
Policja odniosła się do nagrania z warszawskiego metra, na którym uwieczniono zatrzymanie mężczyzny bez maseczki. W akcji brał udział funkcjonariusz po służbie. Mundurowi odpierają zarzuty o wyjątkowej brutalności, jaką zdaniem części internautów wykazano się w tej sytuacji.
REKLAMA
"Policjant po służbie przebywając w wagonie warszawskiego metra był świadkiem jak młody mężczyzna wulgarnymi słowami zaatakował kobietę, która wcześniej zwróciła mu uwagę, co do niewłaściwego zachowania w czasie epidemii" – tłumaczą policjanci w odniesieniu do nagrania, które zbulwersowało część internautów.
Jak czytamy w oświadczeniu policji, funkcjonariusz zareagował prosząc o spokój, jednak to nie poskutkowało. Mężczyzna zaczął obrażać policjanta, padło mnóstwo wulgaryzmów. Mundurowemu pomógł przypadkowy świadek.
"Policjant wcześniej okazał legitymację i przedstawił się. Mimo to mężczyzna cały czas był bardzo agresywny. Policjant ze względu na bezpieczeństwo pasażerów wydał mu polecenie, aby opuścił z nim pociąg na najbliższej stacji, ale ten odmówił. Policjant pouczył go o użyciu siły fizycznej w przypadku niezastosowania się do poleceń" – przekonuje policja.
Zaznaczono, że zatrzymywany w pewnym momencie odepchnął policjanta. "Szarpał go za ręce i próbował się oddalić. Policjant w reakcji na tak agresywne zachowanie poinformował go, że zostaje zatrzymany w związku ze znieważeniem i naruszeniem nietykalności funkcjonariusza" – podkreślono.
Przypomnijmy, że aktualnie w Polsce praktycznie wszędzie obowiązuje zasłanianie nosa i ust – restrykcja dotyczy żółtej i czerwonej strefy. Z obostrzenia wyłączone są jedynie lasy czy parki.
