Skoda Scala. Przez ten samochód cała konkurencja będzie miała nieprzespane noce

Skoda przygotowała łącznie 12 kolorów nadwozia dla modelu Scala.
Skoda przygotowała łącznie 12 kolorów nadwozia dla modelu Scala. Fot. Paweł Kalisz / naTemat
Skoda po kilku latach produkcji postanowiła wycofać z oferty znany model Rapid, ale to nie oznacza, że w ofercie czeskiego producenta zrobiła się dziura. Nic z tych rzeczy, zamiast Rapida wjechała Skoda Scala i z miejsca zaczęła się rozpychać na rynku. Czy kompakt z Blada Boleslav odbierze popularność królowi tej klasy, Volkswagenowi Golf?


Od czasów przejęcia zakładów Skody przez Volkswagena czeski producent pełnymi garściami korzysta z niemieckich patentów i technologii, zachowując swój odrębny styl, a co najważniejsze – także cenę. Można wręcz odnieść wrażenie, że Skoda stara się nie wchodzić w paradę "centrali z Wolfsburga" i tak przygotowuje gamę samochódów, by nie drażnić ręki, która karmi.
Wyjeżdżające na rynek nowe modele są albo troszkę mniejsze, albo nie mają tylu nowinek technicznych, albo są wykończone z nieco tańszych materiałów niż te, które pojawiają się w samochodach VW czy pojazdach marki premium należącej do koncernu, czyli Audi. Ale mają jedną cechę, która sprawia, że wciąż rośnie grono miłośników Skody. To cena. Te auta kosztują tyle, że dla przysłowiowego Kowalskiego stoją gdzieś w zasięgu możliwości finansowych.


Tak jak Skoda Scala. To nowy model, który dopiero niedawno pojawił się na liniach produkcyjnych. Wcześniej na tych samych taśmach powstawały Skody Rapid, ale nie cieszyły się zbyt dużą popularnością, ustępując miejsca w rankingach sprzedaży Fabii czy Octavii. Scala ma to zmienić.

Jeśli chodzi o wymiary auta, to jest to klasyczny kompakt. Dwubryłowa sylwetka budzi skojarzenia z Golfem i nic dziwnego, Scala jest czeskim odpowiednikiem tego "ojca wszystkich kompaktów". Nowy model Skody ma 4362 mm długości, 1988 mm szerokości i 1471 mm wysokości. Na uwagę zasługuje bagażnik, którego pojemność wynosi aż 467 litrów.

Jednak od suchych danych technicznych wyrażonych w milimetrach ważniejsze jest to, jak się siedzi w samochodzie. A siedzi się... no cóż, trzeba to wyraźnie podkreślić, bardzo wygodnie. Fotel kierowcy ma całkiem niezłe jak na samochód bez sportowego zacięcia podparcie boczne, nie jest ani za krótki, ani za wąski. Podobnego komfortu doświadcza pasażer z boku.
Z tyłu jest trochę gorzej, kanapa jest na tyle szeroka, że wygodnie będą na niej podróżować dwie osoby dorosłe, ale dla trzech będzie trochę ciasno. Z trzema fotelikami dla dzieci też może być problem, ale już trójka nastolatków powinna się zmieścić na kanapie bez większego problemu, chyba, że podstawą ich diety są chipsy i słodkie gazowane napoje.


Gdy już jesteśmy przy napojach, to spokojnie można zmieścić kilka mniejszych czy większych butelek w kilku sprytnych schowkach na drzwiach czy na oparciach foteli, więc autem można wybrać się spokojnie w dłuższą podróż i nie umrzeć z pragnienia. Podróż może umilić muzyka płynąca z niezłych, jak na auto klasy popularnej, fabrycznych głośników.
Kierowcy też w Skodzie Scala jest jakby łatwiej prowadzić, niż za czasów tak popularnych przed laty Felicii czy Favorit. W standardzie jest Lane Assist, czyli system utrzymujący pojazd na pasie ruchu wyznaczonym przez linie drogowe. Jest też Front Assist, czyli system utrzymujący bezpieczną odległość od poprzedzającego nas pojazdu z funkcją awaryjnego hamowania.

W nocy o bezpieczeństwo i widoczność zadbają reflektory i tylne światła LED. Długą listę, na której znajdują się klimatyzacja czy elektrycznie sterowane szyby, zamykają tempomat i aluminiowe felgi 17" montowane w wersji wyposażeniowej STYLE.
Najtańsza Scala kosztuje zaledwie 66 tysięcy – tak, właśnie tyle trzeba zapłacić za stosunkowo nieźle wyposażone autko. Problem w tym, że silnik zachwyci tylko amatorów spokojnej jazdy. Litrowa jednostka z turbodoładowaniem generuje co prawda 115 koni mechanicznych, ale trzeba się nieźle namieszać dźwignią w 6-biegowej manualnej skrzyni biegów, by wykrzesać z niej trochę ognia, zwłaszcza przy prędkościach powyżej 110 km/h.

Dużo lepiej sprawdzi się silnik diesla 1,6 TDI. Też ma 115 koni, ale w połączeniu z 7-biegowym automatem DSG zapewnia o wiele więcej przyjemności z jazdy, także podczas wyprzedzania na trasach szybkiego ruchu. Niestety za wersję z tym silnikiem trzeba zapłacić co najmniej 89 tysięcy w wersji AMBITION.
Właśnie jedno, co może rozczarować w przypadku Scali, to bardzo mała lista silników do wyboru. Oprócz wyżej wymienionych jest jeszcze jednostka benzynowa 1,5 o mocy 150 koni. I to wszystko. Przedstawiciele producenta na konferencji prasowej twierdzili, że nie planują wsadzać pod maskę mocniejszych silników. Dla amatorów silnych wrażeń Skoda ma w swojej ofercie trochę większy model Octavia RS.

Dużo większy wybór mają kupujący, jeśli chodzi o kolor samochodu. Skoda przygotowała 4 niemetalizowane kolory nadwozia i 8 metalizowanych. Wykończenie w środku może być czarne lub beżowe. Jaśniejsza tapicerka zarezerwowana jest dla najwyższej wersji wyposażeniowej STYLE/
Czy Scala może się podobać? Moim zdaniem jak najbardziej tak. Szczególnie w jasnych kolorach auto prezentuje się naprawdę świetnie. Przetłoczenia na masce, ostre linie nadwozia trochę przypominają nową linię stylistyczną Seata i nie ma w tym nic dziwnego, wszak hiszpańska firma także należy do koncernu Volkswagena.

Ciekawie wygląda napis "rozstrzelony" Scala na klapie bagażnika. Kojarzy się trochę z literami Volvo na autach szwedzkiego producenta. I chyba trzeba się będzie do tych liter na klapie przyzwyczaić, podobne pojawiły się właśnie na odświeżonych Skodach Octavia. I tylko do czarnej Skali jakoś nie mogę się przekonać, z przyciemnionymi światłami wygląda jak na mój gust zbyt mrocznie.
Przedstawiciele Skody są przekonani, że Skala ma szansę zawojować klasę kompaktów. To się okaże, ale na rynkach, gdzie klienci oglądają każdy grosz z dwóch stron, z pewnością będzie ciekawą i godną rozważenia alternatywą dla Golfa. Kompakt z Wolfsburga z silnikiem 1.0 TSI 115 koni w najtańszej wersji wyposażenia Trendline jest o 10 tysięcy droższy niż Skoda. Przy mocniejszych silnikach różnica w cenie sięga nawet kilkudziesięciu tysięcy. A przecież to są te same silniki czy skrzynie biegów.

Dlatego nie zdziwię się, jeśli przewidywania przedstawicieli Skody się sprawdzą.