
Niedawno wydał książkę, pod tytułem "Zawsze byłem najlepszy'. To tytuł, który świetnie oddaje jego osobowość. Paweł Zarzeczny - dziennikarz - lepszego od siebie nie widzi. Na Facebooku znalazł naśladowcę. Piszącego w jego imieniu, jak on. Ale dziennikarzowi, tak zazwyczaj kpiącemu z innych, nie jest do śmiechu. W swoim artykule napisał: "Zarzeczny to nie jest szyk słów, Zarzeczny to życie".
Lista mych zasług dla Legii jest długa, a to nie miejsce, nie czas, by je w komplecie wyliczać. Wspomnę tylko o jednej, o której nawet zagorzali fanatycy z Żylety (wymyśliłem jej nazwę) nie wiedzą. Kiedy miałem cztery, może pięć lat, często u cioci bywał Czesław Wydrzycki, używający już wtedy pseudonimu artystycznego Niemen. Pracował nad płytą i skarżył się, że nie potrafi tematu ogarnąć. Był ze mnie brzdąc żywy, trochę łobuziak, jednak uczynny. W te pędy podbiegłem do pianina, zagrałem kilka nutek. Niemen zerwał się jak oparzony - Chłopcze graj dalej - i tylko kątem oka widzę, że gorączkowo zapisuje w notesiku. Potem był dla mnie bardzo miły, przynosił gofry z bitą śmietaną. Do dziś się wzruszam słysząc "Sen o Warszawie".
Lubi też Zarzeczny stawiać się ponad innymi, pouczać, mówić coś w stylu: "Ja tego doświadczyłem, ale wy tego nie doświadczycie nigdy, (tu jakiś epitet)". Gdy siedzieliśmy w pubie Champions i rozmowa zeszła na temat wartościowych kobiet, powiedział: "Zdarzają się takie kobiety, chodzą po świecie, serio. Ale wy ich nie znacie, bo one polują na fajnych facetów". Teraz podobny wpis na fanpejdżu, konkretnie jego fragment:
Aha, kiedyś jak jeszcze nie było internetu pisałem do wielu gazet ( umiecie czytać z papieru niedorozwoje?). Wtedy to pracowała w redakcji pewna dama ( z tych co bawimy się jak damy, a jak nie damy, to się nie bawimy - kumacie to analfabeci z zawodówek masarskich?). I ta babeczka poprosiła mnie żeby zdać jej pewniaki na weekend. Jako że kobietom nie odmawiam, wytypowałem dla niej całą kolejkę ligii pakistańskiej w rzucie turbanem do celu. Potem posądzono ją o udział w spisku mającym na celu nasączanie tkaniny na turbany żywicą. Cała szajka poszła siedzieć, a od moich inicjałów powstało nazewnictwo przestępczości zorganizowanej PZ.
Trafne, do tego dowcipne. Ale nie dla Zarzecznego. Na Facebooku można było od dłuższego czasu przeczytać, że podszywka niezbyt przypadła mu do gustu, ale, no właśnie, to był Facebook. Sam zainteresowany najwidoczniej niedawno dowiedział się o fanpejdżu, bo dopiero w ostatni piątek poświęcił mu kilka linijek felietonu w "Polsce". Napisał: "Nawet znalazłem ponoć naśladowcę. Ktoś na Facebooku podaje się za mnie i pisze jak ja, trochę w stylu Zagłoby, gdziem nie był, czegom nie dokonał… No więc, jak, bohaterze, chcesz tak bardzo naśladować mnie, no to zacznij może od domu dziecka".
I na koniec zdanie. Mocne, w jego stylu: "Zarzeczny to nie jest szyk słów. Zarzeczny to życie".
Gran Derbi? Wolę Gran Turismo, ale po ulicach Warszawy moim autem (czytajcie książki to może kiedyś wam się zwróci w postaci kasy). Dwóch gości umówiło się na remis i po dwie bramki i 400 milionów widzów to kupiło. No, prawie czterysta, bo bez jednego.
