
Reklama.
Białoruś wypycha imigrantów na zewnętrzną granicę Unii Europejskiej
Jak informowaliśmy w naTemat.pl, od kilku dni około pięćdziesięcioosobowa grupa imigrantów z Bliskiego Wschodu i Azji Centralnej koczuje na na białorusko-polskim pograniczu w okolicach miejscowości Usnarz Górny.Ich położenie jest skomplikowane z punktu widzenia prawa międzynarodowego, gdyż Polska de facto nie jest dla nich pierwszym "państwem bezpiecznym", którego granice przekroczyli uciekając przed wojną lub prześladowaniem. Co więcej, część z nich prawdopodobnie nie spełnia warunków umożliwiających ubieganie się o azyl.
Podobne sytuacje mają miejsce na granicach Litwy i Łotwy. Tam również reżim Aleksandra Łukaszenki sprowadza imigrantów, aby wypchnąć ich z Białorusi na terytorium sąsiadów z Unii Europejskiej
Czytaj także:Imigranci nie utknęli na ziemi niczyjej
Gdy mowa o tej sprawie, często pojawia się pojęcie "ziemia niczyja" – to na niej rzekomo mają znajdować się imigranci. Użycie tego sformułowania sugeruje, iż znaleźli się oni na skrawku ziemi, za którą nie odpowiada żadne państwo. To nieprawda.Zarówno na granicy Białorusi z Polską, jak i Litwą oraz Łotwą ziemia niczyja nie występuje. Teren taki charakterystyczny jest bowiem dla obszarów, na których toczą się konflikty zbrojne. Zwykle ziemia niczyja to teren rozdzielający dwie armie skonfliktowanych państw, umocnione na swoich pozycjach.
W niektórych przypadkach ziemia niczyja jest nakreślona na lata. Dzieje się tak, gdy dany konflikt przygasa, ale nie zawarto formalnego rozejmu. Istnienie ziemi niczyjej może być też warunkiem trwałego zawieszenia broni. Na pograniczu białoruskim nie mamy z tym do czynienia.
W kontekście nowego kryzysu migracyjnego ziemią niczyją po prostu mylnie nazywany jest pas drogi granicznej.
Czytaj także: Nie jest to jednak błaha pomyłka, gdyż między tymi pojęciami istnieje ważna różnica – istotnie wpływająca na status osób, które utknęły między oddziałami białoruskich i polskich strażników granicznych.
Otóż pas drogi granicznej nie jest wyjęty spod władania danego państwa. To po prostu terytorium bezpośrednio stykające się z linią graniczną, którą wyznaczają słupki graniczne, brzegi cieków i zbiorników wodnych lub rowy oraz drogi graniczne. W przypadku głośnej sytuacji spod Usnarza Górnego za polski pas drogi granicznej odpowiada rząd w Warszawie, a za pas białoruski reżim Aleksandra Łukaszenki. Żaden fragment pogranicza nie jest "niczyj".