Kluzik-Rostkowska #TYLKONATEMAT: Przez aferę taśmową Morawiecki został osłabiony w PiS, a i tak był tam ciałem obcym

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Daleko w tle afery taśmowej Mateusza Morawieckiego tli się równie poważny problem. Jak się okazje, zastanawiająco długo uziemione są samoloty MiG-29, a piloci F-16... uciekają z wojska. O obu tych groźnych dla kondycji państwa sprawach #TYLKONATEMAT mówi Joanna Kluzik-Rostkowska, która szefuje założonemu przez PO zespołowi śledczemu ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa.

Na scenie politycznej jest pani kojarzona głównie jako była minister edukacji, ale dziś chciałbym porozmawiać z członkinią sejmowej Komisji Obrony Narodowej i szefową założonego przez PO zespołu śledczego ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa. Zacznijmy od od alarmującej sytuacji w Siłach Powietrznych. Co tam się dzieje?

Domagaliśmy się specjalnego posiedzenia Komisji Obrony Narodowej w sprawie bezpieczeństwa w lotnictwie wojskowym i odbyło się ono wreszcie w minionym tygodniu. Okazuje się, że w Siłach Powietrznych dzieje się bardzo źle.

Najpoważniejszym przykładem była katastrofa MiG-29 pod Pasłękiem w lipcu tego roku. Pierwszy raz w historii użytkowania tych myśliwców w Polsce zdarzyło się, by doszło do wypadku, w którym zginął pilot. Prawdopodobnie podczas tej katastrofy kluczowe znaczenie miał fotel katapultowy K-36, który powinien uratować życie pilota.

By w pełni zrozumieć obecny problem, trzeba jednak cofnąć się w czasie. Do początku rządów Antoniego Macierewicza w Ministerstwie Obrony Narodowej. Ze względu na tworzenie mitu „zamachu smoleńskiego” rozstał się on z wielką grupą instruktorów i najbardziej doświadczonych pilotów, na barkach których było bezpieczeństwo Sił Powietrznych.


Odeszli, bo nie chcieli firmować bałamutnych teorii ministra. To spowodowało zachwianie ciągłości szkolenia, pojawienie się potężnej luki w przekazywaniu wiedzy.

Odnosi pani wrażenie, że w MON próbują jakkolwiek zapanować nad tą sytuacją?

Po katastrofie pod Pasłękiem profilaktycznie zostały uziemione wszystkie samoloty MiG-29 i Su-22, w których wykorzystywany jest fotel K-36. A to oznaczało unieruchomienie połowy lotnictwa taktycznego w Polsce! Na szczęście, Su-22 niedawno wróciły do lotów, ale MiG-29 nadal są uziemione.

Kiedy rozmawialiśmy na ten temat podczas obrad Komisji Obrony Narodowej, wskazywaliśmy przedstawicielom MON, że to nadal alarmująca sytuacja, bo znaczna cześć lotnictwa jest nie do użytku w sytuacji nagłego zagrożenia. Wiceminister obrony Wojciech Skurkiewicz oznajmił wówczas, że nie ma się czym przejmować, bo MiG-29 zostały skutecznie zastąpione przez F-16.
Niestety, po kilku dniach gruchnęła wiadomość, że na polskich F-16 powoli nie ma kto latać, bo pozwolono odejść wielu pilotom, którzy mają uprawnienia do latania tymi maszynami.
Podobny problem na wojskowe lotnictwo transportowe. Piloci Herkulesów właściwie z dnia na dzień mogą przejść do lotnictwa cywilnego czy przewozów cargo. I robią to.

Na tym jednak problemy się nie kończą. Sprawa przedłużającego się uziemienia myśliwców MiG-29 doprowadza do tego, iż wkrótce wygasną uprawnienia do ich obsługi. Zarówno piloci, jak i obsługa techniczna będą musieli więc na nowo te uprawnienia uzyskać. To proces długi i kosztowny. Kiedy pytałam przedstawicieli MON, czy o tym pamiętają, zupełnie zbagatelizowali sprawę.

Gdy więc pyta mnie pan, czy Mariusza Błaszczak panuje nad sytuacją, to mogę tylko odpowiedzieć, iż wszystko wskazuje na to, że tak nie jest. Minister Błaszczak jeszcze nigdy osobiście nie pofatygował się na obrady komisji. Od jego przedstawicieli nie dostaliśmy natomiast odpowiedzi na wiele bardzo szczegółowych pytań. Przygotowujemy interpelację, w której je powtórzymy.

Dużo macie pracy w zespole śledczym ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa po ponownym wybuchu tzw. afery taśmowej ?

Oj tak, sporo... Pierwsze „taśmy” pojawiły się w 2014 roku, a następnie co pewien czas ujawniano nowe, aż do kampanii wyborczej w 2015 roku. Politycy apelowali wtedy do niezależnej prokuratury, by śledztwo obejmowało nie tylko bezpośrednich twórców tych nagrań, ale i tych, którzy byli ich zleceniodawcami. Już wtedy pojawiały się przecież sugestie wskazujące na wątek rosyjski. Niestety, prokuratura nie wzięła tych wezwań na poważnie.

Minęło jednak kilka lat i wiemy już, że Rosja ingerowała w wybory w Stanach Zjednoczonych, Niemczech i Francji oraz w referenda w Wielkiej Brytanii i Katalonii. Wkrótce powinien być gotowy raport prokuratora Muellera, który pokaże, jak daleko zaszły działania Rosji w USA. Ośmiu oskarżonych w tej sprawie już jest. Wszystkie ujawnione działania Rosjan na świecie zmuszają więc do nowego spojrzenia na sytuację w Polsce.

Posiedzenie zespołu ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa mieliśmy akurat kilka dni po pierwszej publikacji przypominającej aferę taśmową, która pojawiła się w tygodniku „Polityka”. Zaprosiliśmy wówczas byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego gen. Krzysztofa Bondaryka. Przyznał otwarcie, że watek rosyjski w sprawie podsłuchów założonych w „Sowa i Przyjaciele” oraz innych lokalach jest bardzo prawdopodobny.
Przy okazji generał Bondaryk przypomniał, że służbą właściwą do zbadania tej afery do końca jest ABW. Problem w tym, że Prawo i Sprawiedliwość od chwili przejęcia władzy sukcesywnie ABW wygasza. W 2015 roku było 16 delegatur tej służby, po jednej w każdym województwie. Obecnie jest ich zaledwie pięć. Jedenaście zostało zlikwidowanych!

Gdyby ta służba działała prawidłowo, po tylu latach powinniśmy o tych nagraniach zapomnieć, a one spoczywać w sejfie pod okiem organów państwa. Tymczasem dalej zastanawiamy się, ile osób w ogóle podsłuchiwano. Rozumiem, że dla PiS wątek rosyjski jest bardzo niewygodny, bo może oznaczać, że Kreml pomógł im w wygranej w 2015 r, ale już od dawna powinien w Polsce pracować odpowiednik prokuratora Muellera. Mam nadzieję, że to kiedyś się wydarzy.

Gdzie jest dystrybutor tych nagrań? Na Kremlu, czy raczej zostały one gdzieś rozproszone i „żyją własnym życiem” na czarnym rynku?

Chciałabym, by odpowiedź na to pytanie znał właśnie szef ABW. Obawiam się jednak, że on nie ma o tym zielonego pojęcia. Rozproszenie tych nagrań wydaje się pewne. Wiemy, że nagrania są jest w rękach prokuratury, ale wiemy też, że nie wszystkie.

Służby powinny były poświęcić wiele wysiłku, by przejąć te nagrania z czarnego rynku. Obrót nimi jest bowiem niezwykle poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. Nie chciałbym już dowiadywać się o nowych „taśmach”, niezależnie od tego, kto jest na nich nagrany.

Czy PO spróbuje wewnętrznie wyjaśnić, o co chodziło w tej podejrzanie brzmiącej propozycji Mateusza Morawieckiego dla Aleksandra Grada?

Oczywiście, że postaramy się w Platformie dowiedzieć więcej w tej kwestii. Przyznam jednak, że w sprawie „taśm Morawieckiego” najbardziej oburzył mnie inny fragment. Chodzi o tę rozmowę, w której Mateusz Morawiecki mówi o strzelaniu do imigrantów. Jak w ogóle można tak myśleć?!

Pozostaje też sprawa nagrania, którego podobno nie ma, a o którym z zeznań kelnerów prokuratura dowiedziała się o rzekomym kupowaniu nieruchomości na podstawione osoby...

Jak to wszystko wygląda przez pryzmat pani doświadczeń z PiS sprzed lat? Przecież świetnie zna pani to środowisko. Rację mają ci, którzy twierdzą, że nowa afera taśmowa to efekt rozgrywek w obozie władzy?

Jestem w polityce już wiele lat, ale wcześniej zajmowałam się dziennikarstwem, w tym dziennikarstwem śledczym. Dlatego zawsze chętnie przyjmuję wersje najprostsze. W tej sprawie najprostsza wersja jest taka, że Falenta wystąpił do Sądu Najwyższego o kasację wyroku, a wraz z jego wnioskiem do SN trafiły akta. Wcześniej w prokuratorze były one niedostępne, ale dziennikarze spróbowali ponownie w SN i dostęp do akt otrzymali.

Z własnych doświadczeń sprzed lat pamiętam, że opisywałam sprawy zupełnie oczywiste, ale ci, którzy byli negatywnymi bohaterami moich materiałów, doszukiwali się politycznej inspiracji. Do głowy im nie przyszło, że dziennikarz po prostu sam na coś wpadł.

A jakie ma to wszystko konsekwencje polityczne? Oczywiście, że Morawiecki został osłabiony wewnątrz PiS. Przede wszystkim dlatego, że od początku jest uznawany tam za ciało obce. I oczywiście, że są w PiS osoby, którym osłabienie Morawieckiego jest na rękę. Tak to w życiu politycznym bywa. Czy to oznacza, iż ta grupa sprowokowała określone zachowania mediów ujawniających aferę? Nie sądzę.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...