
Prokuratura wojskowa, która przez miesiąc przeprowadzała badania i ekspertyzy w Smoleńsku odkryła na wraku prezydenckiego Tupolewa ślady materiałów wybuchowych: trotylu i nitrogliceryny – informuje "Rzeczpospolita".
Jedenastoosobowa ekipa prokuratorów i biegłych przez miesiąc analizowała w Rosji wrak prezydenckiego Tupolewa. "Rzeczpospolita" informuje, że ta wizyta była efektem wątpliwości, jakie miała polska strona, co do ekspertyzy pirotechnicznej przeprowadzonej przez Rosjan. Jej ostateczna wersja nie spełniała wymaganych formalności, dlatego polscy biegli nie zgodzili się na jej podpisanie bez dokładnego sprawdzenia wraku.
Ekipa z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego była wyposażona w sprzęt najlepszej jakości, pomagający wykrywać materiały wybuchowe.
Nie ustalono, skąd na wraku wzięły się podejrzane materiały. Nie wykluczono hipotezy, która zakłada, że są to pozostałości z II wojny światowej, który były już wcześniej na miejscu katastrofy, a na wraku znalazły się dopiero w momencie uderzenia samolotu w ziemię. Możliwe również, że materiały wybuchowe pojawiły się już po przetransportowaniu wraku z miejsca katastrofy.
Sprawdź: Tusk przypomniał, że prokuratura uprzedzała, że mogło dojść do błędnej identyfikacji ciał Dziennikarz "Rzeczpospolitej", Cezary Gmyz potwierdził u kilka źródeł informację o tym, że prokuratura zna wyniki tych ekspertyz, m.in. w rozmowie z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem. O sprawie wie już premier Donald Tusk, jak pisze "Rz", aktualnie trwają konsultacje, co dalej robić z tym odkryciem.
To już kolejne szokujące doniesienia w ostatnich dniach. W sobotę samobójstwo popełnił technik rządowego Jaka-40, który lądował w Smoleńsku przed Tupolewem. W śmierci wykluczono udział osób trzecich.
źródło: "Rzeczpospolita"
