Demony przeszłości wróciły. Prorektor Akademii Sztuki Wojennej ma wyrok za plagiat. Nikomu to nie przeszkadza

Akademia Sztuki Wojennej to dawna Akademia Obrony Narodowej.
Akademia Sztuki Wojennej to dawna Akademia Obrony Narodowej. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Akademia Sztuki Wojennej to jedna z pereł w koronie PiS. Prorektor ds. naukowych tej uczelni – to brzmi dumnie. Mniej kolorowo jest jednak, gdy okaże się, że ta sama osoba przed 11 laty dostała wyrok w sprawie plagiatu czyjejś pracy. Dziś sama ocenia innych. Mowa o dr hab. Anecie Wysokińskiej-Senkus, która od 2015 roku pracuje w państwowej uczelni dawniej zwaną Akademią Obrony Narodowej. Sama zainteresowana, będąca na jednym z najważniejszych uczelnianych stanowisk, nabrała wody w usta.

Piękna kariera
Kariera i dorobek naukowy Anety Wysokińskiej-Senkus mogą robić wrażenie. W 2005 roku uzyskała stopień doktora nauk ekonomicznych, 10 lat później zrobiła habilitację. W latach 2005-2015 pracowała jako adiunkt na Wydziale Ekonomiczno-Społecznym Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

W 2015 roku trafiła do ówczesnej Akademii Obrony Narodowej (potem przemianowana przez PiS i Antoniego Macierewicza na Akademię Sztuki Wojennej), gdzie była profesorem nadzwyczajnym w Instytucie Zarządzania Wydziału Zarządzania i Dowodzenia.

W następnym roku akademickim była już prodziekanem ds. naukowych na tym wydziale. Dziś jest natomiast prorektorem całej uczelni właśnie w działce naukowej. Jak informuje uczelnia, jest autorką ponad 120 publikacji naukowych, w tym pięciu monografii. W Google Scholar można znaleźć także sporo informacji o jej dorobku i cytowaniach.
Demony sprzed lat wróciły
Kilka tygodni temu do naszej redakcji wpłynął anonim z informacją o zaskakującej przeszłości 40-letniej dziś Anety Wysokińskiej-Senkus. Ze względu na wysoką pozycję bohaterki tekstu w środowisku naukowym został podpisany jedynie jako "Stowarzyszenie na Rzecz Walki z Patologią w Nauce w Warszawie". Postanowiliśmy pójść tym śladem.

Okazuje się, że Sąd Rejonowy w Siedlcach 22 sierpnia 2007 roku, czyli niemal równo 11 lat temu, rozpatrywał sprawę Anety Wysokińskiej-Senkus i wydał wyrok. Doktor była podejrzana o czyn z art. 115 ust. 1 ustawy o prawie autorskim.

Co się kryje za tymi cyferkami? Najzwyklejszy w świecie plagiat. "Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3".

O co była podejrzana?

W bliżej nieustalonym okresie czasu w 2006 roku, w Siedlcach przywłaszczyła sobie autorstwo fragmentów pracy magisterskiej Leszka Sz. pt. "Efektywność zarządzania przez jakość według filozofii TQM na przykładzie IPS Przedsiębiorstwo Informatyczne", które następnie rozpowszechniła w ten sposób, że opublikowała je pod własnym nazwiskiem w pracy zbiorowej pt. "Organizacje przedsiębiorstwa i rynki kapitałowe w otoczeniu globalnym" wydanej pod redakcją prof. dr hab. Marka Lisieckiego przez Katolicki Uniwersytet Lubelski, wiedząc o tym, że ich twórcą jest Leszek Sz..

fragment wyroku wydanego przez Sąd Rejonowy w Siedlcach 22 sierpnia 2007 roku
Sąd orzekł, że warunkowo umarza postępowanie na okres dwóch lat próby. Jednocześnie nałożył na Wysokińską-Senkus obowiązek zapłaty 1000 zł na rzecz Domu Dziecka „Dom pod Kasztanami” oraz zasądził zapłatę na rzecz Skarbu Państwa 90 zł i 60 groszy tytułem wydatków. W tłumaczeniu na język potoczny oznacza to, że nie skazuje jej, ale stwierdza jej winę.


Poniżej możliwie precyzyjne wyjaśnienie prawnych aspektów tej sprawy tak, by każdy, kto nie jest prawnikiem, mógł zrozumieć istotę wyroku.

Sąd mógł warunkowo umorzyć postępowanie karne, jeżeli wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a postawa sprawcy i jego dotychczasowy sposób życia pozwalają przypuszczać, że sytuacja w przyszłości się nie powtórzy.

Warunkowe umorzenie postępowania oznacza, że sąd wydał wyrok, ale nie skazał sprawcy przestępstwa, a jedynie go wskazał i stwierdził winę. Sąd, który wydaje taki wyrok, uznaje podejrzanego za winnego, ale nie jest to równoznaczne ze skazaniem.

Potwierdziła nam to wiceprezes Sądu Rejonowego w Siedlcach Jolanta Warsz, od której dostaliśmy skan wyroku.
Konfrontacja
Zapytaliśmy przedstawicieli Akademii Sztuki Wojennej, czy w ogóle byli tego świadomi podczas zatrudniania i jak podchodzą do tej sprawy. – Według informacji będących w posiadaniu tutejszej Akademii, dr hab. Aneta Wysokińska-Senkus, sprawująca w Akademii Sztuki Wojennej funkcję prorektora ds. naukowych, nie figuruje w Krajowym Rejestrze Karnym MS jako osoba skazana – poinformowała nas dr Monika Lewińska, rzeczniczka.

Ciekawie zaczęło się robić chwilę później, ponieważ w tym samym mailu dowiedzieliśmy się, że prorektor postanowiła skierować sprawę do właściwych organów ścigania w związku z tym, że "nieistniejące podmioty" podważają jej dotychczasowe wykształcenie i dorobek naukowy.

Więcej informacji od rzeczniczki nie udało się uzyskać, ponieważ "zawiadomienie zostało złożone z oskarżenia prywatnego", więc Akademia Sztuki Wojennej nie może tutaj nic więcej powiedzieć.

Jak to możliwe, że mimo wyroku, w Krajowym Rejestrze Karnym rzeczniczka uczelni nie znalazła żadnej informacji? Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem – jak mówi nam prawnik – taka sytuacja jest nie tylko możliwa, ale też prawidłowa.

– Wyrok warunkowo umarzający postępowanie nie jest wyrokiem skazującym. Wprawdzie sąd ma obowiązek ustalić stopień winy sprawcy i społeczną szkodliwość czynu (nie mogą być znaczne), okoliczności jego popełnienia (nie mogą budzić wątpliwości), a także okoliczności związane z postawą sprawcy i jego dotychczasowym sposobem życia, to jednak ostatecznie nie dochodzi do skazania sprawcy – mówi adwokat Eryk Trybuliński z Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych Klisz i Wspólnicy we Wrocławiu.

Ministerstwo i prawnik wyjaśniają
Ekspert wyjaśnia, że skoro sąd nie wydaje wyroku skazującego i nie wymierza kary, to osoba przeciwko której toczyło się postępowanie nie jest uznawana za osobę skazaną. Sprawca może zatem uzyskać zaświadczenie o swojej niekaralności oraz może korzystać ze wszystkich praw jakimi dysponują osoby niekarane.

– Tym samym nie jest możliwa sytuacja, aby taka osoba widniała w Krajowym Rejestrze Sądowym jako osoba skazana, bez względu na inne okoliczności – wyjaśnia Trybuliński.

Nie oznacza to jednak, że informacja o warunkowym umorzeniu postępowania nie jest ujawniana w Krajowym Rejestrze Karnym. Takowe umorzenie następuje na okres próby i sąd może wrócić do sprawy, ale nie później niż w ciągu 6 miesięcy od zakończenia okresu próby.
Eryk Trybuliński
prawnik

W rejestrze gromadzi się dane o osobach, przeciwko którym prawomocnie warunkowo umorzono postępowanie karne w sprawach o przestępstwa lub przestępstwa skarbowe. Wpis o wyroku warunkowo umarzającym postępowanie ulega jednak wykreśleniu z urzędu po upływie 6 miesięcy od zakończenia okresu próby orzeczonego w wyroku. Wykreślenie ma charakter permanentny.

To samo usłyszeliśmy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Dane takiej osoby nie powinny znajdować się w KRK. Wyrok, w którym warunkowo umorzono postępowanie karne, nie ma charakteru wyroku skazującego, a w świetle prawa ta osoba nie jest karana.

Nie o karę tu jednak chodzi, a o zgrzyt pomiędzy wyrokiem ws. plagiatu a byciem prorektorem ds. naukowych na publicznej uczelni.

Co na to prorektor?
Skontaktowaliśmy się także z Anetą Wysokińską-Senkus. Zapytaliśmy, do jakich organów i przeciwko komu zostało skierowane doniesienie, jak po latach odnosi się do w/w sytuacji i czy nie ma tutaj pewnego zgrzytu w byciu prorektorem ds. naukowych, oraz czy sytuacja, o którą pytamy po prostu nie miała miejsca, skoro zdecydowała się na skierowanie sprawy "do odpowiednich organów".

"W związku z tym, iż zależy Panu Redaktorowi na dochowaniu należytej staranności dziennikarskiej, proszę o kontakt z adwokatem" – taką odpowiedź dostaliśmy, więc z podobnymi pytaniami od razu udaliśmy się do wskazanego przez nią adwokata.

Naiwni jednak ci, którzy sądzą, że uzyskaliśmy jakikolwiek komentarz. Nie odpowiedziano na żadne z wysłanych pytań, nawet te najbardziej ogólne, a kolejne maile wysłane do prawnika i samej zainteresowanej pozostały już bez odpowiedzi. Do sprawy nie odniósł się też rektor uczelni gen. bryg. dr inż. Ryszard Parafianowicz (pytanie wysłane 3 lipca).
Zbigniew Gaj
adwokat

Ujawnianie informacji z postępowań sądowych czy prokuratorskich: karnych bądź cywilnych może rażąco naruszać prawo (w tym również przepisy dotyczące RODO). Wobec tego nie mam możliwości komentowania, ani udzielenia odpowiedzi na Pana szczegółowe pytania.

Książka
Odezwaliśmy się także do prof. dr hab. Marka Lisieckiego. To pod jego redakcją powstała książka, w której – jak czytamy w wyroku – Wysokińska-Senkus opublikowała pod własnym nazwiskiem splagiatowane fragmenty.

– W książce o objętości 452 stron (...) (pod moją redakcją) znajduje się 40 artykułów różnych autorów – w tym artykuł Pani Anety Wysokińskiej-Senkus (...) o objętości 9 stron wraz z bibliografią (2 proc. objętości opracowania). Recenzentem książki był prof. Stanisław Skowron. W momencie przygotowywania materiału do druku (na początku 2006 roku) nie miałem żadnej wiedzy na temat dokonanego plagiatu – informuje nas prof. Lisiecki.

Nasz rozmówca przyznaje, że o sprawie dowiedział się pod koniec czerwca tego roku z anonimu, który trafił także do rektora UKSW, gdzie obecnie pracuje. To prawdopodobnie ten sam list, który otrzymaliśmy w redakcji naTemat.

– Nie wiem czy dotyczy to tej sprawy (prawdopodobnie tak), kiedyś otrzymałem telefon od absolwenta jednej z uczelni, który poinformował mnie o plagiacie polegającym na skopiowaniu części pracy dyplomowej w materiałach KUL przez pracownika uczelni, w której studiował. Studenta, który zgłosił mi naruszenie praw autorskich, poinformowałem o możliwości polubownego załatwienia sprawy na uczelni lub na drodze sądowej. Wyrok nie był mi jednak znany. Nie został także przesłany do KUL – dodał.

Wydany wyrok nie przeszkodził Wysokińskiej-Senkus na ówczesnej uczelni. Pracowała tam jeszcze przez kolejne lata. Do momentu publikacji tekstu rzeczniczce Uniwersytetu Przyrodniczego nie udało się ustalić szczegółów z tamtego okresu.

Wojskowe doświadczenie?
Przeglądając zakładkę z władzami Akademii Sztuki Wojennej, w oczy rzuca się także jeden fakt. Aneta Wysokińska-Senkus jest jedyną z sześciu wymienionych w Komendzie osób, która w biogramie nie posiada doświadczenia związanego z obronnością czy bezpieczeństwem.

Rektor to żołnierz z wieloletnim doświadczeniem, dziś generał brygady. Prorektor ds. wojskowych podobnie, pułkownik, który służbę zaczął w 1991 roku. Prorektorem ds. dydaktycznych jest kolejny wojskowy, który działalność dydaktyczno-naukową rozpoczął w 1997 po kilku latach w służbie.

Jest też prorektor ds. studenckich i kanclerz. Pierwszy z nich przez pięć lat pracował w Departamencie Bezpieczeństwa Międzynarodowego MON i współprowadził specjalne kursy NATO. Natomiast ten drugi jest absolwentem m.in. Wyższej Szkoły Oficerskiej Służb Kwatermistrzowskich, a przez wiele lat pełnił zawodową służbę wojskową.

Nie ma wymogu, który na stanowisku prorektora ds. naukowych nakazywałby posiadać doświadczenie związane z wojskowością czy obronnością. Niemniej, w takim towarzystwie osoba Anety Wysokińskiej-Senkus po prostu rzuca się w oczy.

W całej historii nie ma prawnych przeciwwskazań do bycia prorektorem. Niemniej widać, że komuś bardzo zależało na rozpowszechnieniu sprawy. Niezależnie od tego, jest pewien zgrzyt moralno-etyczny pomiędzy byciem prorektorem ds. naukowych a posiadaniem wyroku za plagiat pracy naukowej. I brak doświadczenia z wojskowością czy obronnością, nie ma tu nic do rzeczy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...