
Reklama.
Politycy PiS – wbrew opinii publicznej, wbrew protestującym, wreszcie wbrew zaleceniom Komisji Europejskiej – robią wszystko, by jak najszybciej przejąć Sąd Najwyższy. Po co? Czy chodzi tylko o zadawniony konflikt z warszawskiego podwórka między Jarosławem Kaczyńskim a prof. Małgorzatą Gersdorf? Bynajmniej.
Były minister spraw zagranicznych, a obecnie europoseł Dariusz Rosati jest przekonany, że powód jest zupełnie inny. To próba zabetonowania układu, w którym PiS będzie rządził po wsze czasy. Rosati przypomina, że to Sąd Najwyższy zatwierdza wyniki wyborów. I nawet jeśli za rok PiS przegra, to ubezwłasnowolniony już SN może takiego wyboru Polaków nie uznać.
"To pełzający zamach stanu" – przekonuje Rosati. I być może polityk ma rację. PiS – mimo tego, że nie ma większości konstytucyjnej – już zdemolowało zasadę trójpodziału władzy i kilkukrotnie złamało konstytucję. Pomaga mu w tym opanowany przez partię Jarosława Kaczyńskiego Trybunał Konstytucyjny. SN to tylko kolejny krok do wprowadzenia jedynie fasadowej demokracji.