
Pamiętacie, jak szybowały ceny mieszkań dokładnie dekadę temu? Po wejściu Polski do Unii Europejskiej ceny mieszkań tak szybko zaczęły rosnąć, że krach był nieuchronny. Przyszedł dokładnie dziesięć lat temu. Dzisiaj ceny znowu szybko rosną, ale na podobny spadek na razie nie ma co liczyć. W 2018 roku mieszkania jeśli już zmienią ceny, to najpewniej... znowu podrożeją.
Od tamtej pory rynek teoretycznie się ucywilizował. Funkcjonują programy wsparcia dla kupujących (Rodzina na Swoim, Mieszkanie dla Młodych, teraz Mieszkanie+), ponadto od każdego klienta wymaga się wkładu własnego w wysokości 20 proc. ceny nieruchomości. Teoretycznie ma to bronić banki przed klientami, którzy nie będą w stanie spłacić swoich zobowiązań.
Ten wzrost cen bardzo dobrze widać w danych Narodowego Banku Polskiego. W największych polskich miastach – a szczególnie w Warszawie – deweloperzy powoli, ale konsekwentnie zbliżają się do poziomu cen z 2007 roku. Później ceny spadały do 2012 roku, a od tamtej pory konsekwentnie rosną. Choć nie tak szybko, jak w latach 2006-2007, co także widać na poniższym wykresie:
Ale według specjalistów w tym roku nie ma co oczekiwać, że rynek się załamie – choć są i tacy, którzy wieszczą kolejny krach od lat. I co roku. – Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w bieżącym roku zostanie odnotowany niewielki wzrost ofertowych i transakcyjnych cen nowych lokali. Będą temu sprzyjać dwa czynniki. Po pierwsze, wiele "tanich" ofert zostało wyprzedanych na początku roku w ramach finiszu programu MdM. Po drugie, można zauważyć zmianę polityki deweloperów, którzy w miejsce wyprzedanych mieszkań, wprowadzają do oferty nieco "droższe" propozycje – mówi w rozmowie z naTemat Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl.
Stosunek wielkości popytu i podaży na rynku pierwotnym można mierzyć przy pomocy czasu wyprzedaży oferty. To wskaźnik, który informuje, jak długo trwałaby wyprzedaż oferty deweloperów przy obecnym poziomie popytu i braku nowych inwestycji. Wskaźnik czasu wyprzedaży dotyczący sześciu największych rynków obecnie jest nieco niższy od optimum, które wynosi 4-5 kwartałów. Taka sytuacja wynika przede wszystkim z bardzo dobrej sprzedaży nowych lokali.
