"Są posiłki 3 razy dziennie, jest prysznic. Nie ma żadnego kawioru". Odczarowujemy codzienność protestujących w Sejmie

12 osób – rodzice i niepełnosprawne dzieci – już 15. dzień protestują w Sejmie.
12 osób – rodzice i niepełnosprawne dzieci – już 15. dzień protestują w Sejmie. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Protestują już 15 dni i mają ogromne wsparcie z zewnątrz, ale hejt również cały czas leje się strumieniami. Ktoś wytyka, że matki protestujące w Sejmie robią sobie makijaż, inny, że za czasów PO pewnie serwowano by im kawior albo wino do obiadu, jeszcze inni, że matkom zależy na luksusach. Na sejmowych korytarzach koczuje 12 osób, w tym 5 niepełnosprawnych, dorosłych dzieci. Zastanawialiście się, jak naprawdę wygląda ich codzienne życie w Sejmie?


A wszystko zaczęło się przez... Telewizję Publiczną. TVP tak nachalnie nagrywa protestujących, że posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus, która zaprosiła rodziców wraz z dziećmi do Sejmu, nie wytrzymała. "Kawioru na śniadanie, wina do obiadu ani perliczek na kolację nie będzie" – napisała w środę rano na Twitterze, reagując na zachowanie telewizji, która zachowuje się, jakby czekała na jakąś "wpadkę" ze strony protestujących.


Jedzeniowa proza jest zgoła inna i bardzo zwyczajna. I jeśli TVP faktycznie miałoby nastawiać się na uchwycenie takich rarytasów, to tutaj ich nie znajdzie. – Protestujący mają zapewnione posiłki z Kancelarii Sejmu, ale nie ma decyzji, kto za nie zapłaci. Jedzenie jest przynoszone z restauracji sejmowej – mówi naTemat posłanka Scheuring-Wielgus.

"Są tradycyjne polskie dania"
Nikt z protestujących absolutnie na nic nie narzeka. Z sejmowej restauracji otrzymują śniadania, obiady i kolacje, i bardzo je zachwalają. Podobnie jak obsługę. 1 maja, gdy był wolny dzień od pracy, kilka osób z sejmowej kuchni specjalnie przyszło, by przygotować im posiłki.

– Pytają, czy jesteśmy zadowoleni, co nam ugotować. Wczoraj była pomidorowa z makaronem. Ugotowali dla nas, bo w stałym jadłospisie mają krem z pomidorów. W dzień wolny nie ma cateringu, jak było w 2014 roku. Jedzenie jest świeże, bardzo smaczne, różnorodne – opowiada naTemat Marzena Stanewicz, mama 25-letniego Dawida. Przykładowy jadłospis? – Ryż, marchewka, schabowy. Albo pulpeciki z kaszą lub ziemniakami. Codziennie inna surówka.


– Na pewno nie ma kawioru, sushi czy takich rarytasów. Są tradycyjne polskie dania. Na śniadanie, kolację – kanapki ze serem, wędliną, czasem deser. Nam to wystarcza. Nikt z nas nie narzeka – dodaje Aneta Rzepka z Komitetu Protestacyjnego Rodziców Osób Niepełnosprawnych.
"Tak. Jesteśmy kobietami i malujemy się"
W środę mija 15 dzień protestu. Higiena? Na parapecie stoi mydło, ręczniki suszą się na sejmowych barierkach. Wszędzie widać środki higieniczne. W piwnicy jest jeden prysznic. Marszałek Sejmu pozwolił im z niego korzystać. – Schodzimy po dwie osoby. Jesteśmy tak dobrze zorganizowani, że w kilka godzin wszyscy damy radę się odświeżyć. To nie są złe warunki. Początkowo mówiono o czterech godzinach, ale dziś panowie, którzy nas wpuszczają, pozwalają nam korzystać z prysznica właściwie bez ograniczeń. Jak ktoś ma potrzebę, to i o północy może iść się wykąpać – opowiada Marzena Stanewicz.

W internecie nie brak komentarzy, które odnoszą się do wyglądu protestujacych kobiet. Obrzydliwych pod każdym względem. Ktoś zwraca uwagę, że kobiety malują się do kamery. "A moje koleżanki lekarki zapracowane, nie mają czasu ani sił robić sobie makijaże i kleić tipsy" – pisze zgryźliwie.
Matki – i jeden ojciec – czytają o sobie te nienawistne komentarze w sieci. Marzena Stanewicz mówi, że cztery lata temu czytała i płakała. Nie mogła pogodzić się z tym, że nawet w środowisku niepełnosprawnych były głosy przeciwko. Teraz już się uodporniła. W Sejmie, w wolnej chwili, też czyta te komentarze. Na książce czy gazecie nie jest się w stanie skupić.

– Nie przyszłam tu, żeby się lansować. Przyszłam w konkretnym celu. A czytam, że wyglądam, jak wyglądam. Że zapłacono mi za to co mówię. Ale gdybym przyszła w worku po ziemniakach, to by mówili, że nie potrafię o siebie zadbać. Przecież to, że mamy dzieci niepełnosprawne i mamy ograniczony budżet, to nie znaczy, że nie możemy iść do fryzjera i godnie przeżyć swoje życie – mówi.

Tak. Malują się. Jak większość kobiet, chcą wyglądać dobrze. Aneta Rzepka: – Jesteśmy kobietami. To chyba nic dziwnego, że każda kobieta chce choć odrobinę wyglądać dobrze. Jeśli sama nie zrobi sobie szybkiego, prostego makijażu, to druga koleżanka wspomoże. Tak to wygląda. Nie ma przesady, jeśli chodzi o higienę, czy dobry wygląd.

Posłanka Nowoczesnej zabiera ich ubrania do domu, pierze, suszy. – Nikt z nas nie był przygotowany na tak długi protest. Zabrałam z sobą ręcznik, bieliznę na zmianę, dwie pary spodni, ale to mało. Posłanka Wielgus pierze nam ubrania. Jest jest taka pogoda, że zabiera je rano, a wieczorem przynosi już uprane, uprasowane – mówi Marzena Stanewicz.

Wspomina przy okazji, jak dba o swojego syna. I potworne jest to, że w przypływie hejtu, te kobiety muszą tłumaczyć, dlaczego na przykład kupią swoim niepełnosprawnym dzieciom markowe ciuchy czy buty. – Mój syn wygląda schludnie, żeby osoby, które z nim przebywają, chciały z nim przebywać, a nie robiły tego z musu. Mój syn chce mieć buty jak jego starszy brat. Chce buty z logo, takie jak noszą jego koledzy, kuzynowie. On jest upośledzony w stopniu znacznym, ale rozumie, że tak chodzi młodzież. Tylko to nie jest tak, że ja mu takie buty kupię natychmiast. Ja muszę na nie odłożyć. Nie mogę dopuścić do tego, by czuł się gorszy – mówi o 25-letnim Dawidzie Marzena Stanewicz.
Zasięg wsparcia jest ogromny
W Sejmie na nogach są już przed 6 rano. Chodzą spać późno, słychać, że na korytarzu jest fantastyczna, rodzinna atmosfera. Od kilku dni śpią na materacach (wcześniej na karimatach), które załatwiły osoby z zewnątrz. Odczuwają ogromne wsparcie całej rzeszy ludzi. Dostają mnóstwo słodyczy, owoców, jedzenia, środków higienicznych. Jest tego tyle, że protestujący obdzielają jedzeniem wszystkich wokół – i operatorów, i dziennikarzy. – Bardzo dziękujemy ludziom z zewnątrz, warszawiakom. Dobro ludzkie wyczuwa się na każdym kroku – mówi Aneta Rzepka.

Posłanka Scheuring-Wielgus jest z nimi każdego dnia. To ona przekazuje im jedzenie, które warszawiacy zostawiają przed Sejmem. Zresztą nie tylko oni. Kilka dni temu przyjechali górale i przywieźli protestującym kwaśnicę. – Wsparcie z zewnątrz jest ogromne. Każdego dnia pod Sejm przychodzą ludzie. Mamy już całą listę organizacji, która wspiera protestujących. Trzeba o tym mówić, bo PiS chce pokazać, że oni tutaj są sami. A nie są. Zasięg wsparcia jest bardzo, bardzo duży – mówi naTemat.
Na liście, o której mówi, jest już ponad 70 różnych organizacji. Nie sposób wszystkich wymienić, ale patrząc na nią, widać wyraźnie, że te rodziny w Sejmie na pewno nie są same. Marzena Stanewicz mówi, że hejt jest, ale non stop odbierają też telefony od ludzi z głosami wsparcia. W 2014 roku – jak przyznaje – tak wielkiego wsparcia nie było.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Actina 0 0Stąd wyjdą przyszli zwycięzcy turniejów gamingowych. Dom marzeń każdego gracza
Bella Happy Pants 0 0Mniej powodów do zmartwień. 5 gadżetów – twoje dziecko będzie bezpieczniejsze

NIE TYLKO POLITYKA

WYWIAD 0 0W Sejmie się jej boją. Justyna Dobrosz-Oracz szczerze o "pościgach" za politykami
WYBORY2019 0 0Pierwszy sondaż prezydencki z Kidawą-Błońską! Zaskakujący wynik
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Gliński weźmie artystów za twarz, jak w PRL? Prawda może was zaskoczyć
WYBORY 2019 0 0"Wyborcza": opozycja ma szansę odsunąć PiS od władzy. Jest nowy sondaż

MOTO

0 0Niektórzy wysiadali, bo już nie mieli siły. To najlepsze szkolenie samochodowe w Polsce
0 0Znalazłeś korzystniejsze ubezpieczenie OC? Oto jak bez problemów zmienić firmę ubezpieczeniową