Adam Bielecki mówił o wyprawie na K2 i konflikcie z Denisem Urubką.
Adam Bielecki mówił o wyprawie na K2 i konflikcie z Denisem Urubką. Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

W najnowszym wywiadzie z Adamem Bieleckim rysuje się obraz upartego, nieskorego do mediacji i kompromisów Denisa Urubki. Wspinacz, który został wydalony z polskiej ekipy po swoim samowolnym, nieudanym ataku na szczyt, zdążył już wrócić spod stóp drugiej co do wielkości góry świata. Podobnie zresztą jak i reszta polskich wspinaczy, którzy po rezygnacji Krzysztofa Wielickiego są w drodze do Polski.

REKLAMA

Dominik Szczepański z "Gazety Wyborczej" przeprowadził wywiad z Adamem Bieleckim, który po poniedziałkowej decyzji Krzysztofa Wielickiego musiał zaniechać dalszych prób wejścia na K2. Ostatnia wyprawa Polaków na drugą co do wielkości górę świata odbyła się w atmosferze konfliktu z Denisem Urubko, który samowolnie zaatakował szczyt w pojedynkę pod koniec lutego.

– Kiedy pojawiały się spięcia, na początku próbowałem mediacji – mówił "Wyborczej" Bielecki. – Denis ich nie ułatwiał swoją niesubordynacją, niewiele one dawały, więc przez resztę czasu po prostu obserwowałem, co się dzieje – mówił. Himalaista wspominał również, że całemu zamieszaniu przypatrywał się nieco z boku.

Jak dodał, całe zajście związane z Urubką było dla niego rozczarowujące. – Nie jestem osobą, która by się nad sobą użalała – zaznacza Bielecki. – Kiedy Denis opuścił wyprawę, to miałem nadzieję, że wszystko uda się jeszcze nadrobić. Nie udało się i jest to rozczarowujące, ale cóż mogę zrobić? – pyta retorycznie.

Dobrze przygotowana wyprawa Adam Bielecki mówił także o rozmachu, z jakim została przygotowana zakończona niepowodzeniem ekspedycja. – W tak wielkiej wyprawie nie brałem jeszcze udziału. Ekspedycja na K2 była lepiej zaopatrzona – mieliśmy lepszy sprzęt i jedzenie. Różnica była również w przygotowaniu kondycyjnym, byłem mocniejszy niż wcześniej. Wszystko było bardziej profesjonalne – chwalił przygotowanie Bielecki.

Dziennikarz zwrócił także uwagę na doskonałą łączność internetową z himalaistami. Dzięki niej praktycznie na żywo można było śledzić losy wyprawy na K2. – Pod K2 nie czułem się aż tak odizolowany, czytałem mniej, łączność ze światem była lepsza – porównuje tę wyprawę do wcześniejszych wyzwań Bielecki. – Zainteresowanie wyprawą i jej relacjonowanie jest chyba znakiem naszych czasów. Wiele osób, które wcześniej nie miały o tym bladego pojęcia, mogło się czegoś dowiedzieć o himalaizmie. Dociera do mnie dużo informacji, że to, co robimy, jest inspirujące – mówi o plusach dobrej łączności.

– Szum komunikacyjny, hejt – wylicza minusy Bielecki. – Przez łączność ze światem ta wyprawa być może jest nieco odarta z tajemnicy. Jak na dłoni widać wszystko, co robimy. Ale nie dramatyzowałbym z tą obecnością mediów – uspokaja.

Po ostatniej wyprawie Bielecki upewnił się także we własnym przekonaniu, że szczyt K2 jest do zdobycia zimą. – Po tej wyprawie wierzę, że K2 jest do zdobycia o tej porze roku. Na razie wybieram się z rodziną na wakacje, a potem pewnie wrócę do Pakistanu, by powspinać się –zdradza swoje plany wspinacz. – Na pewno nie da się zdobyć K2 zimą w całkowicie bezpieczny sposób, sam atak szczytowy jest obarczony dużym ryzykiem. Ale wejście na szczyt jest możliwe – zaznacza.

Źródło: Gazeta Wyborcza