
Sejm w czwartek większością głosów posłów PiS odrzucił "weto" Senatu i uchwalił ustawę kagańcową. Patrząc na protokół z głosowania rzuca się w oczy, że nie uczestniczył w nim jeden z członków Zjednoczonej Prawicy, chociaż osoba ta była obecna na sali.
REKLAMA
Jedyną osobą z grona Zjednoczonej Prawicy, która w czwartek nie zagłosowała nad odrzuceniem uchwały Senatu i przyjęciem projektu ustawy kagańcowej, była Jadwiga Emilewicz. Minister rozwoju jeszcze tego samego dnia rano w mediach jak lwica broniła pomysłów legislacyjnych obozu rządzącego.
Użyła nawet bardzo niefortunnego porównania. Stwierdziła, że sędziowie, którzy protestują przeciwko uchwaleniu ustawy kagańcowej są jak chorzy na raka mózgu, którzy chcą sami się zoperować.
Dlatego dziwi fakt, że wieczorem posłanka Porozumienia nie zagłosowała tak, jak jej koleżanki i koledzy ze Zjednoczonej Prawicy. 234 posłów było za uchwałą ustawy kagańcowej, 211 było przeciw, 9 wstrzymało się o głosu, a 6 nie głosowało wcale. Wśród nich była Emilewicz. Minister zamieściła więc na Twitterze wyjaśnienie tej sytuacji. Przypomniała w nim poranny wywiad.
"Fakt, że nie zagłosowałam za ustawą, wynikał z przeoczenia. Najlepszym dowodem mojego stanowiska jest to, jak z przekonaniem broniłam ustawy dziś u Konrada Piaseckiego" – napisała minister rozwoju. Teraz jej tłumaczenie muszą zaakceptować koledzy i koleżanki z Nowogrodzkiej.