Nasi siatkarze są najlepsi na świecie. Ale "Messi siatkówki" już puka do kadry i ktoś straci na jego rzecz miejsce

Wilfredo Leon na zgrupowaniu polskiej kadry przed mistrzostwami świata. W tle trener Vital Heynen.
Wilfredo Leon na zgrupowaniu polskiej kadry przed mistrzostwami świata. W tle trener Vital Heynen. Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta
Wejść na szczyt jest ciężko, ale utrzymać się na nim – jeszcze ciężej. A jednak się udało. Biało-czerwoni w 2014 roku wygrali siatkarskie mistrzostwa świata, a w niedzielę obronili tytuł. Podobno zwycięskiego składu się nie zmienia, ale już w przyszłym roku zmiany będą raczej nieuniknione. W naszej drużynie będzie mógł bowiem grać Wilfredo Leon, który w 2015 zyskał polski paszport. Niekwestionowana gwiazda światowej siatkówki, ale i jakby nie patrzeć – Kubańczyk.


Komuś, kto regularnie nie śledzi siatkówki, trudno zrozumieć, jak Wilfredo Leon jest dobry. Tak zwyczajnie dobry w tym, co robi. Polacy przez lata nauczyli się – a raczej przyzwyczaił ich do tego nasz rodziny futbol – że jeśli ktoś obcy chce grać "dla Polski", to najczęściej jest co najwyżej średni, a w rodzinnym kraju po prostu nie ma szans na wielką karierę.


Przykłady zna każdy z nas. Ludovik Obraniak, Roger Guerreiro, Eugen Polanski. Zgodnie z papierami Polacy, ale ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że to Francuz, Brazylijczyk i Niemiec. Żaden z nich nie miał szans na grę w swojej "rodzimej kadrze". Taki Polanski namyślił się na grę dla Polski dopiero wtedy, kiedy zrozumiał, że Joachim Loew nawet nie spogląda w jego stronę. Z kolei w niemieckiej reprezentacji młodzieżowej grał i wtedy do Polski było mu bardzo daleko.

Drugiego takiego nie ma
Natomiast Leon jest inny. Przede wszystkim nie jest średni, nie jest nawet dobry. Dla wielu jest najlepszym siatkarzem świata. – Leon jest jak Ronaldo i Messi w jednym ciele, tylko na gruncie siatkarskim. Ciężko się z nim rywalizuje na każdym treningu – mówił w 2016 roku o Leonie Teodor Salparow, libero Zenitu Kazań, w którym obaj wtedy grali.
Z kolei jeszcze kilka miesięcy temu w rozmowie ze Sportowymi Faktami Robert Prygiel, były reprezentant Polski w siatkówce, a obecnie trener, mówił o nim wprost: – Leon dla siatkówki jest o wiele ważniejszy niż Lionel Messi dla piłki nożnej.

Dlaczego? Bo Messi ma konkurencję w postaci Cristiano Ronaldo. Wilfredo Leon według wielu po prostu rywali nie ma. Także wśród polskich siatkarzy.

Cudowne dziecko kubańskiej piłki
Najmłodsi kibice siatkówki tego nie pamiętają, ale reprezentacja Kuby, która dzisiaj jest po prostu solidna, przez wiele lat była znacznie lepsza od nas. To dwukrotni srebrni (ostatni raz w 2010 roku) medaliści i dwukrotni brązowi medaliści mistrzostw świata, na przełomie wieków drużyna o klasę lepsza od Polski.


W takim kraju zwariowanym na punkcie siatkówki przyszedł na świat w 1993 roku Leon. I pomimo gigantycznej konkurencji w kraju błyskawicznie okazało się, że to człowiek obdarzony nadludzkim talentem.

W dorosłej reprezentacji zadebiutował w wieku... 14 lat (!). Trzy lata później był już jej kapitanem. Doskonale wyszkolony technicznie, świetny właściwie w każdym aspekcie gry. I wreszcie z rewelacyjnym przeglądem sytuacji. Tego nie da się wytrenować. Z tym się trzeba urodzić.
Z kubańską kadrą Leon zdobył wspomniany wyżej srebrny medal mistrzostw świata i to on sam w dużej mierze był autorem tego sukcesu – pierwszego od 1998 roku. Dosłownie zaciągnął tę drużynę do finału, zresztą znany jest z tego, że potrafi wziąć ciężar meczu na swoje barki. Dwa lata później przyszedł jeszcze brązowy medal w Lidze Światowej, ale reprezentacja rozleciała się. Wielu zawodników po prostu się "zmyło" z kraju – wszak Kuba to jeden z ostatnich komunistycznych "rajów" na świecie.

Wybrał Polskę przez kobietę
W efekcie 2012 roku Kuba nawet nie awansowała do igrzysk olimpijskich w Londynie. Wtedy Leon też już miał dość, ale wybrał inną drogę – nie uciekł z kraju, a wyjechał z niego oficjalnie, w 2012 roku.

Wyjechał oficjalnie – nawet pomimo niezadowolenia miejscowej federacji – ale w efekcie przez dwa lata nie mógł nigdzie grać. To wtedy przeprowadził się do Polski i trenował w... Rzeszowie. Miejscowej Asseco Resovii fanom siatkówki przedstawiać nie trzeba, ale Leon w tym klubie nie grał, bo nie mógł.

Kiedy już w 2014 roku mógł grać zawodowo, postawił na Zenit Kazań. Rosjanie mieli (i mają) pieniądze, mówiło się, że za rok gry otrzymywał ponad milion dolarów. Na takie pieniądze "prawdziwy Messi" by nawet nie spojrzał, ale w siatkówce to niebotyczna kwota. Jego usługami zainteresowała się także Sborna – naturalizowanie zawodników w siatkówce to proceder z długą tradycją, a reprezentacja Rosji także miała środki, żeby zachęcić do siebie Leona.
Wybrał jednak Polskę. Dlaczego? Można się tylko domyślać, ale najprawdopodobniej zadecydowała Małgorzata. Od 2016 jego żona. Rok wcześniej Leon zyskał polskie obywatelstwo, wtedy też stało się jasne, że od 2019 roku będzie mógł grać dla polskiej kadry. Wiele osób spodziewało się, że "okres karencji" skończy się szybciej, ale władze światowej siatkówki były nieugięte.

Już nawet trenuje z kadrą
Teoretycznie to "transfer doskonały", bo lepszego zawodnika to tylko ze świecą szukać. Jest jednak kilka wątpliwości. Przede wszystkim dla wielu Leon jest Kubańczykiem i grał już dla tej drużyny narodowej. W piłce nożnej nie miałby szans na start w polskich barwach.

Władze FIVB takich problemów nie robią, ale nie każdemu taka sytuacja się podoba. Tym bardziej, że przecież skład kadry nie jest z gumy. W bułgarsko-włoskich mistrzostwach świata złote medale wywalczyło piętnastu utalentowanych chłopaków z nieziemskim Bartoszem Kurkiem na czele.

Tymczasem można oczekiwać, że nawet jeśli każdy z nich formę utrzyma, to dla kogoś miejsca w końcu zabraknie. Właśnie z powodu Leona. Bo Leon już nawet trenuje z polską kadrą – pojawił się choćby na zgrupowaniu w Zakopanem. Tak, tak, tym przed mistrzostwami, które wygraliśmy. Już jest więc przygotowywany do gry w kadrze, jakby miał do niej płynnie wejść. Czyli ktoś z niej wyleci, nawet jeśli utrzyma mistrzowską formę.

I to budzi kontrowersje. "To który z tych chłopaków dostanie kopa w dupę, żeby zrobić miejsce dla zawodnika z Kuby?" – zapytał przewrotnie tuż po triumfie na Twitterze Krzysztof Stanowski, dziennikarz sportowy. "Mamy drużynę złożoną z naszych chłopaków, urodzonych w bloku obok czy podwórko dalej. Zmasakrowali Brazylię w finale MŚ i drugi raz (z rzędu – red.) zdobyli złoty medal Duma. A my im zaraz wciśniemy Kubańczyka, ktoś z naszych wyleci, matematyki się nie oszuka" – dodał po chwili.
I się zaczęło – bo słowa Stanowskiego trafiły na podatny grunt. "Dwa mistrzostwa z rzędu, a ściągamy człowieka, który z Polską nie ma nic wspólnego", "Skoro już jesteśmy mistrzami świata, to w sumie po co nam ten Wilfredo Leon" – czytamy w sieci.
Każdy ma swoje zdanie
Kibice są podzieleni. Nie tylko w internecie, ale i "na żywo". – Robi się jak w piłce nożnej czy w koszykówce. Miło byłoby, żebyśmy chociaż w jednym sporcie nie korzystali z obcego "zaciągu" – mówi mi Jakub, który siatkówkę lubi, ale na całą sprawę patrzy bardziej przez pryzmat piłki nożnej.

– To jest po prostu głupie, bo my wzmocnień nie potrzebujemy. Od czterech lat jesteśmy najlepsi na świecie, obroniliśmy mistrzostwo świata. I zrobiliśmy to jako Polacy, bez żadnych graczy z innych krajów – dodaje.

To co jest oczywiste dla niego, nie jest jednak tak oczywiste dla innych. – Wątpliwości rzeczywiście można mieć "natury moralnej", czy Kubańczyk może grać w kadrze i tak dalej. Ale to jest inny przypadek niż Roger czy Olisadebe – mówi Dominik, kibic siatkówki od 20 lat. – Ma żonę Polkę, zdobył obywatelstwo w normalnym trybie, czeka w "kolejce" na możliwość gry w kadrze. I to aż cztery lata – podkreśla.
Dominik

Piłkarze dostawali obywatelstwo, bo "byli potrzebni" i wówczas rzeczywiście ktoś wypadał z kadry bezpośrednio przed turniejem. Tutaj tak nie jest. To nie jest fanaberia związku, transfer, nikt przed nim nie pada na kolana, żeby ratował naszą kadrę. To raczej wykorzystanie okoliczności.

Leon wreszcie przyda się polskiej kadrze – bo i nawet nasza drużyna doskonała nie jest. Wiele mówi się o brakach na pozycji przyjmującego, a właśnie Leon jest uważany za najlepszego przyjmującego (jeśli nie w ogóle siatkarza) świata. – Był świetny (na mundialu – red.) Kubiak, ale z drugim przyjmującym były problemy. Szalpuk grał fajnie, ale jak już zawodził, to na zmiany byli tylko inni młodzi – Śliwka, Kwolek. Z kolei Mika ma cały czas kontuzje. Więc ogólnie znajdzie się miejsce dla niego – konkluduje.

Kibice podkreślają też, że Leon rywalizację o miejsce w kadrze zawsze może przegrać. Na razie wygląda to tak, jakby miał je mieć "za zasługi", ale nie musi być tak zawsze. – Jest dobry i jeśli to ma wzmocnić naszą drużynę, to jestem na tak. Ale patrząc na to, jak się rozwijają małolaci, a weterani trzymają swoje miejsca, to zgarnięcie miejsca w kadrze wcale nie będzie takie proste – uważa Iza, kolejny kibic.

– Kwestia kluczowa jest taka, że w przeciwieństwie do podobnych sytuacji z przeszłości, Leona nikt nie ściągnął na siłę, żeby ratował polską siatkówkę. Wręcz przeciwnie, jesteśmy najlepsi i to sprawdzone info z wczoraj – dodaje z dumą.
Zresztą: nikt przed nim czerwonego dywanu rozkładać nie ma zamiaru. – Od samego początku gry w reprezentacji powtarzam jedną rzecz: jeżeli ktoś jest od kogoś lepszy, to powinien grać. Leon jest bardzo dobrym zawodnikiem i jeżeli przy naszym systemie grania będzie tak samo dobrym zawodnikiem, to nie widzę najmniejszych przeszkód, by on grał – mówił tuż przed mistrzostwami Michał Kubiak. Po czym dodał, że swojego miejsca w szóstce nie odda. Nie jest więc wykluczone, że w Polsce Leon będzie miał tylko... żonę.