić wszystkie kobiety. Szpital w Polsce jak dom
0 0Robią coś, czego bał się rząd PiS. Czesi wprowadzają podatek, który tak drażni Amerykanów
0 0Pawłowicz "uwaliła" Śmiszka na studiach? Nie, tylko... pomyliła osoby
0 0"Mam dość bycia naczelnym biurokratą". Tusk o szefowaniu EPL
0 0SN uznał protest dotyczący wyborów do Senatu! Powtórki jednak nie będzie

MOTO

0 0Gdzieś już to widziałeś. Seat Tarraco to dobre… niemieckie auto – nie licz na hiszpański temperament
0 0Ten dziwoląg da się lubić. Nowy C-HR ma przekonać tych, którzy do tej pory mówili mu "nie"