
Tylko Apple może pozwolić sobie na takie stwierdzenie. Firmie wystarczą jej artykuły i materiały w mediach oraz pozytywne oceny blogerów w sieci. W sprzedaży pomagają też celebryci, którzy afiszują się z produktami z jabłkiem w logo oraz wszechobecny product placement.
REKLAMA
Spór sądowy między Samsungiem i Apple to prawdziwa kopalnia informacji o kulisach pracy obu firm. Szczególnie łakomym kąskiem są fakty dotyczące firmy amerykańskiej, która od lat swoje działania otacza zasłoną tajemnicy. Dzięki zeznaniom jego pracowników dowiedzieliśmy się niedawno co nieco o kulisach powstawania takich produktów jak chociażby iPhone. Z dokumentacji rozprawy wypłynęły też kilka dni temu wczesne projekty iPada, który swego czasu miał być jednym z modeli iPoda.
Kolejny z zeznających, Phill Schiller, szef działu marketingu Apple, przemycił wczoraj w sądzie kilka wartych uwagi informacji dotyczących promocji produktów firmy. Okazuje się, że producent ze względu na swoją dominującą na rynku pozycję, pozwolić sobie może na bardzo nietypową kampanię reklamową.
Więcej: Bez Steve'a Jobsa Apple traci dawny blask? Gorsze wyniki finansowe, spadek sprzedaży iPhone'a
W telegraficznym skrócie: Shiller stwierdził, że w pewnym momencie rozwoju firma zrezygnowała z tradycyjnych form promocji w okresie kilku miesięcy po prezentacji produktu (czyli z reguły najważniejszych miesiącach na kampanie). Ani spoty w telewizji, ani reklamy w prasie, ani zajawki w radiu. Wystarczyła popularność, jaką wśród ludzi mimo wszystko cieszyła się firma.
– To w świecie reklamy zachowanie niespotykane – mówi nam Oskar Milewski, niezależny konsultant do spraw marketingu. – W pewnym sensie coś takiego to zachowanie prekursorskie, na które pozwolić sobie może tylko Apple. Kompletne novum, na które mało kto miałby odwagę się zdecydować – dodaje.
Phil Schiller prezentuje iPhone'a 4S
W praktyce, jak stwierdzić miał Shiller, wystarczyły pozytywne artykuły w mediach. Firma od lat nie potrzebuje już inwestować w reklamy, kiedy na rynek wprowadza nowy produkt. W zamian za to wystarczy jej szum tworzony przez media. Dlatego kiedy wprowadzany jest nowy sprzęt producenta, prze kilka miesięcy nie pojawiają się żadne spoty w telewizji, bo po prostu nie są potrzebne.
W rozmowie z Milewskim słyszymy, że to bardzo śmiałe zachowanie. Ekspert dodaje też, że firma jako jedyna z dużych, międzynarodowych korporacji, swoją strategię reklamową opiera na lojalności i przywiązaniu klientów, dlatego może sobie na to pozwolić. – Oni stworzyli swego rodzaju kulturę wokół swojego produktu oraz marki. Po pierwsze jest to legendarna jakość. To dzięki niej wyszli z tarapatów będąc na skraju bankructwa. Po drugie, każdy wie co to jest Apple i każdemu kojarzy się to nie tylko z jakością produktów, ale ze specyficzną kulturą. To produkty popularne wśród artystów, twórców, ludzi związanych z mediami. To wszystko przekłada się na popularność i odbiór marki w całym społeczeństwie – tłumaczy.
Oprócz regularnie ukazujących się w mediach informacji oraz recenzji związanych z Apple, jedyne na czym firma bazuje (i w co firma inwestuje bardzo chętnie) to product placement. Stąd jeśli bohater hollywoodzkiej ekranizacji pracuje na komputerze, jest duże prawdopodobieństwo, że pochyla się nad klapką z logiem nadgryzionego jabłka. Jeśli nerwowo sięga po telefon, najprawdopodobniej mocować się będzie z dotykowymi guzikami iPhone'a, a jeśli biega po nowojorskim Central Parku to prawie na pewno z uszu zwisają mu charakterystyczne białe kabelki słuchawek Apple.
Więcej: App Store pełne bezużytecznego oprogramowania? Setki tysięcy aplikacji, których nikt nie ściąga
– Ludzie, którzy sterują tym brandem na pewno znają się na rzeczy. Jak startowali z iPodem, konkurencja na rynku była potworna. Kiedy jednak wypuścili odtwarzacz postawili na miks reklamy, brandu, z pewną kiełkującą już wtedy kulturą. Jeśli dzisiaj są skłonni odejść od telewizji i tradycyjnych mediów, szczególnie w tak trudnym okresie jak początek obecności na rynku, to wiedzą co robią. Wszystko jest z pewnością przedyskutowane, przetestowane i niczego tam się nie bierze w ciemno – zapewnia Milewski.
źródło: businessinsider.com