
Na pouczeniu się nie skończyło, darowizna przekazana przez ministra także nie pomogła. Kierowca Joachima Brudzińskiego jednak poniósł karę za przekroczenie o 48 km/h dozwolonej prędkości. Funkcjonariusz trafił na dywanik do szefa i stracił część wynagrodzenia.
REKLAMA
Pamiętacie, jak to w marcu policjanci zatrzymali do kontroli auto, które przekroczyło o 48 km/h dozwoloną prędkość? W samochodzie jechał szef MSWiA Joachim Brudziński, więc policjanci podobno oniemieli zobaczywszy ministra wychodzącego z samochodu. Ale skoro już zatrzymali pojazd, to coś z tym fantem musieli zrobić, więc pouczyli kierowcę i puścili wolno.
Po fali nieprzychylnych komentarzy Brudziński sam "wymierzył sobie mandat" i wpłacił 500 zł darowizny na rzecz Fundacji Osób Poszkodowanych w Wypadkach Drogowych "Nadzieja". Okazuje się jednak, że to wcale nie koniec sprawy. W myśl zasady "co się odwlecze, to nie uciecze" kierowcę też spotkała kara.
Jak podaje TVN24, przeciwko funkcjonariuszowi Służby Ochrony Państwa zostało wszczęte postępowanie przez komendanta SOP. Jego wynikiem była rozmowa dyscyplinująca, oficjalne pouczenie i obniżenie uposażenia kierowcy. Dużo jednak nie straci, mowa jest o 1 proc. pensji, a kara ma trwać przez zaledwie 1 miesiąc.
źródło: TVN24
