"Jestem wnerwiony, że ktoś z nas zakpił". Najstarszy prezydent w Polsce nie boi się ataków PiS. Robi swoje

– Jestem wnerwiony, że ktoś z nas zakpił – mówi prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc o decyzji rządzących w sprawie obniżek pensji.
– Jestem wnerwiony, że ktoś z nas zakpił – mówi prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc o decyzji rządzących w sprawie obniżek pensji. Fot. Facebook/Tadeusz Ferenc
Ma 78 lat, jest najstarszym prezydentem w kraju, z przeszłością jeszcze w PZPR, czego się nie wypiera. Rzeszowem rządzi od 2002 roku i właśnie ogłosił, że w najbliższych wyborach też wystartuje. Po decyzjach PiS zarabia mniej niż niektórzy dyrektorzy w jego urzędzie. Uwielbia mówić o nowych pomysłach. – Jak zobaczyłem w Szanghaju okrągłą kładkę, to kazałem u nas budować – opowiada naTemat. Goni urzędników do roboty. Nawet jak w nocy zobaczy krzywy znak drogowi, to rano każe im go szukać. To oni sami mają go znaleźć.


Panie Prezydencie, jakie nastroje w Rzeszowie przed wyborami?

Nie ma żadnych, zajmujemy się robotą. Nie będę przed wyborami prowadził żadnej akcji i czegoś opowiadał. Ludzie widzą, czy coś robimy czy nie.

Jak to nie ma? Dopiero Koalicja Obywatelska ogłosiła poparcie dla Pana w wyborach na prezydenta Rzeszowa.

Jestem zadowolony, że te partie mnie wspierają, ale zdecydowanie nie chodzi mi o działanie partii. Ja robię inwestycje, spotykam się z ludźmi. Kiedy przyjeżdżam do Ratusza, bywa, że pod budynkiem już czekają mieszkańcy, którzy zgłaszają jakieś tematy. Mój telefon komórkowy jest dostępny dla wszystkich. Nie kieruję się przypodobaniami partiom politycznym.

Słychać jednak glosy, ze właśnie Pan może odeprzeć atak PiS.

Nie chcę odpierać ataku PiS, chcę zyskać wsparcie mieszkańców. W Rzeszowie tworzymy nowoczesne miasto i na tym się skupiamy. Wykonujemy setki inwestycji, budujemy 4 tys. mieszkań rocznie i zdecydowanie wprowadzamy nowoczesność. Miesiąc temu otrzymaliśmy dyplom jako najlepsze miasto dla biznesu.


Czy to prawda, że sam Pan polecił obniżyć sobie pensję i zarabia teraz mniej niż zastępcy, sekretarz, skarbnik? Bo radni nie chcieli tego zrobić?

Tak. Jestem człowiekiem, który bezwzględnie przestrzega prawa. Ponieważ Rada Miasta nie dokonała tej zmiany, poleciłem swoim służbom, żeby dostosowały płace do rozporządzenia.

O ile więcej zarabiają od Pana?

O 2500-3000 zł.

Możemy podać konkretne kwoty?

Proszę bardzo. Prezydent ma 5000 zł pensji zasadniczej plus 2100 zł dodatku funkcyjnego. Skarbnik miasta 5600 i 2200 dodatku funkcyjnego. Sekretarz – 6200 i 2200. Również kilku dyrektorów wydziałów zarabia więcej.

Brzmi absurdalnie. Jak Pan to odbiera?

Ktoś zakpił z nas. Upokorzył nas. To jest całkowity absurd. Ktoś upokorzył prezydentów polskich miast. Ja akurat nie narzekam na osobistą sytuację finansową, nie chodzi mi o pieniądze. Jestem zabezpieczony finansowo. Ale jestem wnerwiony, że ktoś z nas zakpił.


Co ma Pan na myśli?

Ktoś, to przygotowywał to rozporządzenie panu premierowi był niegramotny. To bezwzględnie szkoda dla całego kraju. Do wyborów nie pójdą fachowcy, nie będą się starać na te stanowiska. A to my, w samorządzie, decydujemy o tym, że fabryka przyjdzie do nas, czy nie. Na tych stanowiskach muszą być menadżerowie.

W Rzeszowie na przykład utrzymujemy kontakt z całym światem. Dopiero co podpisaliśmy kolejną umowę z miastem koreańskim. Byłem właśnie w Rotterdamie odnośnie autobusów autonomicznych, bez kierowców. Chcę budować w Rzeszowie monorail, jaki widziałem w Sydney. To kolejka, która jedzie po jednym torze 6 metrów na ziemią.

W tej sprawie byli już u mnie Chińczycy, rozmawiałem z Francuzami, Włochami. W Szwajcarii byłem w zakładach, które takie kolejki produkują. W ogóle zacząłem wysyłać moich urzędników w świat.

I?

Człowiek jest trochę zwariowany. Widziałem okrągłą kładkę w Szanghaju i kazałem taką budować u nas. Drewno kupowaliśmy w Kamerunie, bo to jest drzewo, które wytrzymuje 50 lat.
W Izraelu zobaczyłem most w formie harfy. U nas była inna propozycja, ale po powrocie kazałem przerobić projekty i dziś mamy piękny most.

W Dubaju widziałem przystanki autobusowe klimatyzowane. I kazałem nasze przystanki przebudowywać – w zimie ogrzewać, latem klimatyzować.

Wprowadziliśmy mówiące przystanki. Osobom niedowidzącym rozdaliśmy piloty takie jak do telewizora. Naciska się pilota, a przystanek odpowiada, że autobus taki a taki przyjedzie za 2 czy 10 minut. A gdy skierujemy go w stronę nadjeżdżającego autobusu, słyszymy, że jest to taki nr, jedzie tu i tu.
Jeździ Pan po świecie i ściąga pomysły?

Mam też swoje. Podświetliłem drzewa w centrum. A jak wróciłem z pięknego Gainesville na Florydzie, to kazałem, żeby na kąpielisku u nas rosły palmy. I są. W donicach.
Co na to ludzie?

Najpierw narzekają, pytają po co, a potem się podoba. Zarzucają mi niektórzy, że inne miasta w regionie się wyludniają, bo ludzie przenoszą się do nas.

Proszę powiedzieć, skoro nie wybory, to co Pana teraz najbardziej zajmuje?

Dziś w ogóle nie wchodziłem do ratusza, objeżdżałem inwestycje. W tej chwili budujemy wieżowce. W najbliższym czasie powstaną 24, w tym 7 bardzo wysokich - 14-18 kondygnacji. Przed sekundą skończyłem rozmowę z inwestorem.

Bezwzględnie staram się pomóc inwestorom. Wobec urzędników nie mam skrupułów. Muszą myśleć głównie pod tym kątem, by zadowolić inwestora, który chce ryzykować i inwestować pieniądze w nasze miasto.

Co to znaczy, że nie ma Pan skrupułów? Urzędnicy mają się Pana bać?

Nie bać się. Ale gdybyśmy nie realizowali tych inwestycji, tych urzędników pracowałoby dużo mniej. Ja, na przykład mam takie odchylenie psychiczne i lubię nocami jeździć po mieście. Żona też siada ze mną w samochód i objeżdżamy miasto. Potem mam lepsze rozeznanie i więcej wiedzy od urzędników. A potem gonię ich do roboty.

Czyli na przykład co Pan widzi?

Często się zdarza, że ktoś uderzy w znak drogowy i krzywo stoi. Co poniedziałek rano prowadzę naradę, na której są wszyscy dyrektorzy, również ze spółek, jest komendant policji. I mówię, że w mieście jest krzywy znak. Ale nie mówię który, mówię tylko, że jest. Sami muszą go szukać. A przy okazji trafiają na te krzywe znaki, których ja nie widziałem.

Chyba się nie zdziwię, jeśli powie Pan, że potem sprawdza, czy naprawili.

A wie pani, że czasem sprawdzam?

A jeśli nie naprawili to co?

Niedobrze. Jeśli sytuacja się powtarza, to nawet zwolnienie, bo były i takie przypadki. Nie ma zmiłuj. Urzędnik musi bezwzględnie akceptować to, co się ustali.

Kiedyś wyjeżdżałem rano do Warszawy, był wypadek na rondzie. Poleciłem naprawić światła. Gdy wróciłem za kilka godzin, światła nie były naprawione, to poprosiłem zastępcę i dyrektora zarządu dróg, dostali polecenie naprawy. Rano, o 7-ej, pojechałem sprawdzić. Już były.
A co jeśli PiS wygra te wybory i przejmie po Panu władzę? Wyobraża Pan sobie taki scenariusz?

Nie ma takiego strachu. Wiecznie nie jest się na tym stanowisku. Ale póki jestem to do ostatniego dnia będę pracował na rzecz miasta.

Ale mogą mieć zupełnie inną wizję miasta niż Pan.

Ostatnio przyszła do mnie pani z ulotką, którą dostała od radnych PiS. Na tej ulotce był las i wieżowce jak w Warszawie. Ulotka zachęcała, by Rzeszów został zielony, las, łąki. I ta pani mówi: Do Rzeszowa ludzie będą wówczas przyjeżdżać na grzyby. A będą wyjeżdżać z miasta do pracy. Powiedziała, że się z tym nie zgadza.

I tego się obawiam. Bo ja prowadzę zdecydowaną politykę – rozbudowa, infrastruktura, edukacja, mieszkania, bezwzględnie miejsca pracy i bezwzględnie rozwój uczelni, bo dziś u nas jest 60 tys. studentów. To są podstawy.

Jak się Panu współpracuje z PiS?

Lubię przeciwników. Nie mógłbym bez nich żyć. To mnie napędza.
Dają popalić?

Nie, to ja im daję popalić. Znam miasto, każdy budynek, ulicę. Oni tak dobrze go nie znają. Jeden przyszedł z Tarnowa, inny z Radomia, to trudno by znali Rzeszów. Jeśli chodzi o władze wyższe, ogólnie nie narzekam. Nic mnie nie zraża, jeszcze dodaje energii.

A jak Pan ocenia to, co dzieje się w kraju?

A czy może mnie pani zwolnić z tego pytania?

Dlaczego?

Bezwzględnie interesuje mnie to, co dzieje się w kraju. Mam inne zdanie na różne tematy. Ale jeśli chodzi o Warszawę, to dobrze mi się współpracuje z każdym rządem. Nie narzekałem na żaden rząd i na ten też nie. W Warszawie sprawy załatwia się konkretnie. Rozmawiamy o zadaniach. Przynajmniej raz w tygodniu jestem w Warszawie, w piątek też jadę do Sejmu.

Ale jeśli chodzi o samą politykę w kraju, proszę mi wybaczyć.

A co ma się dziać w Sejmie?

Ma być coś o ekologii. Zależy mi, żeby u nas było czyste powietrze. Kupiliśmy 77 autobusów na gaz. I od przyszłego miesiąca będziemy mieli autobusy elektryczne. A w ubiegły piątek uruchomiliśmy rowery napędzane energią elektryczną.

Powiem pani, że jesteśmy bardzo czystym miastem, ludzie bardzo dbają o czystość. Przyjechał raz do nas generał z innego miasta i na skrzyżowaniu wyrzucił peta, na czerwonych światłach. Wyszedł mieszkaniec Rzeszowa z samochodu i powiedział : „Panie, u nas się nie śmieci”. Sam generał mi opowiadał.

Panie Prezydencie...

Dodam jeszcze, że nie odremontowanych budynków mamy w Rzeszowie 8-10 procent. Osobiście zmuszałem ludzi do remontów. Napisałem do wojewody: „panie wojewodo, pan mi szpeci miasto. Urząd wojewódzki jest bardzo brzydki”. Odpisał, że mam rację, znajdą pieniądze. W tej chwili budynek jest piękny.

Wypowiedziałem też wojnę graffiti. Nie mamy ich w ogóle. Z dopalaczami tak samo. Sam chodziłem z policją po sklepach i teraz mamy spokój. Wszystkie sklepy zlikwidowaliśmy.

....chciałam zapytać, czy Pan w ogóle odpoczywa.

Rzadko. W sobotę otwieraliśmy rondo im. gen. Meriana C. Coopera, mieliśmy delegację z USA, był przedstawiciel prezydenta Dudy.

Pytam, bo jest pan najstarszym prezydentem w Polsce, a tu taka energia. Skąd na to wszystko ma Pan tyle siły?

Odwiedzam siłownię prawie codziennie, ale jak mam czas to chodzę na korty. Pasjonuję się tym. Sport bezwzględnie, uprawiam całe życie, głównie tenis. Kiedyś grałem też w piłkę. Wierzę w ruch.

Powiem jeszcze taką ciekawostkę. Jadę na konferencje do Berlina, wyjeżdżam o 1 w nocy, konferencja jest o 10 rano, kończy się koło 19. Po konferencji wsiadam w samochód i rano, ku niespodziance urzędników, jestem w robocie. A jak trzeba to i naradę o 1 w nocy zwołam.

Powiem pani jeszcze, że dziennikarzom nie wolno do mnie pukać. Mają wchodzić bezpośrednio. Nigdzie w Polsce tak nie jest, że na naradach, które prowadzę co poniedziałek rano ze wszystkimi dyrektorami, są dziennikarze. A mi zależy na tym, żeby nie mieli żadnych domysłów, tylko żeby byli we wszystkim zorientowani. Nawet jeśli nie są to pozytywne rzeczy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...