
– Nie mam do Jarosława Gowina najmniejszego żalu – tak Jacek Żakowski w felietonie na łamach "Gazety Wyborczej" skwitował słowa Jarosława Gowina, który stwierdził, że "ma w nosie literę prawa". To jednak wcale nie wyklucza dymisji, bo dla ministra ceną za takie słowa po prostu musi być utrata urzędu. – Koniec i kropka – przekonuje dziennikarz.
Mówiąc to, co mówi, Jarosław Gowin zasłużył na mój szacunek tym bardziej, że nie będąc idiotą, musi przecież rozumieć, iż dla urzędnika, członka rządu, a zwłaszcza ministra sprawiedliwości ceną musi być utrata urzędu.
(…) powinien (urzędnik – red.) być ukarany. Nawet jeśli ma rację moralną. Choćby tracąc część premii. Ale kiedy powtarza, że wykonując czynności urzędowe, nie będzie przestrzegał przepisów, bo wyżej stawia "ducha" praw, którego sobie jakkolwiek wyobraża, to zrywa umowę, na podstawie której otrzymał swój urząd. I musi się z nim pożegnać. Kropka. Nikt mu nie kazał tej umowy zawierać ani zrywać.
Niemniej jednak Żakowski jest dumny z Gowina, który mimo wszystko na pierwszym miejscu stawia swoje sumienie. Jednak te przekonania ze względu na "szacunek dla siebie i państwa" powinny pójść w parze ze złożeniem urzędu.
Cały komentarz przeczytasz w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

