"Prawica widzi tylko wrogi przekaz". Autorka "Rydwanu" wyjaśnia, skąd wziął się na nim napis "Allahu akbar"

"Rydwan" zakupiony przez Nowe Muzeum Sztuki NOMUS w Gdańsku został mocno skrytykowany m.in. przez Kacpra Płażyńskiego.
"Rydwan" zakupiony przez Nowe Muzeum Sztuki NOMUS w Gdańsku został mocno skrytykowany m.in. przez Kacpra Płażyńskiego. Fot. Joanna Rajkowska / rajkowska.com/rydwan
Tak już chyba musi być – prace Joanny Rajkowskiej będą wywoływały dyskusje publiczne. Niezależnie czy chodzi o Palmę na Rondzie de Gaulle'a w Warszawie, czy "Rydwan", który wkrótce wjedzie do Gdańska. Ale to dobrze – wywoływanie społecznego poruszenia jest rolą współczesnej sztuki. W rozmowie z naTemat artystka opowiedziała, skąd wziął się "Rydwan" oraz odpowiedziała na krytyczne uwagi narodowych mediów.


150 tys. złotych za "Rydwan" to normalna stawka na rynku sztuki?

Po pierwsze "Rydwan" kosztował 120, a nie 150 tys zł. To jest zupełnie normalna stawka, a trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że poza samym pojazdem istnieje jeszcze cały pakiet złożony m.in. z filmu i zdjęć.

Praca ma coś wspólnego z Pani snem, prawda?

Tak, byliśmy wtedy w okolicach londyńskiej Edgware Road – dzielnicy od lat zamieszkiwanej przez muzułmanów. W szczególności przez mniejszość kurdyjską. Myślę, że panująca tam atmosfera wpłynęła na mój sen. Marzenie było nasiąknięte otoczeniem, klimatem, ludźmi, którzy tam żyli. Nie wzięło się znikąd.
Jeszcze w Londynie "Rydwan" był do dyspozycji miejscowej społeczności. Na czym to polegało?


Rydwan był codziennie wyprowadzany z galerii "The Showroom" w okolice Edgware Road. Pierwsze znaki w języku arabskim namalował na "Rydwanie" kurdyjski artysta – Hiwa K. عربة , co oznacza rydwan, a غربة – wyobcowanie. Słowa te różnią się w zapisie arabskim jedynie jedną kropką, są do siebie bardzo zbliżone wizualnie.

"Rydwan" na londyńskiej ulicy był zupełnie obcym elementem. Emocje okolicznych mieszkańców z Edgware Road, ludzi z okolic i innych przybyszów, którzy zobaczyli "Rydwan", znalazły swój wyraz w formie napisów i rysunków, którymi pokryło się dzieło. Ludzie łapali za pisaki, długopisy, farby i umieszczali na rydwanie wszystko to, co akurat im przyszło do głowy.


Wiele z tych haseł odnosiło się do ówczesnej sytuacji na świecie – w tamtym czasie był to np. sprzeciw wobec nieludzkiego traktowania więźniów w słynnym Guantanamo. Rydwan pokrył się także napisami Kurdów, ich marzeniu o własnym kraju, własnej państwowości.Narodowe media przyczepiły się napisu "Allahu akbar", który znalazł się na jednej ze ścian "Rydwanu".

To zawołanie oznacza w Islamie to samo, co "niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" dla katolików. Jeżeli przeszkadza im "niech będzie pochwalony" to i "Allahu akbar" będzie im przeszkadzało. Ja dałam ludziom wolną rękę, zresztą podobnie jak w przypadku moich innych projektów, np. palmy na rondzie de Gaulle’a. No może poza gloryfikowaniem przemocy, na co nigdy się nie zgodzę."Allahu akbar" nie jest jednak zawołaniem nawołującym do przemocy. Prawicowe media widzą wrogi, zagrażający im przekaz wszędzie i będą żywić się tym przekazem, przy okazji starając się politycznie zarządzać strachem. To przykre, ale tak po prostu jest.

A propos palmy, liście chyba zostały ostatnio zmienione, prawda?

Tak, kolejna noc pracy za nami (śmiech). Liście wymienił zespół z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Wszystko zrobiliśmy tak, żeby nie mnożyć wydatków. Nie mamy w budżecie zbyt wielu środków przeznaczonych na palmę. Zresztą przy każdej akcji, którą planujemy na Rondzie de Gaulle’a musimy zapłacić kilka ładnych tysięcy instytucjom miejskim.

Zrobiliśmy zatem recykling starych liści, żeby było taniej. Poza tym, żeby nie powiększać ilości śmieci. Dlatego wykorzystaliśmy to, co mamy. To niestety wiąże się z tym, że palma nie wygląda tak pięknie, jak mogłaby, gdybyśmy zastosowali droższe technologie.
Opinia publiczna przyczepiła się do ceny "Rydwanu", bo właśnie chyba nie wszyscy wiedzą, co weszło w skład pakietu zakupionego przez Muzeum NOMUS w Gdańsku.

To nie jest tylko rydwan. To również 40 fotografii czy film dokumentalny, który trwa ok 30 minut. Do jego realizacji była zatrudniona cała ekipa – profesjonalni operatorzy kamery, montażystka. Obraz opowiada o tym, co się działo w czasie spotkań lokalnej społeczności z "Rydwanem", skąd się wziął, jak powstał. Była to część wystawy "Wyobcowanie" ("Estrangement"). Film pokazywał reakcje ludzi, którzy mieli styczność z naszym dziełem.

"Rydwan" będzie pasował do Gdańska?

W przeciwieństwie do Londynu, gdzie "Rydwan" działał w przestrzeni publicznej, w Gdańsku jest on w kolekcji muzeum i będzie pokazywany na wystawach. Jak widać, dzięki debacie publicznej ma jednak szansę stać się osią ważnych rozmów i dokumentem trudnych czasów, w jakich żyjemy. W pewnym momencie planujemy zorganizować paradę rydwanu z osiołkami. Mam nadzieję, że będzie kolorowa i po prostu pełna dobrej energii.

W Gdańsku zdarzyła się jedna z najpiękniejszych rzeczy w Polsce po roku 1989. To jedno z niewielu miast z polityką otwartych drzwi. Nie jest to miasto homogeniczne i nigdy takie nie było. Linia otwartości i koegzystencji różnych kultur jest w nim bardzo wyraźna. Dlatego Gdańsk nie boi się różnorodności, jest to wpisane w jego wielowiekową tradycje. Właśnie o tym opowiada "Rydwan". Mam nadzieję, że projekt podkreśli to najcenniejsze dziedzictwo i stanie się jego częścią.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!
0 0Zrobił aplikację, bo chciał pomóc mamie. Taki hit, że rzucił pracę i założył firmę
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"