shutterstock.com

Facebook miał być łakomym kąskiem dla inwestorów na Wall Street. Okazał się jednak dotkliwą lekcją pokory. Po trzech miesiącach trudno nawet nazwać debiut niewypałem. Bardziej adekwatne słowo to horror. Tak określają ostatnie miesiące inwestorzy, którzy uwierzyli w giełdowy sukces serwisu.

REKLAMA
Facebook, kiedy wchodził na giełdę, wydawał się iść jak burza. Najwyższa oferta publiczna w historii amerykańskiej giełdy, najwyższa w historii branży technologicznej i najwyższa ze wszystkich firm internetowych. Wyceniano go nawet na 104 miliardy dolarów. Ostatecznie cenę jednej akcji ustalono na poziomie 38 dol.
Wiele mówiło się wtedy o tym, że firma jest przeceniana, a akcje nie są tyle warte. Inwestorzy tłumaczyli się jednak, że nie kupują firmę taką, jaka jest teraz, ale kupują jej przyszłość, to, co może im zaoferować za jakiś czas. Najprawdopodobniej mocno się przeliczyli.
Po trzech miesiącach od wejścia na amerykańską giełdę wartość jednej akcji firmy spadła do nieco ponad 19 dolarów. Facebook, którego wycena jeszcze niedawno oscylowała wokół 100 miliardów dolarów, spadła dzisiaj do poziomu 43 miliardów. Czterdziestopięcioprocentowy spadek jest tym bardziej dotkliwy, że cała branża urosła w tym czasie o okrągłe 20 procent. Nazwać pierwotną wycenę przeszacowaną to nie powiedzieć nic. Bloger zajmujący się giełdą Wall Street, @zerohedge, sytuację nazwał giełdowym terrorem.
Wczoraj uwolniono akcję Facebooka, którymi po trzech miesiącach od wejścia na giełdę w końcu handlować mogą ich pierwotni posiadacze. Ci jeszcze w maju liczyli na ogromne zyski. Pisaliśmy wtedy chociażby o mężczyźnie, który swego czasu za pomalowanie ścian w siedzibie Facebook dostał trochę akcji. Media ekscytowały się kilka miesięcy temu, że akcje mężczyzny warte są teraz ponad 200 milionów dolarów. Dzisiaj to już jednak dużo poniżej 100 milionów. Suma nadal okrągła, ale w perspektywie wcześniejszych prognoz bardzo mała.
Facebook zaliczany jest w tej chwili do trójki najgorszych IPO (pierwsza oferta publiczna) ostatnich lat. Obok portalu społecznościowego, który stracił 43 proc. pierwotnej wartości, w jednej linii stawiany jest twórca gier społecznościowych Zynga (68-procentowy spadek od wejścia na giełdę) oraz Groupon (spadek o 80 procent).
Wejście Facebooka na giełdę miało ukoronować siedem lat nieustannego wzrostu, który trwał od założenia witryny. Passę niekończących się sukcesów przerwało niefortunne pojawienie się firmy na giełdzie. Oprócz strat wizerunkowych, z krytyką borykać się musi dzisiaj założyciel portalu, Mark Zuckerberg.
Prezes firmy od długiego już czasu krytykowany jest za zbyt młody wiek. Mówi się, że nie powinien zarządzać tak dużym przedsiębiorstwem. Wspólnicy nie raz nalegali, by ten powierzył, choćby na krótki czas, kierowanie firmą komuś doświadczonemu. Zuckerberg jednak za każdym razem stwierdzał jednoznacznie – tylko on rozumie Facebooka. Dotychczas wydawało się, że ma rację. Teraz jednak, zaufanie do jego umiejętności menadżerskich spada.
Zuckerberg nie jest jednak osobą, która powinna się zamartwiać. Pomimo spadków, jego udziały nadal są wyceniane na okrągłe 10 miliardów dolarów. To wciąż jeden z dwóch najmłodszych miliarderów na świecie. Drugi to jego wspólnik, Dustin Moskovitz, z którym razem zakładał Facebooka. Jest od niego o osiem dni starszy.
Źródło: time.com