Te kocie ruchy! "Czarna Pantera" to film o superbohaterach dla tych, którzy mają dość filmów o superbohaterach

"Czarna Pantera" to najnowsza adaptacja komiksu Marvela ze studia Disneya. Na ekrany polskich kin wchodzi 14 lutego.
"Czarna Pantera" to najnowsza adaptacja komiksu Marvela ze studia Disneya. Na ekrany polskich kin wchodzi 14 lutego. Kadr z filmu "Czarna Pantera"
Niektórzy wietrzą spisek w tym, że "Czarna Pantera" zbiera same pozytywne opinie. To nie kwestia politycznej poprawności: jest naprawdę dobra. I jak przy kolejnej adaptacji komiksu Marvela, nazywana jest "najlepszym filmem Marvela". Czy nowa produkcja Disneya rzeczywiście jest tak rewelacyjna? Na pewno jest inna.

Przeżywamy już przesyt, bliźniaczo podobnych do siebie, filmów superbohaterskich. Nie ma miesiąca, by do kina nie wszedł kolejny film z obdarzonym nadludzkimi zdolnościami mutantem, bogiem lub ich całą grupą, która stawia czoła analogicznym, ale czarnym charakterom w obronie (wszech)świata (np. za 2 miesiące wchodzi "Avengers: Wojna bez granic"). To się nie prędko zmieni, bo to jednak takie filmy przynoszą największe zyski i w pełni wykorzystują potencjał multipleksów, ale co powiecie na... "Króla lwa" w klimatach science-fiction?

Kraj pierwszego świata
Największy atut "Czarnej Pantery" to umiejscowienie większości scen w Afryce. Wreszcie możemy, choć nie dosłownie, odetchnąć świeżym powietrzem z pustyni i puszczy, a nie przenosimy po raz n-ty do zurbanizowanych Stanów Zjednoczonych. USA jest już passé, bo było tłem do zbyt dużej liczby filmów z superherosami. Zresztą twórcy już chyba sami są zmęczeni Ameryką, bo ostatnio coraz częściej opuszczamy jej granice i przenosimy się do mitycznego Asgardu ("Thor") czy w odległe zakątki kosmosu ("Strażnicy galaktyki").
W najnowszym filmie duetu Marvel-Disney odwiedzamy Wakandę. Nie ma co wpisywać jej do wyszukiwarki, bo to fikcyjny kraj w Afryce powstały za sprawą równie zmyślonego metalu z kosmosu: vibranium (to z niego wykuta jest tarcza Kapitana Ameryki). Jego niezwykłe właściwości doprowadziły do wybudowania najbardziej rozwiniętego pod względem technologicznym państwa na świecie. Wakanda olśniewa zarówno swym futurystycznym wyglądem i gadżetami, jak i pod względem strojów jej mieszkańców. Cieszą oko i są jeszcze bardziej wymyślne i zjawiskowe, niż te u najbardziej egzotycznych plemion z programów Wojciecha Cejrowskiego.

Aktorski "Król Lew" w estetyce science-fiction
Tytułowa "Czarna Pantera" to moc, którą zdobywają królowie Wakandy. Teraz przyszła kolej na T'Challę (Chadwick Boseman), ale zgodnie z kolejnym nowym trendem w kinie superbohaterskim: nie śledzimy genezy herosa i tego jak stawia pierwsze kroki z nowymi umiejętnościami, ale od razu trafiamy w wir akcji. Musi dorwać złodziei vibranium - na czele bandy staje Ullyses Klaw grany przez genialnego Andy'ego Serkisa, którego w końcu widzimy nie jako epizod lub pod postacią Golluma, Snoke'a czy Ceasera, ale jako pełnoprawną postać szalonego zabijaki.


W filmie występuje też plejada czarnoskórych aktorów, których ostatnio często widujemy na ekranie: Forest Whitaker ("Łotr 1"), Michael B. Jordan ("Creed"), Daniel Kaluuya ("Uciekaj!") oraz przeurocza i zabawna Letitia Wright ("Czarne lustro") czyli Shuri, która jest takim bondowskim Q dla "Czarnej Pantery".
Główną osią fabuły jest konflikt rodzinny i walka o koronę rodem ze wspomnianego "Króla Lwa". Nieraz czuje się inspiracje klasyczną animacją Disneya, a momentami nawet wygląda jak jej nadchodząca aktorska wersja. Scena w której T'Challa odwiedza krainę przodków i rozmawia z ojcem, przypomina motywacyjny dialog między Simbą a nieżyjącym Mufasą. I w tym tkwi też siła "Czarnej Pantery" - akcja skupia się na wewnętrznych sprawach, a nie ostatecznym końcu świata.

Nie chcę być rasistą, ale...
"Czarna Pantera" to film bardziej dojrzały od ostatnich produkcji z uniwersum Marvela. Owszem, są też dowcipne momenty, ale jednak dominuje poważny ton. Nieraz stawiane są tu pytania o to, co jest ważniejsze: lojalność wobec ojczyzny czy rodziny? Czy narazić bezpieczeństwo własnego kraju, by pomóc innym? Pojawia się też wątek uchodźców - pokazany jest... w drugą stronę: czyli czy Wakanda powinna pomagać swoim siostrom i braciom na całym świecie? Kwestia uciśnienia Afroamerykanów też jest rzecz jasna poruszona. Pewnie wielu widzów zniechęci, ale szczerze powiedziawszy: to nie powinno razić, bo nie jest dodane na siłę, a zręcznie wkomponowane w mitologię Czarnej Pantery. To współczesne, narastające światowe problemy, które ukazane są w ciekawy sposób i nadają kolorytu kinowemu widowisku.
"Czarna Pantera" udowadnia też, że słynna "poprawność polityczna" nie musi psuć filmu: lwia część fabuły toczy się w Afryce, więc to naturalne, że jest dużo czarnoskórych aktorów. Kobiety są silnymi wojowniczkami, a jedno z najmężniejszych plemion to... wegetarianie, co wychodzi na jaw w zabawnej scence. Biali aktorzy też są i nie są doczepieni dla równowagi, jak wspomniany Andy Serkis czy Martin Freeman ("Fargo", "Hobbit"), ale część wydarzeń odgrywa się w... Korei Południowej. Usłyszymy więc sporo popularnego k-popu oraz niezwykle popularnej odmiany hip-hopu - trapu.

"Czarna Pantera" nie jest wybitna, bo nie miała taka być, ale daje tony frajdy. W popkulturze Afryka nie była tak interesująco i niezapominanie przedstawiona od lat 80-tych i piosenki zespołu Toto. Oglądanie najnowszego filmu Disneya nie męczy też jak przy innych produkcjach z tego nurtu, a cała ta różnorodność i egzotyka sprawiają, że to jeden z najbardziej wyjątkowych filmów z superbohaterskiego panteonu.
"Czarna Pantera" wchodzi na ekrany polskich kin dokładnie w... walentynki. Przypominam, że tak jak w przypadku pozostałych filmów Marvela, są dodatkowe sceny po napisach: zarówno tych pierwszych, animowanych, jak i tych drugich, końcowych.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...
[b] "Jak sąd kapturowy". [/b] Poseł i prawnik PO zdradzają, jak zapadła decyzja w sprawie kłamstwa premiera
WYWIAD

"Jak sąd kapturowy". Poseł i prawnik PO zdradzają, jak zapadła decyzja w sprawie kłamstwa premiera

Roman GiertychRoman Giertych

Oj, ciężko doradzić coś dobrego. Oj, ciężko. Ale trudno coś wymyślimy. A gdyby tak powiedzieć, że z Trumpem bawiliście się, kto pierwszy podpisze? Pan mu powiedział, że jest Pan mistrzem szybkiego podpisu, a on nie chciał dać wiary.

[b]Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. [/b] "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"