
Ktoś zamieścił zdjęcie zajazdu w Sokółce w mediach społecznościowych i się zaczęło. Plakaty ministra Zielińskiego wiszą na parkanie, na balkonach. Na zdjęciu widać ich 10. "U pana ministra zawsze z przepychem, kampania wyborcza również" – kpią internauci. Okazuje się, że sam właściciel zajazdu jest zszokowany takim rozmachem. – Mój błąd. Spać przez to nie mogę – mówi naTemat.
Janusz Bakun jest w szoku. Ja również, bo w ciemno założyłam, że rozmawiam z fanatycznym zwolennikiem PiS i wielkim zwolennikiem Jarosława Zielińskiego.
Zajazd znajduje się obok kościoła pw. św. Antoniego Padewskiego, stoją przy tym samym placu. Wielu pielgrzymów, którzy przyjeżdżają do Sokółki, nocuje właście w nim.
Z różnych stron Polski co jakiś czas dochodzą doniesienia o tym, że banery wyborcze wieszane są np. na parkanach bez zgody właściciela. Tak było np. w przypadku rodziców posłanki Kingi Gajewskiej. "Dziś PiS zawiesił baner Mariusza Błaszczaka na płocie moich rodziców. Po prostu bez pytania dowiesili się do mojego" – napisała na Twitterze.
" Zdjęcie materiału wyborczego, nawet z własnego płotu, może zostać ocenione jako niszczenie materiału wyborczego. - W tym przypadku komitet wyborczy mógłby oskarżyć osobę, która usunęła materiał, o niszczenie swojej własności, bo materiały wyborcze są oznakowane". Czytaj więcej
Plakaty na Zajeździe Janusza Bakuna wiszą już dobrych kilka dni. Jeśli je zdejmie, reakcje zwolenników ministra Zielińskiego mogą być równie żywiołowe, jak te, z którymi teraz się spotyka, tylko w drugą stronę. "Nad wyraz niesmaczne jak na miejsce noclegowe i to nawet gdyby tam były rozwieszone bilbordy opozycji" – czytam komentarz na Facebooku.
W tym wszystkim nikt nie pomyślał, że tyle plakatów nie tylko naraża właściciela na pośmiewisko i straty wizerunkowe, ale też samego wiceszefa MSWiA.
