Partia Kornela Morawieckiego Wolni i Solidarni powstała w 2016 roku.
Partia Kornela Morawieckiego Wolni i Solidarni powstała w 2016 roku. Fot. Jan BIELECKI/East News

– Zmartwychwstaliśmy, zaczęliśmy oficjalnie działać, jesteśmy w KRS – mówi naTemat Zbigniew Pomieczyński, który został nowym szefem partii założonej przez Kornela Morawieckiego. Po śmierci ojca premiera ugrupowanie przestało istnieć, rozpadło się też koło poselskie w Sejmie. – Reaktywowaliśmy partię, chcemy, żeby koło też zmartwychwstało. Jesteśmy w bojowych nastrojach – twierdzi.

REKLAMA
Przypomnijmy. Wolni i Solidarni – tak nazywała się prawicowa partia Kornela Morawieckiego, której powstanie ogłoszono w kwietniu 2017 roku. – Chcemy być konstruktywną, twórczą opozycją. Nie chcemy być opozycją totalną. Będzie to oczywiście konkurencja dla Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, ale również dla Prawa i Sprawiedliwości – zapowiadał ojciec premiera.
Partia przybrała taką samą nazwę jak koło poselskie, które po wyjściu z ugrupowania Kukiz '15 założył Kornel Morawiecki. – Chcemy stworzyć konkurencję, która będzie miała udział dla władzy, a jeśli będziemy silni – która będzie rządzić Polską – tak ją przedstawiał.
Szybko wzięli się za tworzenie lokalnych struktur. Morawiecki senior zaczął jeździć po Polsce, trwała agitacja w internecie. A lokalni szefowie mówili o bardzo dużym zainteresowaniu.
– Zgłaszają się do nas dyrektorzy firm, lekarze, adwokaci, profesorowie, fachowcy, są też studenci. To ludzie znani, cenieni i cieszący się powszechnym szacunkiem. Ale nie da się też ukryć, że osoba Kornela Morawieckiego przyciąga do nas ludzi – opowiadał nam w 2018 roku Zbigniew Pomieczyński, ówczesny koordynator w województwie zachodniopomorskim.
Czytaj także:
Jednak o partii słychać też było z innego powodu – gdy w 2018 roku mieli próbować zarejestrować listę wyborczą z podpisami poparcia zmarłych osób.

Reaktywacja Wolnych i Solidarnych

Po śmierci Kornela Morawieckiego o partii zrobiło się cicho, rozpadło się też koło parlamentarne, w którym była m.in. posłanka Małgorzata Zwiercan.
– Przez dwa lata toczyliśmy spory sądowe, był jeden kurator, potem drugi. Ale wreszcie reaktywowaliśmy partię. Jak ludzie się dowiedzieli, że zmartwychwstała, od razu zaczęły się telefony. Przewodniczący zarządu Jan Miller mówił mi, że codziennie miał po 120 telefonów i nie ma na nic czasu. Zgłaszają się dawni posłowie z bardzo różnych partii. Sam prowadziłem rozmowy z politykiem z PO. Każdy myślał, że partia się nie odtworzy. A odtworzyła się. Wszyscy są zaskoczeni, że ją reaktywowaliśmy – mówi dziś naTemat Zbigniew Pomieczyński, od niedawna nowy przewodniczący Rady Krajowej Wolnych i Solidarnych.
Krajowy Zjazd członków odbył się 26 września w Warszawie, wtedy wybrano nowy zarząd i jego jako lidera. Przyjęto też jedno z założeń partii, które – jak stwierdzono – ma być dla nich drogowskazem społecznym:

"Dość kłótni i nienawiści miedzy Polakami. Polska to nasza wspólna Ojczyzna. Wszyscy, którzy czujemy się prawdziwymi obywatelami i patriotami, w imię miłości i odpowiedzialności odrzućmy ambicje i żądze władzy, a powalczmy razem o lepsze jutro, tej naszej umęczonej ale i ukochanej Ojczyny”.

– Obiecałem to Kornelowi przed śmiercią. To on poprosił mnie o kierowanie partią. Nie bardzo byłem zainteresowany, ale ponieważ obiecałem, to słowo droższe od pieniędzy. Poczułem, że to jest mój normalny, ludzki obowiązek. Chciałbym chociaż przez kilka miesięcy z powrotem wyprowadzić partię na dobre tory. A potem niech młodsi działają – mówi Zbigniew Pomieczyński.
logo
Fot. Wolni i Solidarni/Zbigniew Pomieczyński
Wspomina, że Kornel Morawiecki zadzwonił do niego w nocy 17 września. – Powiedział: "Już jestem". Zażartowałem: "To już bramę mam otwierać?". Odpowiedział, że jest w szpitalu. Wtedy poprosił mnie, żebym poprowadził partię. Zapytałem, co mam robić. Odparł: "Jesteś wolny i solidarny. Ja mam pełne zaufanie do ciebie". Powiedziałem: "Przyjadę jutro albo najlepiej, jak dobrze się poczujesz, to zadzwoń, wtedy przyjadę. Może trzeba notariusza, chciałbym to mieć na piśmie". Ale, niestety, to była nasza ostatnia rozmowa – mówi.
Kornel Morawiecki zmarł 30 września.

Odtwarzają struktury

Nasz rozmówca opowiada, że na razie skupili się na odtworzeniu struktur i odzyskaniu biur. Mówi wręcz o tworzeniu profesjonalnej armii politycznej.
– Tworzymy partię od nowa. Łatwość polega na tym, że mieliśmy struktury, które były uśpione, ale są już reaktywowane w każdym województwie. Myślę, że w województwie zachodniopomorskim w tej chwili mamy chyba większą partię niż SLD. Po Morawieckim zostali porządni ludzie, którzy mieli zaufanie do Polski walczącej i Solidarności, a w tej chwili szukają dla siebie miejsca. Na pewno jeszcze pokażemy, gdzie raki zimują. Prowadzimy rozmowy z czterema osobami w sprawie utworzenia koła poselskiego, ale nie mogę zdradzić nazwisk – zapowiada.
Czy dołączą do klubu PiS? – Chcielibyśmy, żeby powstało koło. Nie myślimy, żeby do kogoś dołączać. O współpracy możemy rozmawiać, ale zależy, jak będą nas traktować. Czekamy na ciekawe oferty. Już je mamy, tylko musimy wybrać najciekawsze. Nie chcemy być piątym kołem u wozu – twierdzi.
Przypomina, że ojciec premiera nie chciał wejść do PiS, ale chciał współpracować ze względu na syna. Przyznaje też, że ma już wyznaczone spotkanie z Mateuszem Morawieckim.
– Z uwagi choćby na śp. Kornela bardziej chcemy raczej pomóc premierowi niż mu zaszkodzić. Ale on jest właścicielem swojego losu. Jak będzie chciał to tak, jak nie to trudno. Myślę, że możemy zamieszać w polityce – mówi.
O programie jednak nie chce jeszcze mówić. Twierdzi, że głos będą mieli ludzie, co dalej. – Nie chcę być wodzem. Jestem tylko przewodniczącym, a nie carem i Bogiem, żeby ludziom coś kazać. Hasło Kornela Morawieckiego zawsze było takie, że jesteśmy wolni i solidarni i każdy ma prawo myśleć to, co chce. Będę pytał ludzi, co myślą, będziemy solidarni z większością – mówi.
Pytam jednak, jakie ma stanowisko w sporze rządu z UE. – Powinniśmy i musimy być w UE. Prawie 90 proc. społeczeństwa opowiada się za. Nie będziemy płynąć pod prąd, bo to nie ma sensu – reaguje.
Czy poszedłby na noże z UE? – W życiu – odpowiada.
W ogóle jak ocenia politykę obecnego rządu? – Bardzo ciężko, to trudne do przełknięcia. Ale jak ludzie zadecydują, że trzeba współpracować, to tak będzie, a jak nie, to nie – tak uważa.