
Mimo zaawansowanych technologii w dziedzinie ochrony mienia i ścigania przestępców, czy kamer niemal na każdym rogu ulicy, wielu bandytom ich czyny wciąż uchodzą bezkarnie. Chwytamy się więc innych sposobów egzekwowania sprawiedliwości za pomocą internetu.
REKLAMA
Gdy padniemy ofiarą pobicia, kradzieży lub innego przestępstwa, logicznie pierwszym krokiem jest powiadomienie policji. Tu zdania są podzielone, jedni twierdzą, że policja w większości przypadków łapie złoczyńców, inni, że prowadzą działania nieudolnie, a po sprawcach ani widu, ani słychu. Co zrobić?
"Oddaj dziadu rower"
ODDAJ DZIADU ROWERRR !!!! CZYTAJ WIĘCEJ
Wiele osób decyduje się na publikację wizerunków osób, które dopuściły się względem nas jakiegoś przestępstwa. Ostatnią nowinką w tym temacie jest przypadek internautki, która nie ma zamiaru pozwolić, by mężczyzna, który ukradł jej rower pozostał bezkarny. Po Facebooku krąży zdjęcie sprawcy, udostępnione już 6470 razy, a liczba ta ciągle rośnie (w oryginale twarz mężczyzny nie jest zamazana).
Nie tak dawno głośno było o sprawie ciężkiego pobicia w samym centrum Warszawy. Na Facebooku pełno było osób, deklarujących pomoc w złapaniu przestępców. Niestety w przypadku większości takich akcji wszystko kończy się wieloma "udostępnieniami" i wyrazami współczucia.
Policja nie pomoże?
Publikując wizerunek podejrzanego w sieci narażamy się na prawne nieprzyjemności. W niektórych przypadkach możemy zostać oskarżeni o naruszenie dóbr osobistych. Jeśli nie zdecydujemy się na taki krok, pozostajemy bezczynni, skazani na kompetencje lub brak kompetencji policjantów, którzy naszą sprawą się zajmują.
Publikując wizerunek podejrzanego w sieci narażamy się na prawne nieprzyjemności. W niektórych przypadkach możemy zostać oskarżeni o naruszenie dóbr osobistych. Jeśli nie zdecydujemy się na taki krok, pozostajemy bezczynni, skazani na kompetencje lub brak kompetencji policjantów, którzy naszą sprawą się zajmują.
Policja nie do końca aprobuje tego typu działania. – Policja publikując zdjęcie podejrzanego ma zgodę prokuratury. Osoby, które wizerunkiem poszkodowanego dysponują, powinny przekazać go policji podczas lub po złożeniu zawiadomienie – mówi nowy rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji, Mariusz Mrozek. – Dzięki temu poszkodowani nie narażają się na odpowiedzialność cywilno-prawną, bo osoba widoczna na tym wizerunku może zgłosić naruszenie dóbr osobistych – kwituje.
No dobrze, ale zdjęcie na Facebooku rozprzestrzenia się bardzo szybko, fotografia udostępniona na stronie internetowej policji nie dotrze do tylu osób. Zwiększa się prawdopodobieństwo, że ktoś poinformuje organ ścigania o miejscu pobytu podejrzanego. – Jeśli dostaniemy zgodę prokuratury, możemy zamieścić wizerunek w mediach, także w internecie. Dlatego nie sądzę, by taka informacja dotarła do małej liczby odbiorców – tłumaczy Mariusz Mrozek.
Wszystko brzmi pięknie, ale w np. w telewizji czy popularnych portalach niezbyt często widzimy wizerunki opatrzone słowami: dopuścił się napadu na sklep, pobicia w centrum Warszawy czy kradzieży roweru. Przedstawiciele policji nie pokusili się o stwierdzenie, czy takie oddolne inicjatywy im pomagają, czy też robią więcej złego niż dobrego. Nie wiadomo także, czy nie dojdzie do absurdalnej sytuacji, gdy policja przyjeżdża po poszkodowanego, który opublikował zdjęcie przestępcy, bo domniemany sprawca zgłosił policji naruszenie jego dóbr osobistych.
Prawnik Tomasz Masztalerz w serwisie alert24.pl radzi, by uważać z publikowaniem takich zdjęć. Zaznacza, że lepiej pod publikowanym zdjęciem złodzieja napisać: "poszukuję mężczyzny ze zdjęcia w związku z kradzieżą". Dzięki temu nie złamiemy ustawy o ochronie dóbr osobistych. Jeśli otwarcie podpiszemy zdjęcie - "złodziej", mogą z tego wyniknąć kłopoty.
Jeśli nie ma wyroku w danej sprawie, bez orzeczenia sądu publikowanie takich zdjęć i nazywanie osoby, która na nich jest, złodziejem, to pomówienie. CZYTAJ WIĘCEJ
Bezkarne cwaniactwo
Wojnę bandytom wypowiedział pan Marek, poznański sklepikarz. Nagrywał klientów wchodzących do jego sklepu, rozklejał zdjęcia osób, które coś ukradły. Oglądając przykładowy filmik uwieczniający jedną z "nocnych wizyt" w sklepie pana Marka zadajemy sobie pytanie: czy na takich przestępców, typowych "cwaniaczków" naprawdę nie ma mocnych? Poczynania pana Marka spotkały się z pozytywnym przyjęciem przez internautów. Sprawę opisywaliśmy tu. Sam sklepikarz chętnie opowiada o swojej działalności. Robi to, co musi. Przykładów tego typu akcji jest wiele.
Publikować czy nie publikować?
Dobrym przykładem może być także niedawna sytuacja z dzieckiem autystycznym we Wrocławiu, o której przeczytasz klikając tutaj. Jej dziecko cierpiące na autyzm zaczepiło zdrowe dziecko, bawiące się na tym samym placu zabaw. Ojciec zdrowego malucha nie posiadał się ze złości i nawrzeszczał na kobietę słowami: "Skoro dziecko jest niepełnosprawne, to po co prowadzi je pani do zdrowych dzieci i je naraża! Skoro jest chore, to po chodzi pani z nimi w miejsca publiczne!"
Co prawda ten mężczyzna nie jest przestępcą, lecz dopuścił się czynu szeroko potępianego przez społeczeństwo. Opinie co do publikacji wizerunku są różne. Jedni uważają, że to przesada i wizerunek prywatnej osoby nie powinien być publikowany bez jej zgody, inni prezentują skrajnie odmienne stanowisko, komentując zdarzenie słowami: "Gdzie jest to zdjęcie na FB? ale z wyraźną gębą - chętnie się przyłączę do akcji i sam udostępnię wizerunek gada w sieci". Większość jest jednak zgodna co do jednej kwestii. To smutne, że publikacja przestępcy w sieci jest często jedynym sposobem na zwiększenie prawdopodobieństwa złapania go.

