Piosenka Roksany Węgiel nie powinna się zdarzyć. Pokazuje, jaki mamy problem z nastolatkami

Teledysk Roksany Węgiel do "Lay Low" nie wszystkim fanom się spodobał
Teledysk Roksany Węgiel do "Lay Low" nie wszystkim fanom się spodobał Fot. Screen z teledysku do "Lay Low" / YouTube
Piosenka "Lay Low" 14-letniej zwyciężczyni dziecięcej Eurowizji Roksany Węgiel wzbudziła duże kontrowersje. Wszystko to z powodu dość śmiałych nawiązań do seksu. Czy na nastoletnią dziewczynę naprawdę nie ma dzisiaj innego wizerunkowego pomysłu niż seksualność i zbyt wczesna dorosłość? Pokazuje to zresztą nie tylko przykład młodej Polki.


Młoda dziewczyna w bluzce z głębokim dekoltem, trenczu i długich, czarnych kozakach seksownym krokiem idzie w kierunku samochodu. Potem wraz z kilkoma tancerkami w krótkich topach sugestywnie o ten samochód się opiera. A w międzyczasie tańczy – z rękami na biodrach kołysze się w rytm melodii – lub w rozkroku siedzi na eleganckiej kanapie w klubie.


Teledysk teledyskiem, ale kiedy przysłuchamy się uważniej angielskiemu tekstowi możemy poczuć dyskomfort. Jak pisał Bartosz Godziński w naTemat, w refrenie słyszymy "I wanna put it on you" co w mowie potocznej oznacza "Chcę cię przelecieć". Dalej pojawiają się wersy: "And let's lay low and do it over" ("Połóżmy się i zróbmy to raz jeszcze"), "Boy you got me up until morning" ("Chłopcze, nie dałeś mi zasnąć do rana") i "Let me scream out your name" ("Pozwól mi krzyczeć twoje imię")".


Niektórzy powiedzą, że takie słowa (których broniła jednak sama Roksana Węgiel na Instagramie) w muzyce pop to nic nowego. Prawda. Problem jest tylko taki, że dziewczyną w kozakach, która je wyśpiewuje, jest 14-latka.Czyli coś tu jest bardzo nie tak.


Nastolatka, czyli kto?
Trzeba podkreślić, że problem nie dotyczy samej Roksany, ale współczesnej kultury, która nie widzi nic złego w tym, że nastoletnia dziewczyna śpiewa o, mówiąc potocznie i wprost, bzykaniu. Węgiel sama tej piosenki nie napisała, po prostu dostała ją od producentów. Sama też nie wyreżyserowała swojego teledysku, który – mimo, że jest znacznie mniej seksualny od samej piosenki i sam w sobie mało kontrowersyjny – średnio do niej pasuje.

Dlaczego średnio pasuje? Bo oglądając klip, nie można oprzeć się wrażeniu, że Węgiel czuje się w nim niekomfortowo. Może dostała wskazówki od reżysera, że "ma być sexy"? Że ma być jak Dua Lipa czy Ariana Grande (bo sam teledysk jest ich twórczością mocno inspirowany)?Jednak młoda zwyciężczyni "The Voice Kids" i dziecięcej Eurowizji nie jest jak Dua czy Ariana. W "Lay Love" rusza się mechanicznie, twarz ma bezbarwną, wydaje się, że chciałaby być gdzie indziej. Że wcale nie chce tego robić, że to nie jej świat. Zestawienie tych mocno seksualnych słów, tańca i zdystansowanej postawy Węgiel oraz jej wieku daje mocno gryzący efekt.

Każdy artysta ma swoją stylistykę, a Węgiel jest niesamowicie uzdolniona i swoją muzyczną drogę jeszcze znajdzie. Nie musi kopiować mocno świadomych swojej kobiecości Lipy czy Grande. Zwłaszcza, że te są od niej o kilka lat starsze. Nastolatka naprawdę nie powinna czuć obowiązku, by być seksowna i sensualna. Nie powinna śpiewać takich słów. Po co dawać jej taką piosenkę? Czy nie ma innego tematu niż seks? Jakoś na Eurowizję się znalazł.Nie chodzi tu o fakt, że nastolatki nie wiedzą, co to seks. Jasne, wiedzą. Hormony buzują. Powinny zresztą wiedzieć, żeby w razie czego były świadome zagrożeń i kwestii bezpieczeństwa. Nic nie da trzymanie ich na smyczy.

Ale jednak różnica między seksem za zgodą a odgórną seksualizacją jest duża. Każdy powinien mieć czas na rozwój swojej sfery seksualnej, to nie powinno być na siłę. I na pewno nie dlatego, że ktoś z wielkiej wytwórni tak chce. Plus najlepiej nie za wcześnie.

A 14 lat wydaje się jednak... za wcześnie. Bo Roksana jest dzieckiem.

Nie może nim pozostać?Dzieci nie chcemy
Wydaje się, że nie może.

Popkultura ma bowiem z nastoletnimi dziewczynami problem. Jak śpiewała Britney Spears, to już nie są małe dziewczynki i jeszcze nie dorosłe kobiety. Są gdzieś pomiędzy. Jakie powinny więc być medialnie? Urocze i niewinne czy dojrzałe i seksowne?

Druga opcja jest najczęstszym wyborem. Ale większość speców od wizerunku i producentów jest ostrożnych – obcisły pop, ale niezbyt głęboki dekolt, żadnych nagich zdjęć, ale dziubek zrobiony czerwonymi ustami już jest ok. Czyli "zróbmy tak, żeby nie było skandalu, ale idźmy w seks".Węgiel idzie już powoli w tę drugą stronę – co pokazuje chociażby jej strój z filmowej premiery, który wzbudził kontrowersje. Nie jest jeszcze alarmująco. Na jej koncie na Instagramie znajdziemy "normalne" zdjęcia. Ot, modna nastolatka influencerka.

"Lay Low" może jednak sygnalizować, że to się zmieni. Oby nie.

Małe kobietki
Ten problem nie dotyczy tylko Węgiel.

Weźmy chociażby Millie Bobby Brown, czyli 15-letnią gwiazdę serialu "Stranger Things". Temat wizerunku Millie jest wałkowany już od dawna. Dzięki roli Eleven dziewczyna stała się bowiem wielką sławą, idolką i topową influencerką (ma na Instagramie 18,5 miliona obserwujących). Na oczach widzów Brown z małej, wielkookiej, ogolonej na łyso dziewczynki ewoluowała w elegancką, zmysłową kobietę.Ludzie nie mają wątpliwości, że to za wcześnie. Że Brown prosto z dziecięcego etapu przeszła w dorosłość, na co pewnie nie była przygotowana.

Zresztą abstrahując od wizerunku samej Brown – śmiałej, przebojowej i wyraźnie czującej się komfortowo ze swoim streetwearowo-eleganckim wizerunkiem – to media ją seksualizują na potęgę.Przykładem są nie tylko bardzo dorosłe, niekiedy dwuznaczne sesje, ale również takie kwiatki, jak ten na okładce magazynu "W" w 2017 r. "Dlaczego telewizja jest seksowna jak nigdy" – głosił jeden z tytułów umieszczony obok zdjęcia Charlize Theron. A pod spodem takie nazwiska, jak: 51-letnia dziś Nicole Kidman, 42-letni Alexander Skarsgård, 35-letnia Claire Foy i... Millie Bobby Brown. Wówczas... 13-letnia.Tak jak można zrozumieć fakt, że modna i sławna nastolatka chce być na siłę dorosła, tak to, że prestiżowy magazyn nazywa dziecko seksownym, jest już nie do pojęcia. Warto też zastanowić się, czy Brown koniecznie musi wyglądać jak 30-latka, chociażby na czerwonym dywanie.Inna nastolatka, której wizerunek jest dość problematyczny? 16-letnia kontrowersyjna raperka Bhad Babie (Danielle Bregoli).A raczej patoraperka, bo chyba to słowo do niej bardziej pasuje – dziewczyna już w wieku 13 lat mówiła w telewizji, że biła się z matką i kradła samochody. Babie jest bezpruderyjna, wulgarna i nie ma problemu z nagością. Jest więc na innym biegunie, niż Węgiel czy Brown, to zupełna skrajność, ale to przecież nadal dziecko.Dziecko, które śpiewa teksty, jak: "These hoes be dick-riding, think they gone come up ’cause they let you fuck" ("Te dziwki dosiądą penisa, myślę, że zajdą daleko, bo pozwolą ci się piep...ć"). Czy naprawdę patologię trzeba promować? To smutne, że po zobaczeniu Danielle ktoś wywęszył w tym pieniądze, zamiast wyprowadzić ją na prostą.I Bhad Babie jest teraz gwiazdą. Co jest w sumie smutne.

Ostrożność popłaca
Tak, kultura ma problem z nastolatkami płci żeńskiej. Nie ma na nie innego pomysłu, niż dorosłość i seksualność. Bo to się sprzedaje.

Wszyscy znamy jednak historie młodych aktorów, których sława dosięgnęła za wcześnie i którzy nie poradzili sobie z tym za dobrze. McCulkay Culkin (czyli "Kevin sam w domu") czy Drew Barrymore przez lata walczyli z nałogami i otarli się o śmierć. Dopiero jako dorośli ludzie wyszli na prostą.

Z dziecięcymi gwiazdami zawsze jest takie ryzyko – nie wszyscy wyrosną na tak idealne i bezproblemowe osoby jak Emma Watson, czyli Hermiona z filmów o Harrym Potterze. Dlatego trzeba bardzo uważać, a od tego są dorośli.

Na seks naprawdę przyjdzie czas. Nie wszystko się obraca wokół niego.

Pozwólmy dzieciom być dziećmi. Zły świat je jeszcze dopadnie, dajmy im nacieszyć się niewinnością.