Idąc tropem zdań beznadziejnych, z którymi kobiety muszą mierzyć się w Polsce od lat, wybieram: "obiecującą, młodą kobietę" i "dziewczynę z dobrego domu".
Idąc tropem zdań beznadziejnych, z którymi kobiety muszą mierzyć się w Polsce od lat, wybieram: "obiecującą, młodą kobietę" i "dziewczynę z dobrego domu". fot. Eliott Reyna / Unsplash

Zaczęło się od "gruntowania dziewcząt do cnót niewieścich". Brawurowe przemyślenia Pawła Skrzydlewskiego, doradcy ministra Przemysława Czarnka, zrobiły zawrotną karierę, obśmiane przez rzeszę ludzi edukacji, kultury, polityki, dziennikarzy, aktywistów. A przede wszystkim pukające się w czoło niewiasty i dżentelmenów.

REKLAMA
Zainspirowana, idąc tropem zdań beznadziejnych, z którymi dziewczyny, a później kobiety, muszą mierzyć się w Polsce od lat, kolekcjonuję większe i mniejsze perły. Z wypchanego worka wybieram: "obiecującą, młodą kobietę" i "dziewczynę z dobrego domu" oraz wszelkie warianty tych światłych myśli, które w teorii brzmią jak slogany wyjęte z prehistorii, w praktyce okazuje się, że funkcjonują do dziś. Sprawdzam, co się za nimi kryje.

Kobieta z Niedobrego Domu

Ola średnio pamięta złote myśli cioci Elżbiety poza jedną. Tę jedną zapamiętała do dziś. – Nie wracaj po nocy. Dziewczynki z dobrego domu wracają przed dziesiątą – mówi jej, gdy wpada w odwiedziny. Ona wychodzi do przyjaciółki z bloku naprzeciwko. Ma 15 lat.
– Zamknęłam za sobą drzwi i czułam, że mi wstyd, chociaż nic złego nie zrobiłam. Wstyd na wszelki wypadek – przypomina sobie, gdy rozmawiamy piętnaście lat później.
Czytaj także:
Była grzeczną dziewczynką. Super grzeczną! Super smutną. Chodziła do szkoły artystycznej. O tym, że można uczyć się na trójki, iść na wagary, palić fajki, pić piwo, pójść na dyskotekę udając starszą albo malować się słyszała przy okazji opisów "młodzieży patologicznej". Taką straszono ją w domowych opowieściach albo na szkolnych apelach. Nie uważała, że jest z dobrego domu. Uważała, że urodziła się w czymś na kształt więzienia, a wyrok trwa do osiemnastego roku życia. Radź sobie mała.
Wtedy jeszcze nie umiała tego nazwać, ale była z domu skonfliktowanego emocjonalnie. Straumatyzowanego epoką peerelu, domu przestraszonych hipokrytów, którzy chcieli kochać, ale nie wiedzieli jak. I nie umieli ze sobą rozmawiać. I nieustannie udawali. Odgrywali "porządny dom", gdy na widowni siedział widz: nauczyciele, dalsza rodzina, koledzy z pracy. Przy pustej widowni ojciec warczał, krzyczał, czasem bił, a matka nie umiała obronić i z siebie robiła ofiarę.
Była z domu typu "to wstyd przed sąsiadami!" (hodowanie poczucia wstydu jako idealny klucz do wychowania dziewczynki), z cotygodniowym, niedzielnym spacerem w wyprasowanej sukience do kościoła. Nie za krótkiej, bo dziewczynce z dobrego domu w krótkiej nie wypada tak ogólnie, a zwłaszcza przed oblicze Matki Boskiej.
Ale tak, rodzice byli inteligentni. Wykształceni, szanowani. Nieszczególnie majętni, a więc uczciwi, jakby jedno z drugim od wieków chodziło w parze.
Wtedy, w drodze do przyjaciółki, Ola czuła, że jeśli nie stawi się w domu o określonej godzinie, będzie winna i co gorsza zrobi coś złego rodzinie. Nie rozumiała, dlaczego oczekuje się od niej zachowania, które potwierdzi na zewnątrz, że jej dom jest "dobrym domem".
Nie rozumiała, dlaczego ona i jej potrzeba pobycia z przyjaciółką jest ważna mniej od opinii sąsiadów. I czemu jej dom ciocia nazywa "dobrym", skoro ona czuje się w nim bardzo źle i najchętniej zostałaby u przyjaciółki na zawsze.
Ola

Do dziś, gdy wychodzę na nocny spacer albo wracam późno z imprezy, wraca do mnie ten tekst. Wyobrażasz sobie? Działa jak niewidzialna smycz, z której wciąż muszę się zrywać. Podobnie jak przy każdym innym zachowaniu wykraczającym poza normy domowej hipokryzji i perfekcji na pokaz. Czuję się wtedy, jakbym robiła coś złego, choć wiem, że to idiotyczne. Mimo, że jestem już dorosłą kobietą. Z niedobrego domu.


To by trzeba sprawdzić na Tinderze

– Co dla ciebie znaczy określenie "dziewczyna z dobrego domu?" – pytam.
Maja, artystka i opiekunka dzieci z niepełnosprawnościami, 24 lata: – Mnie nie obchodzi, czy ktoś jest z dobrego domu. Co to dobry dom? Rodzina inteligencka z pieniędzmi. Ja nie wiem, co to znaczy, że jesteś "dziewczyną z dobrego domu". Najlepiej byłoby na Tinderze tak napisać i zobaczyć, co się stanie.
Jakub, bajkopisarz, 31 lat: - XD.
Czytaj także:
Wojciech, pisarz, 37 lat: – Ja takich określeń nie używam. Ale jak ktoś by tak przy mnie nazwał dziewczynę, to myślę, że może mieć na myśli, że dobrze się uczy, słucha rodziców i nie rozrabia. Nie pali, nie pije, czerwony pasek, zajęcia z pianina. To może być dom tak zwanych wartości chrześcijańskich albo dom inteligencki. Najbardziej mnie ujmuje, gdy o rodzinie, w której bito dzieci, albo wydarzały się tego typu historie, sąsiedzi mówią, że to "dobra rodzina". Bo zawsze mówili "dzień dobry".
Daria
menadżerka muzyczna, 30 lat

Dziewczyna z dobrego domu to nieszczęśliwa dziewczyna bez właściwości.

Nie znalazłam osoby, która skojarzyłaby dom dobry z domem może nie bogatym, ale ciepłym; z domem na wsi albo z dobrymi emocjami, które panują w domu.

Zmarnowane życie i jedno porno

Gdy wpisuję w Google frazę "dziewczyna z dobrego domu", nie znajduję żadnej historii z happy endem. Albo filmy o dziewczynach, które lata żyły pod kloszem surowego wychowania, aż w końcu dla odreagowania rzuciły się w wir imprez i "zmarnowały sobie życie" (tzw. opowieść z morałem, tylko nie wiadomo, czy ten morał dla dziewczyny, czy dla jej rodziny); albo historie kobiety perfekcyjnej (według wzorca perfekcji rodziców i oczekiwań społecznych), która kończy życie równie nieszczęśliwie, jak zaczęła: w pustce, bez bladego pojęcia, kim jest naprawdę. Jest też masa nic nieznaczących frazesów. I jeden film porno.
Żadnych historii typu: "dziewczynki z dobrego domu" wyrastają na silne, pewne siebie, radzące sobie z zaskoczeniami losu kobiety, które mają fajne życie. Proste, przecież są z dobrego domu! Nie. Nic z tego. Najwyraźniej polski "dobry dom", chociaż nikt właściwie nie umie zdefiniować, co to znaczy, nie jest fajnym domem. I my intuicyjnie to wiemy.

Pułapka kobiety niestarej, co się dobrze zapowiada

Teoretycznie w "młodej, obiecującej kobiecie" nie ma nic złego. Pozornie nawet można by to uznać za komplement. Witold na przykład, pisarz, lat 40, sprawę widzi jasno: – To taki komplement wypowiedziany przez dziadersa.
Natomiast Słownik Języka Polskiego PWN wyjaśnia: kobieta młoda, czyli niestara, obiecująca, czyli dobrze się zapowiadająca. W praktyce jednak, "młoda obiecująca kobieta" jest kolejną krótką smyczą, którą pod przykrywką komplementu można zgrabnie manewrować.
Czytaj także:

Agata: – Gdy byłam początkującą reporterką, szefowa mojego działu, straszna baba, przedstawiła mnie naczelnej mówiąc, że jestem "obiecującą, młodą dziennikarką" i na pewno świetnie ogarnę nowy projekt. Użyła dokładnie tych słów: "obiecująca, młoda". Aż się wyprostowałam. Ona, ta czarownica, zachwala! Czyli faktycznie muszę być dobra, tak sobie pomyślałam.
Szybko okazało się, że chodzi o trzymiesięczne zlecenie, w trakcie którego Agata musiała klepać kilka newsów dziennie na stronę browaru, który zapłacił gazecie za dziennikarzy i promocję. Odwaliła robotę za cały zespół redakcyjny. Za trzy miesiące codziennej pracy, łącznie z weekendami, dostała 3 tys. złotych. Ale nie od razu. Dopiero w listopadzie, po wielu krępujących mailach wysyłanych do szefowej. Ta w końcu się na nią wydarła, przez kolejne miesiące jeszcze bardziej mobbowała, ale pieniądze przelała.
– Od początku wiedziałam, że dałam się wpakować w projekt słabo płatny i znacznie poniżej mojego poziomu zawodowego. Nie umiałam odmówić. Gdy jesteś niedowartościowana i ambitna, i usłyszysz o sobie "młoda, obiecująca", staniesz na rzęsach, będziesz pracować po nocach, żeby udowodnić (sobie? babie, która cię wrobiła?) swoją wartość. Żeby spłacić kredyt zaufania, który łaskawa szefowa lub szef zaciągnął w twoim imieniu, bez twojej chęci i woli. Dodam jeszcze, że moja była – na szczęście – szefowa do dziś uważa się za wspierającą kobiety, niezależną feministkę. A gazeta, w której pracuje, ma profil liberalno-lewicowy.
Poza prostacką manipulacją w imię wykorzystywania, pod "młodą, obiecującą" ukrywa się też presja oczekiwań.
Asia
pracowniczka korporacji, 33 lata

"Młoda, obiecująca" to pułapka. Trudna, obciążająca. Słyszysz, że ktoś w ciebie wierzy, więc musisz podołać, musisz wykonać, nie możesz zawieźć. Bo jeśli zawiedziesz, to znaczy, że ktoś postawił na złego konia. I drugi raz tego nie zrobi. Poza tym uważam, że słowo "obiecująca" wypowiedziane przez mężczyznę do kobiety w relacji zawodowej, ma kontekst seksualny. Na pewno nie chciałabym czegoś takiego usłyszeć.

Julia, PR-menadżerka, 28 lat: – Moja firma zajmuje się zwalczeniem stereotypów i presji na kobietach oraz dziewczynkach. Powiedziałabym, że "młoda, obiecująca" to kobieta grzeczna i pilna, która myśli, że w ten sposób może osiągnąć sukces. O mnie by tak nikt nie powiedział, nie byłam zbyt grzeczna i pilna. Poza tym uważam, że zwrot "młoda kobieta" sam w sobie jest protekcjonalny.
Czytaj także:

– Ale obiecująca w czym? – zastanawia się Wojtek, pisarz. – To brzmi z góry jakoś kretyńsko, poniżająco i po seksistowsku. Obiecujący, młody mężczyzna zresztą też.
"Obiecująca, młoda kobieta" ma melodię zdania prezesa o nowej pracownicy średniego szczebla, która co prawda jest bardzo inteligentna i energiczna w pracy, ale jednak jej uroda sprawia, że tak naprawdę prezes sobie myśli "fajna laska". Ale gdyby profesor na uczelni powiedział "obiecująca, młoda uczennica", to jednak brzmi już naturalnie. To mnie nie razi. Albo jak babcia w domu powie tak o dziewczynie wnuczka – może nie ma złych intencji.
"Młoda, obiecująca" jest też wykluczona. I nieszczęśliwa.
– Termin na wskroś przesiąknięty kapitalistyczno-korporacyjnym widzeniem świata – uważa Ewa, socjolożka. – Bardzo w stylu yuppies z lat 80. Obiecująca, młoda kobieta nie znaczy szczęśliwa. Nie użyjesz tego sloganu w odniesieniu do kobiety, która urodziła dziecko, ani do takiej, która spełnia się w nisko płatnym lub mało szanowanym zawodzie. Obiecująca młoda kobieta w powszechnym rozumieniu nie jest nauczycielką ani fryzjerką. Raczej menadżerką, prawniczką, analityczką, zdobywającą nagrody miesiąca pracowniczką agencji reklamowej.
A przede wszystkim: obiecująca, młoda kobieta nie jest młodą profesjonalistką, którą się ceni. Ona dopiero obiecuje. Ale może po drodze urodzi dziecko? Zwolni obroty? Zmieni priorytety? I już obiecująca nie będzie.

A może jestem ku**a arbuzem

Beznadziejnych, pustych sloganów, których jedynym zadaniem jest wpędzenie kobiety w poczucie wstydu i winy, zmanipulowanie, umniejszanie, dostosowanie do patriarchalnych norm albo "filozofii firmy", jest wielki wór. A na jego dnie zawsze leży uległość. Najważniejsza z "cnót niewieścich".
Zgodnie z obietnicą ministra Czarnka w tym roku szkolnym pojawiają się materiały dydaktyczne, które cnotę od dziecka mają kształtować. Wierszyk Ewy Skarżyńskiej "Wszyscy mnie lubią!" trafił do podręcznika dla pierwszoklasistów. A właściwie pierwszoklasistek, bo jest dedykowany tylko niewiastom. Zacytuję:
Wiersz Ewy Skarżyńskiej
"Wszyscy mnie lubią!"

To rzecz wspaniała.
Chyba się jednak
Dobrze starałam.
Chciałam,
By lubić zaczął mnie ktoś,
Więc byłam miła,
Mówiłam wciąż:
Proszę, przepraszam,
Bardzo dziękuję i uśmiechałam się,
I w ogóle.
Teraz mnie lubią
Wszyscy, więc w górę
Skaczę z radości –
Do samych chmurek!"

Obok wierszyka jest oczywiście zdjęcie szczęśliwej dziewczynki.
Wielu ludzi kultury i edukacji postanowiło napisać drugą część wierszyka. Zacytuję fragment autorstwa dziennikarki Agaty Komosy-Styczeń.
"A wątpliwości każą mi gubić
Albo dystansem, a czasem luzem
Gdy wszyscy ciągle muszą mnie lubić
To może jestem ku**a arbuzem".