Minister Rodziny i Polityki Społecznej Marlena Malag oraz wojewoda podkarpacki Ewa Leniart w kwietniu wręczały promesy w Rzeszowie.
Minister Rodziny i Polityki Społecznej Marlena Malag oraz wojewoda podkarpacki Ewa Leniart w kwietniu wręczały promesy w Rzeszowie. Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta

Śledząc doniesienia z różnych stron Polski można mieć wrażenie, że w maju trwa prawdziwy sezon na promesy. Taki jest wysyp akcji z ich wręczania. Politycy PiS przekazują tablice na wielotysięczne i wielomilionowe kwoty, robią z nimi zdjęcia, ludzie biją brawo. Ale są równi i równiejsi. – Staram się nie oglądać tych zdjęć w internecie, żeby się nie frustrować – mówi nam wójt jednej z gmin.

REKLAMA
  • Promesy na inwestycje, drogi, na wozy strażackie. W ostatnich tygodniach politycy PiS czy przedstawiciele wojewodów wręczali jej w wielu gminach.
  • Inne gminy, które omijają rządowe dotacje, mogą tylko oglądać zdjęcia. – Ja nie dostałem jeszcze żadnej – mówi jeden z burmistrzów.
  • – My jesteśmy w Polsce wschodniej, w Polsce B. Za chwilę będziemy w Polsce C, jeśli nadal w ten sposób będziemy dzielić środki rządowe. Boli mnie to bardzo – mówi wójt innej gminy.
  • Kilka dni temu minister rodziny Marlena Maląg była w Wielkopolsce i trzem samorządom przekazała promesy na łączną kwotę ponad 4 mln zł.
    300 tys. zł trafiło do Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie mają być przeznaczone na dom seniora. Prawie milion do powiatu jarocińskiego, na dom samotnej matki. A ponad 3 mln zł do Kalisza – na klub seniora i Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnego dla 40 osób z niepełnosprawnościami.
    – Zadaniem rządu jest tworzenie takich warunków, aby seniorzy, niepełnosprawni i samotnie wychowujący dzieci mogli funkcjonować. Nie zapominamy o seniorach. Chcemy wspierać matki – mówiła minister. Po jej wizycie została seria zdjęć, jak przekazuje promesy.
    Podobnych zdjęć można w ostatnich tygodniach znaleźć zatrzęsienie. Ministrowie, posłowie, wojewodowie i inni przedstawiciele partii rządzącej przekazują promesy na inwestycje, drogi, wozy strażackie.

    Wysyp akcji wręczania promes

    Na przykład do wsi Bzowo w województwie kujawsko-pomorskim zawitał poseł PiS Tomasz Latos. Przekazał promesy na 200 i 400 tys. zł. – Będzie można zrealizować już dawno oczekiwane inwestycje we wsi Bzowo. W centrum wsi droga wymaga utwardzenia, naprawy. Będzie to nowa droga o długości 660 metrów. Druga inwestycja jest związana z zakupem autobusu do szkół – przemawiał.
    Był też w Koronowie, tam promesy – każda na 800-900 tys. zł – dostało 6 jednostek OSP. W uroczystym ich przekazaniu uczestniczyła jeszcze posłanka Ewa Kozanecka, wojewoda i komendant wojewódzki PSP.
    Z kolei w Szydłowie w powiecie mławskim promesy strażakom wręczał sekretarz stanu w MSWIA Maciej Wąsik.
    Oczywiście, promesy to nie żadna nowość. Ani tym bardziej zdjęcia z nimi.
    Ale tych "uroczystych wręczeń" znów pojawiło się ostatnio tyle, że nie da się nie zauważyć. Poza tym dziś – po kontrowersyjnym podziale środków z Funduszu Inwestycji Lokalnych – budzą dodatkowe emocje Wszędzie ktoś rozdaje pieniądze, ludzie się cieszą, na facebookowych profilach rozlega się "dziękujemy".
    "Takie propagandowe obrazki to były dobre za głębokiej komuny", "Te pieniądze należą się się jak psu buda, ale trzeba fleszy i obwieszczać, jakby ze swojej kieszeni dawali. Niedobrze już się robi przez te fotki z rozdawania" – zauważają jednak niektórzy komentujący na Facebooku.
    I tylko można sobie wyobrazić, jak czują się ci, gdzie rządowe promesy omijają z daleka.

    Do nich promesy nie dotarły

    – Gdy widzę, co się dzieje, jak politycy, którzy przyjeżdżają z promesami do gmin, otrzymują kwiaty na sesjach, to jest żenujące. Myślałem, że w Polsce te czasy się skończyły – powiedział nam kilka dni temu Krzysztof Klęczar, burmistrz Kęt w Małopolsce, gdy jego gminę trzeci raz z rzędu ominęły rządowe dotacje.
    – Ostatnio samorządowcy byli zwożeni do Rzeszowa i pozowali z promesami na samochody strażackie. Chyba nowy nieład trzeba promować i dlatego sytuacja tak ostatnio wygląda – śmieje się Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych. Jego gminę także omijają rządowe dotacje. Zastanawiał się nawet, czy nie wydrukować zdjęcia premiera Morawieckiego, nie napisać na nim "0 zł" i nie postawić takiego kartonu na rynku w mieście.
    – Ja nie dostałem jeszcze żadnej promesy. Na tym polega nieustanna polityka Prawa i Sprawiedliwości – propaganda, propaganda i jeszcze raz propaganda. Rozdawanie pieniędzy według własnego uznania, bez racjonalnych kryteriów – wskazuje.
    Gminy, które dostają pieniądze, oczywiście się cieszą. Ale takich, które widzą tylko zdjęcia innych, jest dużo.
    – Staram się nie oglądać tych zdjęć w internecie, żeby się nie frustrować. Cóż mam powiedzieć? Nasza gmina została wykluczona. My nie dostaliśmy żadnych środków i bardziej boli to, że te pieniądze zostały podzielone zupełnie arbitralnie, bez czytelnych kryteriów – mówi naTemat Monika Mackiewicz-Drąg, wójt gminy Podedwórze na Lubelszczyźnie.
    To najmniejsza (ok. 1,6 tys. mieszkańców) i najbiedniejsza gmina w tym regionie. W 2018 roku premier Morawiecki wspomniał o niej podczas konwencji PiS, gdy mówił o stanie dróg i zapowiadał fundusze na ten cel.
    Dziś Podedwórze patrzy, jak inne gminy dostają środki z rządowych dotacji, a oni nie. Fundusz Inwestycji Lokalnych pominął ich całkowicie. Dofinansowania nie dostały również okoliczne gminy. W powiecie pieniądze dostało tylko miasto Parczew i gmina Siemień.
    – My jesteśmy w Polsce wschodniej, w Polsce B. Za chwilę będziemy w Polsce C, jeśli nadal w ten sposób będziemy dzielić środki rządowe. Boli mnie to bardzo. Widzę inne gminy z sąsiedniego powiatu, które ogłaszają, ile środków dostały. Jedna wnioskowała o pieniądze na wóz strażacki i była bardzo skuteczna, bo dostali środki na 200 proc. wartości tego samochodu. Nie kupią zatem jednego wozu, tylko dwa. Jak mają się czuć mieszkańcy mojej gminy, którym mam powiedzieć, że my nie dostaliśmy ani na drogę, ani na oczyszczalnię ścieków? – pyta retorycznie Monika Mackiewicz-Drąg.
    U niej w gminie chodzi o podstawowe inwestycje. – Tym bardziej boli fakt, że zupełnie nie wiemy, według jakiego klucza były dzielone te środki. Nie rozumiem, dlaczego w jednej gminie znalazły się pieniądze na budowę placu zabaw, boiska czy parku. Natomiast w takich gminach jak moja nie ma pieniędzy na bardzo podstawowe inwestycje, związane z siecią kanalizacyjną, z przebudową oczyszczalni ścieków – mówi.

    Niczym kampania wyborcza

    Ostatnio najbardziej w oczy rzucają się promesy na wozy strażackie. Ale są też środki z Funduszu Inwestycji Lokalnych czy funduszy drogowych.
    Na przykład posłanka Ewa Kozanecka wręczyła niedawno promesę w wysokości 1,2 mln zł na modernizację boiska przy Liceum Ogólnokształcącym w Sępólnie wraz z salą gimnastyczną.
    A Maciej Małecki, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, przekazał w Płocku promesę 1,9 mln zł na remont jednej z ulic w tym mieście. – Rząd Prawa i Sprawiedliwości przekazuje kolejne pieniądze, kolejne miliony złotych na konto Płocka, tym razem na prace na ul. Kolejowej, która od dawna wymaga remontu. Fundusze pokryją koszty kolejnego etapu prac związanych z inwestycją. To kolejne bardzo dobre wieści dla Płocka i kolejne bardzo duże środki rządowe przekazywane na konto miasta Płocka – usłyszeli mieszkańcy.
    – Do tej pory nigdy miasto Płock nie otrzymało tylu pieniędzy z budżetu państwa. Przypomnijmy, że nie tak dawno otrzymaliśmy blisko 16 mln złotych – dopowiedziała jeszcze szefowa klubu radnych PiS.
    Jakby już zaczęła się kampania wyborcza? Zresztą w Rzeszowie, gdzie faktycznie trwa kampania przed wyborami prezydenckimi 13 czerwca, minister Maląg już w kwietniu wręczyła promesę na prawie 3 mln zł na utworzenie Środowiskowego Domu Samopomocy.
    – To tylko świadczy o ich desperacji. Pani minister powinna być w tych samorządach, które nic nie dostaną z pierwszej, drugiej, czy trzeciej transzy Inwestycji Lokalnych. Żeby tam spojrzała w oczy. Nie samorządowcom, ale ludziom. PiS musi przestać traktować Polskę jak prywatny folwark – zareagował wtedy ostro Borys Budka.

    Jakimi kryteriami się kierowano

    Ludziom w niejednej gminie trzeba by spojrzeć w oczy. – W zamyśle to był program, który miał wspierać gminy ubogie, z niskim dochodem podatkowym, słabo zaludnione. Takie, które nie mogą sobie pozwolić na większe inwestycje bez wsparcia rządowego – przypomina o Funduszu Inwestycji Lokalnych wójt Podedwórza.
    Monika Mackiewicz-Drąg

    Nas często nie stać na wkład finansowy do projektów unijnych. W tym momencie pozyskaliśmy środki zewnętrzne, ale czekamy z ogłoszeniem przetargów na rozstrzygnięcie ostatniego konkursu dla gmin, w których działały PGR-y. Jeśli ich również nie dostaniemy w tym rozdaniu to te inwestycje staną pod znakiem zapytania, bo nie będziemy mieć środków, żeby zapewnić wkład własny do projektów. Nas po prostu nie stać na realizację wielu inwestycji nawet przy pozyskiwaniu środków zewnętrznych.

    – Nie wiem, co mam powiedzieć mieszkańcom. W mojej gminie mieszkają też zwolennicy partii rządzącej, bardzo dużo osób na nią głosowało. Może jako wójt zostałam za coś ukarana, może moja osoba jest nielubiana? Nie potrafię znaleźć odpowiedzi, dlaczego nie uzyskaliśmy środków, a chciałabym to wytłumaczyć mieszkańcom. Napisałam w tej sprawie do wojewody. Otrzymujmy tylko zdawkowe odpowiedzi, że kryteria były znane. Trudno mi jednak znaleźć jakieś obiektywne kryteria, które mogłyby zadecydować o tym, że nie dostaliśmy dotacji – mówi wójt.