
– Jeśli mówimy o obowiązku, to zawsze musimy myśleć także o sankcjach. Obowiązkowe szczepienia można byłoby zatem wprowadzać tylko w sytuacji, w której jednocześnie pojawiłyby się w prawie określone konsekwencje odmowy szczepienia. Tylko po co aż tak eskalować napięcie, nie niwelując przy tym strachu? – mówi #TYLKONATEMAT Joanna Kluzik-Rostkowska.
Co nam pozostaje? Musimy zaszczepić jak największą liczbę Polaków, żeby nabyć odporność grupową. Uważam, że korzystne byłoby zdefiniowanie przestrzeni, w których znaleźć mogą się tylko osoby zaszczepione. Oczywiście podstawą musi być realne zagrożenie rozprzestrzenianiem się wirusa. To rozwiązanie pragmatyczne i racjonalne, które – jak pan wspomniał – wprowadzone zostało już w kilku państwach europejskich...
Gdybyśmy dzisiaj rządzili, od dawna trwałaby zakrojona na szeroką skalę akcja wyjaśniająca Polakom, że szczepionki na koronawirusa niwelują zagrożenie a nie je stwarzają. Po drugie, solidnie przyjrzałabym się ruchom antyszczepionkowym. Władze powinny dokładnie przeanalizować, na ile to wszystko wynika ze zwykłego ludzkiego strachu, a na ile jest przez kogoś sterowane...
Trzeba zacząć do zdefiniowania problemów. Część z nich może być wspólna dla dużych grup uczniów – na przykład problemy z opanowaniem konkretnych części materiału. Część będzie miała charakter bardzo jednostkowy. Tutaj potrzebna duża przestrzeń swobody dla nauczyciela...
