
Nikt tego w Prawie i Sprawiedliwości wprost nie powie, ale do odebrania sobie jednej piątej uposażenia entuzjazmu tam naprawdę nie ma. A gdyby z jakiegoś powodu ten projekt nie przeszedł, będzie to naprawdę olbrzymi cios w pozycję Jarosława Kaczyńskiego – mówi #TYLKONATEMAT prof. Antoni Dudek z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Znawca prawej strony polskiej sceny politycznej wskazuje jednocześnie na szereg powodów, które mogą sprawić, iż ruch prezesa PiS skutecznie zakończy aferę z nagrodami dla ministrów.
REKLAMA
Spodobała się panu decyzja Jarosława Kaczyńskiego w sprawie obniżenia uposażeń parlamentarzystów i samorządowców?
Najwidoczniej prezes Kaczyński uznał, że z tymi nagrodami popełniano błędy i to, co proponował w tej sprawie na początku – znamy przecież jego wypowiedź – było jednak szkodliwe dla Prawa i Sprawiedliwości. Poza tym, do tych błędów PiS dochodziła jeszcze zrobiona z rozmachem kampania Platformy Obywatelskiej zatytułowana "Konwój wstydu", którą prezes postanowił sparaliżować.
Jarosław Kaczyński musiał doprowadzić do wycofania się PiS ze sprawy nagród, ale to byłoby zbyt mało. Z tego powodu postanowił dodać jeszcze "elementy maskujące". Czyli te, dzięki którym teraz wszyscy będą dyskutować o redukcji uposażeń parlamentarzystów, samorządowców i kierownictwa spółek Skarbu Państwa. Zamiast jednego dużego problemu, mamy więc tysiąc mniejszych. To klasyczna zagrywka socjotechniczna.
Jak skuteczna?
Z pewnością bardziej szkodliwe dla PiS byłoby zostawienie tego zamieszania wokół nagród w takim stanie, w jakim było to do Wielkanocy. Trudno dziś ocenić, na ile ta wykonana przez prezesa Kaczyńskiego kontra będzie skuteczna. Sądzę, że mu się uda. W Polsce jest bardzo silny trend populistyczny, według którego politycy zarabiają za dużo. I każdy, kto dąży do obcięcia dochodów polityków, jest w oczach wyborców dobrze odbierany. Grzegorzowi Schetynie można więc tylko radzić, by próbował przebić prezesa i proponował 25-proc. obniżki...
Innego wyjścia nie ma?
Takie posunięcia się Polakom po prostu bardzo podobają. Obcinanie pensji parlamentarzystów i innych polityków to pomysł trafiający na podatny grunt. Jakimś sposobem na atrakcyjne skontrowanie tego byłoby może powrócenie do idei zmniejszenia liczby posłów lub likwidacji Senatu. Wszakże polityków proponujących takie kroki w przeszłości poznaliśmy. Jednak do tego typu zmian potrzebna byłaby zmiana konstytucji, a pomysł z obcięciem wynagrodzeń można przeforsować o wiele łatwiej.
W tej sprawie zaskoczyło mnie więc właściwie tylko to, że Jarosław Kaczyński bardzo długo zwlekał z jakimś stanowczym krokiem. Sądzę, że na jego biurko musiały ostatnio trafić jakieś kolejne badania poparcia dla partii politycznych, które potwierdzały, że trend jest dla PiS niedobry. Bo jeden kiepski sondaż nie zrobiłby takiego wrażenia na prezesie.
Powinniśmy oczekiwać szybkiego procedowania w sprawie obniżek, czy raczej maksymalnego przedłużania prac?
Proponując te obniżki Jarosław Kaczyński postawił PiS i samego siebie w ryzykownej pozycji. Opozycja i media będą teraz co chwilę o jego zapowiedzi przypominały. Wiadomo, że tego nie da się wprowadzić w dwa dni, ale prace nad zmianami nie mogą też trwać w nieskończoność. Powinni się z tym uwinąć w miesiąc, no może dwa. Bo jeśli wprowadzenie obniżek zacznie się przeciągać, konkurenci PiS i tabloidy szybko to wykorzystają.
Oczywiście niektórzy politycy mogą jeszcze liczyć, że będzie inaczej. W końcu wśród ministrów nikt nie palił się do oddawania pieniędzy. Co prawda prezes PiS ogłosił, że zdecydowali się oni przelać pieniądze na Caritas, ale dobrze wiadomo, że to on ich do tego nakłonił. Sądzę więc, że nie rzuca słów na wiatr także z tymi obniżkami i jest zdeterminowany, by do nich doprowadzić. Gdyby tak się nie stało, jego autorytet zostałby zniszczony.
Mówi się głównie o tym, że prezes Kaczyński najsilniej ukarał opozycję, bo także jej posłowie stracą 20 proc. wynagrodzenia. Czy jednak w PiS, Solidarnej Polsce i Porozumieniu przełkną to bez emocji? Czy dla nich wszystkich miłość do prezesa jest warta więcej niż ponad 2 tys. zł miesięcznie...?
I tu dochodzimy do sedna sprawy! Jarosław Kaczyński ma już na koncie jedną bolesną porażkę odniesioną w konfrontacji z własnym klubem parlamentarnym. Poniósł ją podczas głosowania nad zgodą na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie senatora Stanisława Koguta. Prezes się tego uchylenia domagał, ale senatorowie PiS obronili Koguta. Wówczas senatorowie decydowali jednak w głosowaniu tajnym. Gdyby o wynagrodzeniach również głosowano tajnie, byłbym przekonany, że zmiany zaproponowane przez prezesa Kaczyńskiego nie przejdą, bo wielu polityków PiS ich nie poprze.
Głosowanie w tej sprawie będzie jednak jawne, co sprawia, że decyzja przed którą staną parlamentarzyści koalicji będzie dla nich trudniejsza. Ten, kto zdecyduje się sprzeciwić prezesowi, może być bowiem pewien, iż na kolejnych listach wyborczych się nie znajdzie. Taka kalkulacja to jedyna szansa na nakłonienie klubu do przeforsowania obniżek pensji. Bo nikt tego w PiS wprost nie powie, ale do odebrania sobie jednej piątej uposażenia entuzjazmu tam naprawdę nie ma. A gdyby z jakiegoś powodu ten projekt nie przeszedł, będzie to naprawdę olbrzymi cios w pozycję Jarosława Kaczyńskiego.
A jak po tym wszystkim wygląda pozycja, w której znalazła się Beata Szydło? Przecież przed świętami tak zaciekle broniła ona nagród i mówiła, że po prostu należały się jej oraz reszcie rządu.
Beata Szydło z pewnością jest w dużych kłopotach. Wszyscy wiemy, co mówiła, a teraz także ona będzie musiała zagłosować za obniżkami oraz oddać swoje nagrody...
