Tomasz Majewski tym razem nie wygrał. Ale i tak bawił się świetnie.
Tomasz Majewski tym razem nie wygrał. Ale i tak bawił się świetnie. fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Z jednej strony świetna obsada i sportowcy na wyciągnięcie ręki. Na trybunach tłum ludzi. Z drugiej – jeśli przyszedłeś na styk, zawody oglądałeś w bardzo niekomfortowych warunkach. Tak wyglądał Memoriał Kamili Skolimowskiej na stadionie Orła w Warszawie. Zawody mi się podobały. Co do organizacji mam mieszane uczucia.

REKLAMA
Na początku wszystko szło świetnie. Znalezienie biura prasowego? Parę sekund, pierwszy budynek po lewej. Choć z kolegą przychodzimy na styk, akredytacje odbieramy błyskawicznie. Gorzej jest dalej. Wszędzie tłum, wchodzisz na trybuny, dalej nie przejdziesz. Ludzie stłoczeni jak w tokijskim metrze. Żeby coś zobaczyć, albo musisz mieć dwa metry wzrostu albo ktoś powinien wziąć cię na barana.
Gdzie pan tu stoi?!
A będzie co oglądać, bo nazwiska robią wrażenie. Kim Collins, trzykrotny medalista mistrzostw świata. Warren Weir, który w Londynie na 200 metrów przegrał tylko z Usainem Boltem i Yohanem Blake'm. Do tego aktualny srebrny medalista na 1500 metrów, brązowy w pchnięciu kulą, złota – w rzucie młotem. I wszyscy najlepsi Polacy.
Ale zaraz, gdzie jest strefa dla dziennikarzy? Pewnie tam, gdzie finiszują biegacze. Idziemy z kolegą, choć raczej bardziej właściwe byłoby określenie, że przebijamy się. W końcu jesteśmy. Chyba jesteśmy. Barierka oddzielająca bieżnię od trybun, a o nią opartych kilkunastu dziennikarzy, w kilku rzędach. Zaraz za nimi albo wymieszani z nimi zwykli kibice. Między nimi ochroniarz. Powiedzieć, że nieuprzejmy, to nic nie powiedzieć.
- Gdzie pan tu stoi? To strefa dla dziennikarzy. Nie widzi pan?! - warczy do jednego z kibiców.
Tamtemu się wcale nie dziwię, bo gdyby nie powieszona karteczka z napisem "Mixed zone" i mikrofony, dyktafony w dłoniach, łatwo byłoby się pomylić.
Wcześniejszy memoriał, konkurs sportów szkockich. A w nim m. in. Tomasz Majewski:

Fajną macie pracę, możecie się wyżyć
– To jest strefa mieszana? Naprawdę? – pytał ze śmiechem Szymon Ziółkowski, gdy poproszono go o podejście do dziennikarzy. Nasz młociarz wygrał niedzielny konkurs, był w dobrym humorze, co rusz ironizował. – Igrzyska za cztery lata? Nie wiem może jeszcze walnę zimowe po drodze, bo tam jest curling – mówił. A na jedno z pytań odpowiedział: – Ja to chyba po zakończeniu kariery zostanę dziennikarzem. Bo to fajna praca, możesz się wyżyć i zadawać kontrowersyjne pytania.
Do dziennikarzy podchodziły wszystkie największe gwiazdy memoriału. Pięć minut na rozmowę znalazł Oscar Pistorius, odpowiadał ogólnie, więcej ciekawostek o nim znajdziecie tutaj, w naszym wywiadzie. Mistrzyni olimpijska, pogromczyni Włodarczyk (choć w Warszawie przegrała) Rosjanka Tatiana Łysenko chętnie fotografowała się z każdym, kto chciał. Reese Hoffa (tym razem wygrał z Majewskim) podkreślał, że w Polsce czuje się świetnie, że chyba nasi rodacy go lubią.
Przykrą historię opowiedział Marek Plawgo. – Bałem się tego występu. Tydzień temu zostałem perfidnie okradziony, złodziej wykorzystał moją nieuwagę i zabrał mi plecak. Miałem tam klucze do domu, do samochodu. Wszystko. Ostatnie dni spędziłem u ślusarza i w domu, pilnując dobytku i nie byłem w stanie się skoncentrować na starcie – mówił czterystumetrowiec, który na igrzyska w Londynie nie zdołał się zakwalifikować.
logo
Tak właśnie wyglądała strefa mieszana. fot. Jakub Radomski

Oni są inni, sympatyczni
Dało się zauważyć, że po igrzyskach Polacy bardziej interesują się lekkoatletyką. Na trybunach tłum ludzi, nadkomplet. Rodziny z dziećmi, dużo młodych osób. Kulturalne, fajne wspieranie sportowców, także przeciwników Polaków. Gdy sportowiec podchodził do strefy mieszanej, za dziennikarzami gromadzili się ludzie. Po autografy, zdjęcia. Każdy dostawał to, co chciał.
– Mam już dwadzieścia podpisów. Pistorius, Hoffa, Majewski, Kszczot – chwali się koledze chłopiec. Do innego podchodzi dziennikarz radiowy i pyta o autografy.
– Dużo ich masz?
– Tak, wszystkie, które chciałem. Czekam jeszcze na Anitę Włodarczyk.
– Czemu ona?
– Bo jest wielkim sportowcem, bardzo daleko rzuca.
– Nie wolisz iść teraz na Legię, na mecz piłkarski?
– Wolę być tutaj, ci sportowcy są jacyś tacy inni.
– Jak to inni?
– Sympatyczni. Można porozmawiać, podpiszą się na kartce, zrobią sobie zdjęcie.
Pod stadionem spotkałem Pawła Czapiewskiego, rekordzistę Polski na 800 metrów, który niedawno zakończył karierę. – Bardzo się cieszę, że widzę tutaj pełne trybuny. To jest na pewno pokłosie igrzysk, oprócz tego ten mityng był świetnie rozreklamowany. Szkoda tylko pewnych błędów organizacyjnych. Brakowało mi tablic, informacji. Siedziałem na łuku i szczerze mówiąc bardzo mało widziałem. Nawet wyniki ciężko było mi dostrzec – stwierdził Czapiewski.
Sportowcy byli na stadionie Orła na każdym kroku. Idę do biura prasowego i po drodze natykam się kolejno na Tomasza Majewskiego, Pawła Fajdka i Szymona Ziółkowskiego. Każdy się zatrzyma, porozmawia z kibicami, podziękuje za dobre słowa.
Szkoda, zadbano o słabych piłkarzy
Marcin Lewandowski, bloger NaTemat, był drugi w biegu na 800 metrów. Jakieś pół godziny po starcie wrócił w okolice stadionu, żeby jeszcze pobiegać. Dziesięć minut, wolno. Chwilę po tym udało się chwilę z nim porozmawiać. – Świetnie zorganizowana impreza. Mieliśmy dobre zakwaterowanie, bardzo blisko stadionu. Stadion jest mały, kameralny, ale ja bardzo lubię takie imprezy, mają swój klimat – chwalił mistrz Europy z Barcelony.
Czy jednak tego typu impreza nie powinna odbywać się na większym obiekcie? Lewandowski nie jest co do tego tak przekonany: – To nie jest jeszcze tak popularna dyscyplina sportu. Zresztą, zobacz, świetny stadion lekkoatletyczny mamy w Bydgoszczy. Na 20 tysięcy osób. A jak jest mityng, to przychodzi tam parę tysięcy i obiekt świeci pustkami.
Marcin Lewandowski,
o lekkiej atletyce w Polsce:

To nie jest jeszcze tak popularna dyscyplina sportu. Zresztą, zobacz, świetny stadion lekkoatletyczny mamy w Bydgoszczy. Na 20 tysięcy osób. A jak jest mityng, to przychodzi tam parę tysięcy i obiekt świeci pustkami.


– A Narodowy? Nie szkoda, że nie ma tam bieżni? – pytam.
– Szkoda. Zadbano o piłkarzy, a chyba wszyscy widzimy, jak oni ostatnio grają – mówi Lewandowski.
– Moim zdaniem w ogóle ten cały Narodowy był niepotrzebny. Mogliby po prostu przebudować Legię albo Polonię – dodaje Czapiewski, by po chwili dodać: – Taka bieżnia ma sens, gdy ma się koncepcję. Tak jak na stadionie w Berlinie, który służy różnym dyscyplinom sportu. Tutaj takiej koncepcji nie było i dlatego ja za tą bieżnią za bardzo nie płakałem.