
– Być może dotychczas nie myśleli biznesowo, natomiast jestem pewien, że mają całą pulę talentów, które wystarczy dobrze przedstawić w kontekście biznesowym – mówi Tomasz Rudnik, który oferuje pomoc w skutecznej zmianie pracy i branży. Jego oferta w tym przypadku skierowana jest do artystów, których z powodu epidemii dotknął kryzys.
"Pracodawcy nie chcą zatrudniać ludzi z branży artystycznej"
Zacznijmy jednak od początku. Tomasz Rudnik zgłosił się do nas po publikacji tekstu: "Śmieją się z nas, kiedy wysyłamy CV". Ten wywiad o życiu artystów zostanie ci w głowie na długo. Była to rozmowa z tancerzem Santiago Bello, który opowiadał o spowodowanej pandemią koronawirusa trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się artyści pracujący w Polsce.Jest masakrycznie, to najgorszy okres w mojej karierze, a pewnie i każdego artysty. Nie tylko nie mamy pracy, ale brakuje nawet pewności, kiedy i czy w ogóle do niej wrócimy. To nie jest kwestia tego, czy mnie nie zwolnią, ale tego, czy w ogóle dany teatr nie przestanie istnieć, bo zbankrutuje.
Są ludzie, którzy błagają o pomoc, inni codziennie piszą na Facebooku, że szukają pracy. Jeszcze w zeszłym roku byli solistami, a teraz nie mają z czego żyć. Mają kredyty, mnóstwo długów. Znam osoby, które musiały wrócić do rodziców i takie, które już straciły mieszkania.
"Wykorzystają swoje talenty"
Odmiennego zdania jest Tomasz Rudnik, który chce pomóc 3-4 osobom w znalezieniu zatrudnienia. Uważa, że bycie artystą nie stanowi tutaj żadnego problemu, bo takie talenty można skutecznie wykorzystać.Ja nie znajduję kandydatom pracy, oni robią to sami. Dziś pośrednicy są coraz mniej skuteczni. Im ich mniej, tym lepiej. Nawet kadra managerska musi umieć sprzedać się sama, bo coraz mocniejszą walutą na rynku pracy staje się zaufanie.
Firmy zaczynają oszczędzać na tradycyjnych kanałach znajdowania pracowników – ogłoszenia, headhunterzy. Nie sprawdzają się one, bo do firm trafiają coraz gorsi kandydaci. Dlatego akcent padł na zdrowe, biznesowe relacje, czyli tzw. ukryty rynek pracy.
Statystyki pokazują, że nawet do 70 proc. kandydatów było zatrudnionych w taki właśnie sposób. Tak jest taniej, szybciej i pozyskuje się lepszych pracowników. Chodzi więc o naukę działania na tym ukrytym rynku pracy. Nie ma to nic wspólnego z kumoterstwem.
Chodzi o umiejętność przeliczenia kompetencji na język pieniądza. Z tym zestawem informacji trzeba dotrzeć do potencjalnych szefów. Jeśli szef zobaczy, że z kimś takim na pokładzie więcej zarobi, nie straci itd., to musiałby być niespełna rozumu, żeby z nim chociaż nie porozmawiać.
Każdemu szefowi zależy na czymś, co daje się przekuć na pieniądze
– Metodyka opiera się o ekonomię rynku pracy oraz o metody headhunterów, czyli: zdobywanie pracy jest szybsze, gdy dotrze się bezpośrednio do potencjalnych szefów oraz usłyszą oni propozycję współpracy opartą o argumentację "jak im się opłaci zatrudnienie takiego kandydata" – mówi Rudnik, wyjaśniając na czym polega jego metoda skutecznego poszukiwania pracy.Ci, którzy chcieliby skorzystać z takiej pomocy, mogą zgłosić się do Akademii Rekrutacji wysyłając zgłoszenie pod adres info@akademiarekrutacji.pl. Spośród wszystkich chętnych Tomasz Rudnik wybierze 3-4 osoby, które wezmą udział w projekcie i których historię opiszemy w naTemat.
