
Koleżanka Trumpa, femme fatale, ekscentryczna miliarderka, która miała trzech mężów – tak o niej pisano, gdy w lutym gruchnęła wiadomość, że zostanie ambasador USA w Warszawie. Nominacja kontrowersyjnej działaczki Partii Republikańskiej wzbudzała powszechne zdziwienie, również w USA. Ale teraz Georgette Mosbacher zadziwia jeszcze bardziej. Właśnie wbiła niezłą szpilę zwolennikom PiS i wywołała takie oburzenie, że głowa mała.
Ale teraz ambasador Mosbacher zrobiła coś innego. Coś, na co nie zdobył się żaden z polityków PiS. Zwolenniczka Trumpa nie tylko pojawiła się na 75. urodzinach Lecha Wałęsy i – pełna zachwytu – publikowała z tej okazji zdjęcia w mediach społecznościowych. Niczym Donald Tusk, wręczyła mu też niezwykły prezent na dowód jak go ceni. A podczas uroczystej gali w Operze Bałtyckiej siedziała tuż obok żony Lecha Wałęsy, Danuty.
"Pani ambasador pokazuje klasę", "Brawo", "Tylko nasz rząd nie posiada żadnej klasy ani kultury!"– rozległy się komentarze na Facebookowym profilu ambasady USA w Warszawie.
Jednak coś, co spodobało się jednym, u innych wywołało wstrząs. Wizytą w Gdańsku i spotkaniem z Wałęsą ambasador USA naraziła się na prawicy, jak mało czym. Choć już w połowie września krytykowano ją za to, że pojawiła się na balu TVN, pisano o wpadce i o tym, rozpoczyna misję w Polsce "w objęciach największych krytyków i wrogów prezydenta Trumpa".
Georgetta Mosbacher objęła stanowisko w Warszawie na początku września. Bez wątpienia miała mocne wejście. Została bardzo dobrze przyjęta przez polskie władze, z obu stron padło wiele zapewnień o przyjaźni. Choć jej pierwsze przemówienie w połowie września też uznano za wymowne.
" Wspólne wartości są fundamentem naszego sojuszu. Te wartości to przewidywalność, demokratyczne rządy, wolność słowa i tolerancja. Polska ma za sobą długą drogę. Wiem, że podzielamy te wartości i będziemy o nie walczyć". Czytaj więcej
