Ile Polska straci na nowym budżecie UE? Wpływowy polityk zdradza, co mówią o tym w Brukseli

Jan Olbrycht z PO jest jednym z tzw. sprawozdawców do spraw budżetu w Parlamencie Europejskim
Jan Olbrycht z PO jest jednym z tzw. sprawozdawców do spraw budżetu w Parlamencie Europejskim Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Wieloletnie Ramy Finansowe Unii Europejskiej, czyli ogłoszony niedawno budżet na lata 2021-27, to na razie nic więcej niż tylko propozycja. To, jak ostatecznie będzie wyglądał, wyniknie dopiero z układu sił w Brukseli i w tym układzie wśród - wytypowanych przez POLITICO - 14 najbardziej wpływowych graczy znalazło się dwóch polityków z Polski: przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk i europoseł z PO Jan Olbrycht, który jest jednym z tzw. sprawozdawców do spraw budżetu w Parlamencie Europejskim.

Jest pan jednym z najlepiej poinformowanych Polaków na temat finansów Unii Europejskiej. To ile może stracić Polska po przyjęciu nowej perspektywy budżetowej na lata 2021-27?

Jan Olbrycht: Trudno jest odpowiedzieć na takie pytanie, dlatego, że wyliczenia, nad którymi pracujemy, a które zostały przedłożone przez Komisję Europejską, zawierają propozycje wyjściowe. Na pewno budżet na lata 2021-27 będzie mniejszy od obecnego z dwóch powodów. Z powodu Brexitu, czyli wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, a po drugie z powodu określenia przez Wspólnotę nowych priorytetów.

Jak uzupełnić dziurę w budżecie po Brexcie?

Komisja Europejska proponuje by pewne polityki ograniczyć, a poza tym stworzyć nowe źródła dochodów. Ne wiadomo jednak, czy uda się Komisji przekonać państwa członkowskie do nowych podatków. Te nowe dochody szacuje się dzisiaj roboczo na ok. 20 mld euro rocznie. Ale nie zmienia to faktu, że komisja chce obciąć środki na politykę spójności i politykę rolną o 7 proc. Różni eksperci obliczają, że będzie to - wliczając inflację - od 7 do 15 proc. mniej na Fundusz Spójności. Nie oznacza to jednak, że środki, które trafią z nowego budżetu UE do Polski, będą niższe o taką wartość.
Najpierw trzeba będzie odjąć to, co wpłacali Brytyjczycy, z kolei od tej kwoty odjąć te 7-15 proc., ale potem zaczyna się już inny podział pieniędzy. Bo będą nowe kryteria. Bruksela będzie musiała odpowiedzieć sobie na pytanie, w których krajach Wspólnoty istnieją największe potrzeby finansowe, jeśli chodzi o wyrównywanie dysproporcji, albo przeciwdziałanie powstawaniu nowych dysproporcji. A te dysproporcje pojawiają się szczególnie w tych regionach, które są narażone na gwałtowne zmiany demograficzne związane z uchodźcami. Ale dotyczy to również regionów, które przechodziły duże kryzysy gospodarcze.

O jakich kwotach możemy mówić w kontekście Polski, są jakieś szacunki, ile tych pieniędzy możemy dostać mniej? Wiadomo, że obecny budżet całej UE to 1,3 biliona euro.

Jeżeli za punkt wyjścia przyjmiemy ponad 106 mld euro w całości na politykę spójności plus dopłaty rolne, czyli środki w tych politykach, jakie Polska ma otrzymać w perspektywie budżetowej 2014 - 2020, to każde cięcie będzie następowało od takich kwot. Pamiętajmy jednak, że są też takie środki, które nie są przydzielane przez UE, ale można się o nie starać.


Od czego będzie zależała głębokość cięć w kasie UE?

Od debaty między rządami. Od tego, czy polski rząd przekona inne państwa członkowskie że polityka spójności jest ważna dla Polski. Wiele zależy od zaufania, od pokazania, że danemu państwu zależy na rozwoju UE, a z tym jak wiemy mamy poważne problemy.

No właśnie. Po raz pierwszy w historii UE zamierza uzależnić wypłatę pieniędzy państwom członkowskim od przestrzegania praworządności. Jakie to może mieć znaczenie dla Polski?

To jest fragment poważnej debaty na temat tego, co zrobić, jeżeli jakieś państwo członkowskie UE zaczyna podważać pewne zasady dotyczące Wspólnoty. Jak może się bronić cała UE przed podważeniem tych zasad? Są dwa sposoby. Pierwszy to jest słynny artykuł 7. Ale równolegle pojawiło się zdecydowane, bo sformułowane na piśmie oczekiwanie, że powinno się wprowadzić inne mechanizmy, takie jak wprowadzenie konsekwencji finansowych. Bo dlaczego państwo członkowskie, które narusza pewne zasady, miałoby być beneficjentem pieniędzy unijnych tak jak inni?
Ja osobiście walczyłem o to, żeby nie wiązać budżetu UE z praworządnością wprost, bo to może doprowadzić do "karania” tych końcowych beneficjentów funduszy unijnych, czyli np. samorządów, ośrodków naukowych, przedsiębiorstw itd. Komisja przedłożyła już projekt rozporządzenie w tej sprawie. Na jego mocy mogłaby zawieszać czy zamrażać wypłatę pieniędzy, ale nie będzie się to mogło odbić na beneficjentach końcowych. One będą musiały natychmiast otrzymać rekompensatę z budżetu państwa. Wprowadzenie takiej "kary” nie będzie wymagało jednomyślności krajów członkowskich, tak jak wdrożenie sankcji przewidzianych w artykule 7. Moim zdaniem to rozporządzenia ma duże szanse wejść w życie.

Ta dyskusja nad nowym budżetem UE chyba tylko utrwala podział na Europę dwóch prędkości i umiejscawia Polską poza jądrem wspólnoty?

Tak, to jest już rzeczywistość. W ostatnim przemówieniu przewodniczącego Junckera inaczej zostały rozłożone akcenty. On wyraźnie powiedział, że najważniejsza dla UE będzie konsolidacja strefy euro i to strefa euro będzie dominująca. Proszę zwrócić uwagę że już po Brexicie przypuszczalnie strefa euro będzie miała 85 proc. PKB. Planuje się wprowadzenie specjalnych finansowych instrumentów zachęcających nowe państwa do szybkiego wejścia do strefy.
Stąd szybka reakcja Bułgarów, Rumunów, Chorwatów. Państwa, które zostaną poza strefą wspólnej waluty same potwierdzą, że nie chcą być w głównym nurcie. Prezydent Macron wyraźnie powiedział, że "jeżeli ktoś nie chce z nami iść w równym tempie, to nikt go nie będzie zmuszał”. To dotyczy też charakteru UE po Brexicie. Wspólnota będzie inna. Zrozumienie tego, co się dzieje, to jest kwestia naszego interesu narodowego. Na razie sami się wpisujemy w drugą prędkość.

Kiedy można się spodziewać ostatecznych decyzji dotyczących podziału pieniędzy w nowym budżecie UE?

Nie ma deadline'u. Możemy założyć, że decyzja musi zostać podjęta do momentu rozpoczęcia nowej perspektywy, czyli do stycznia 2021. Jeżeli wszystko miałoby zostać dobrze przygotowane pod względem finansowym i prawnym, to powinno być gotowe w połowie 2019 roku. Parlament Europejski chce zakończyć te procedury przed wyborami, czyli przed majem 2019, bo potem nie będzie woli politycznej żeby się śpieszyć. Należy się więc spodziewać, że decydujące będzie najbliższe 7 miesięcy, które przypadną na prezydencję austriacką, która zaczyna się w lipcu.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...