Kiedy Golf to za mało. Volkswagen T-Roc to samochód na każdą okazję

Fajnie jest być szefem jednego z największych samochodowych koncernów świata. Możesz mnożyć kolejne modele właściwie składając je z dostępnych klocków. Tak jest z T-Rokiem. W testowanej wersji wrzucili do niego znany i lubiany motor 2.0 TSI, dodano siedmiobiegową skrzynię DSG, napęd 4x4, a wszystko zapakowano w nadwozie niezwykle pożądanego na rynku niewielkiego crossovera. Efekt to bardzo dobre i… trochę nudne auto.

W akapicie powyżej oczywiście trochę celowo "spłyciłem" proces tworzenia nowego auta. Nie mam żadnych wątpliwości, że w Volkswagenie na stworzenie T-Roca poświęcono naprawdę dużo czasu. Nie mogło być inaczej, bo w czasach, kiedy wielu producentów w ogóle rezygnuje z produkcji np. sedanów, każdy chce mieć SUV-a.
A jak mnie akurat nie stać, to chociaż jakiegoś małego SUV-a, takiego crossovera. I stąd Hyundai Kona, stąd Mazda CX-3, stąd wreszcie Volkswagen T-Roc.

Nie pomylisz go z Golfem
Nawiązanie do niemieckiego bestsellera to oczywiście żadne przypadek. Bo tak jak Golf to swojego rodzaju król hatchbacków, tak księgowi w Wolfsburgu pewnie chcieliby, żeby T-Roc był królem crossoverów.
Od razu trzeba też uczciwie przyznać, że T-Roc wcale nie wygląda jak Golf. Bardziej przypomina zminiaturyzowanego Tiguana (choć z tym twierdzeniem też się wiele osób nie zgodzi) niż przeskalowanego Golfa.

Muskularne nadkola, duży grill, wyraziste światła LED. T-Roc jak na Volkswagena jest zaskakująco oryginalny (wystarczy powiedzieć, że grill i światła nie tworzą jednej linii, jak to zazwyczaj wygląda w Volkswagenie) , choć z drugiej strony zgodnie z "tradycjami" marki jest dość wyciszony. Próżno tu szukać szaleństwa znanego choćby ze wspomnianej wyżej Kony. Może to i lepiej.
W środku za to każdy poczuje się, jak w jakimkolwiek innym Volkswagenie, no może poza Touaregiem. Uchwyt od DSG, wirtualne zegary, cały kokpit – to wszystko znamy z innych modeli niemieckiego producenta. Szkoda, że jest tak plastikowo. Ale to naprawdę plastikowo, nawet na podszybiu. Koniec końców ten samochód kosztuje grubo ponad sto tysięcy złotych (w tej wersji), ale o tym później.


Pocieszeniem są jednak rozmiary auta. Choć T-Roc nie jest jakimś gigantem, w środku jest bardzo przestrzennie. Z przodu wręcz bardzo wygodnie, a na kanapie z tyłu też można wygodnie podróżować. Dwójka dorosłych nie będzie narzekać. Do tego dochodzi niemal 400-litrowy bagażnik, a a wersji bez 4Motion zmieścimy w nim nawet 445 litrów.
Zaskakujący w prowadzeniu
Czego oczekujesz od jazdy w crossoverze? Najczęściej tyle, żeby po prostu jechał przed siebie i nie skręcał bez naszej ingerencji do rowu. To nie są auta tworzone do tego, żeby dawać przyjemność z jazdy.

T-Roc w tym kontekście zdecydowanie się wyróżnia. Przede wszystkim napędza go bardzo sprawny silnik: dwulitrowy benzyniak o mocy 190 koni mechanicznych (w testowanej wersji). Dodaj do tego 320 Nm momentu obrotowego, napęd 4x4 i precyzyjną, siedmiobiegową skrzynię DSG, i już wiesz, że te niepozorny samochód jest zaskakująco dynamiczny.
I rzeczywiście: 7,2 sekundy do 100 km/h to wynik co najmniej zaskakujący, można wręcz powiedzieć, że w tym segmencie... jakoś zbędny. Ale jest, nie ma co się złościć, trzeba się za to cieszyć. Dodajmy, że T-Roc nie jeździ sensownie tylko przed siebie, ale i w zakrętach.

Duża w tym zasługa wspomnianego wyżej napędu 4x4, zwanego z Volkswagenie 4Motion. To oczywiście napęd dołączany, a nie stały, bo generalnie napędzana jest tylko przednia oś. Inna sprawa, że reakcja na zmienne warunki atmosferyczne jest natychmiastowa i tak naprawdę nieodczuwalna dla przeciętnego kierowcy.
Ogółem T-Roc sprawia wrażenie auta, które dobrze balansuje pomiędzy komfortem jazdy a precyzją. Jest wystarczająco twardy, żeby nie pływać w zakrętach, i wystarczająco miękki, żeby nie irytować na każdej zapadniętej studzience.

Do tego mamy dostępnych kilka trybów jazdy. Nie tylko po asfalcie, ale i choćby po śniegu czy do "zwykłego offroadu". Generalnie T-Roc został pomyślany tak, żeby być autem, którym wjedziecie tam, gdzie nie zaryzykujecie wtoczyć się Golfem. I z tego zadania wywiązuje się bez zarzutu.
Pozostaje jeszcze kwestia spalania: tutaj szału nie ma, ale nie jest też źle. Na autostradzie spalimy około 10 litrów na sto kilometrów (w 2.0 TSI), na drodze ekspresowej już odczuwalnie mniej, bo nieco ponad 8 litrów. Generalnie T-Roc ceni sobie spokojną jazdę, a wraz z prędkością szybko rośnie spalanie. W mieście trzeba się liczyć ze spalaniem rzędu 12 litrów.

T-Roc jeździ więc sprawnie i po prostej, i po zakrętach. A do tego mamy tutaj dostęp do całego dobrodziejstwa inwentarza grupy VAG. Znajdziecie tutaj właściwie każdy system, który zapragniecie. Front Assist, asystent martwego pola, system utrzymania na swoim pasie ruchu… do wyboru, do koloru. Emergency Assist? Też jest. I tak dalej, i tak dalej – lektura możliwości w konfiguratorze serio może zaskoczyć. Choć oczywiście wszystko kosztuje.
Drogo. Po prostu drogo
I tutaj dochodzimy do nerwowej kwestii. T-Roc nie należy do tanich aut, zwłaszcza jak na swoją wielkość. Bazowa wersja startuje od około 80 tysięcy złotych, ale powiedzmy sobie wprost: nie chcecie jej.

Samochód z silnikiem 2.0 TSI i napędem 4Motion jest już znacznie droższy, bo kosztuje ok 127 tysięcy złotych. Jak to w Volkswagenie, możliwości konfiguracji jest mnóstwo. A to jakiś system bezpieczeństwa, a to szklany panoramiczny dach, a to adaptacyjne zawieszenie... Nagle się okazuje, że mamy podwyższony, ale w gruncie rzeczy niewielki samochód za ponad 150 tysięcy złotych. Pełen twardych plastików (ja w sumie nie zrobiłem sobie porównania, ale znajomi z branży twierdzą, że nawet w nowym… Polo jest lepiej).
Czy warto? W pewnym sensie tak, bo T-Roc to naprawdę udane auto. Ale raczej nie kupiłbym go w ciemno bez przyglądania się ofercie konkurencji.

Volkswagen T-Roc na plus i minus:

+ Dobre osiągi z silnikiem 2.0 TSI
+ Zaskakująco dobre prowadzenie
+ Jest pojemny
+ Dużo możliwości konfiguracyjnych auta
+ Sprawny napęd 4Motion
- Wysoka cena
- Plastikowy środek

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...
WOJCIECH SADURSKIWOJCIECH SADURSKI

"Oskarżenie przez TVPiS jest potężnym przyznaniem się do bezradności argumentacyjnej...". Jak podały media, znalazłem się w znakomitym gronie osób, które TVPiS zamierza ścigać karnie za opinie, dotyczące związku między uprawianą przez tę telewizję propagandą a stworzeniem atmosfery, sprzyjającej mordowi w Gdańsku...

"Jesteście wypier****". [b]Dziennikarz opowiada nam, jak wygląda praca w TVP[/b]
POLECAMY

"Jesteście wypier****". Dziennikarz opowiada nam, jak wygląda praca w TVP

[b]Owsiak nie puści tego płazem TVP. [/b]"Przez dwa lata to były programy nienawiści"

Owsiak nie puści tego płazem TVP. "Przez dwa lata to były programy nienawiści"