
Nie ma zdania, nie wie, ale chętnie porozmawia z tymi, których dotyczy ten problem. Szymon Hołownia w taki właśnie sposób odpowiadał na pytania Onetu o pigułkę 72h po, chociaż dziennikarze wyjaśnili mu, z jakimi trudnościami muszą borykać się kobiety, które pigułki potrzebują. Skoro jednak kandydat na prezydenta wyraził chęć rozmowy z zainteresowanymi, to chętni, a raczej chętne do dyskusji, pojawiły się bardzo szybko. Tak ruszyła akcja #listdoSzymona.
Wszystko zaczęło się od rozmowy z Szymonem Hołownią przeprowadzonej przez dziennikarzy Onetu, Witolda Jurasza i Janusza Schwertnera. W pierwszej chwili po publikacji wywiadu zrobiło się o nim głośno, ponieważ redakcja zdecydowała się zamieścić wywiad bez autoryzacji.
W Polsce pigułki „dzień po” sprzedaje się na receptę. Co pan sądzi na ten temat? Czy to jest rozsądne, właściwe rozwiązanie?
Ja kandyduję na prezydenta, a nie naczelnego etyka kraju, czy też prymasa Polski.
Ale jako polityk ma pan chyba jakieś zdanie na ten temat. Dajmy przykład: młoda dziewczyna z małej miejscowości chce kupić pigułkę. Towarzyszy jej wstyd, nerwowość. Czy w pana ocenie to jest normalne, że musi jechać do innego miasta, szukać lekarza, który wypisze receptę i płacić 150 zł za pięciominutową wizytę? Czy to jest sprawiedliwe?
Nie wiem. Chętnie bym się spotkał z taką dziewczyną, wysłuchał jej argumentów, bo być może za rzadko je słyszałem, by wyrobić sobie zdanie. To, o czym panowie mówicie, leży w gestii parlamentu. Jeśli jakaś uchwalona przez Sejm regulacja w tej sprawie trafi na moje biurko, to przejdzie drogę, którą planuję dla każdej ustawy. (...)
Na każdym etapie chętnie wysłucham racji wspomnianych przez panów kobiet. To jasne, że na końcu trzeba podejmować decyzję, ale moja wizja prezydentury to nie "narodowe przemawianie", lecz "narodowe słuchanie". Czytaj więcej
"Cześć Szymon, podobno chcesz zasięgnąć opinii osób, których coś dotyczy zanim wyrobisz pogląd jako kandydat na prezydenta. W sprawie tabletki dzień po informuję, że jest mi potrzebna i to nie jest normalne, że za wypisanie recepty muszę zapłacić 200 zł na prywatnej 2-minutowej wizycie. A ja mieszkam w Warszawie, mam 30 lat i tak, mam dużo łatwiejszy dostęp niż młode dziewczyny z małych miejscowości. Uprzejmie proszę o publiczne popieranie tego, teraz już nie możesz publicznie mówić, że nie wiesz" – tak brzmi treść pierwszej wiadomości, która trafiła na fanpage Szymona Hołowni.
