
Zapytaliśmy polityków Prawa i Sprawiedliwości o to, co myślą o wiceministrze sportu Łukaszu Mejzie, wokół którego piętrzą się kolejne afery. Rodzice ciężko chorych dzieci oskarżają go o oszustwo, politycy o fałszowanie podpisów, a były wspólnik o nieuczciwość. Co na to posłowie?
REKLAMA
Zdegustowany agnostycyzm – tak w skrócie można określić stosunek posłów PiS do kolejnych informacji o wiceministrze sportu Łukaszu Mejzie, które ujawnia Wirtualna Polska.
Zdegustowany – bo politycy nie kryją, że czują odrazę choćby na myśl o zwodzeniu rodziców nieuleczalnie chorych dzieci wizją pseudoterapii. Agnostycyzm – dlatego, że posłowie mówią, że nie wiedzą, czy i co w zamieszaniu wokół Mejzy jest prawdą, a co nie. Nie ufają bowiem mediom.
Co powinien zrobić rząd? Czy dymisja Mejzy jest realna, skoro bez niego topnieje już i tak krucha większość Zjednoczonej Prawicy w Sejmie? Oto co posłowie PiS powiedzieli naTemat.pl.
"Czy to nie jest nagonka?"
– Medialnie sprawa wygląda dla nas bardzo źle – przyznaje jeden z kilku członków klubu Prawa i Sprawiedliwości, z którymi rozmawiamy.
Poseł sam nie wie, co ma myśleć o tym, co się dzieje wokół wiceministra, który do rządu Mateusza Morawieckiego trafił w październiku z rekomendacji Adama Bielana, prezesa koalicyjnej Partii Republikańskiej.
– Z jednej strony coś jest na rzeczy. Z drugiej: czy to nie jest nagonka? Nie wiem – zastanawia się polityk.
Jego klubowy kolega z innego okręgu też nie ma jasności. – Jak o tym wszystkim czytam, zadaję sobie pytanie: czy to prawda, czy negatywna kampania, jak przeciwko prezesowi Orlenu Danielowi Obajtkowi? – mówi poseł Prawa i Sprawiedliwości.
Obaj parlamentarzyści są przekonani, że jeśli informacje podawane przez media są prawdą, to władze PiS przejdą do działania. – Nasze władze zapowiedziały, że będą się przyglądać sprawie – relacjonuje jeden. – Władze partii szybko podejmują decyzje. Jeśli zarzuty wobec Mejzy się potwierdzą, konsekwencje zostaną wyciągnięte – przewiduje drugi.
Posłanka z innej części kraju też pokłada ufność we władzach Prawa i Sprawiedliwości. Sama nie ma wyrobionego zdania. – Jako politycy często ulegamy manipulacjom mediów i innych polityków. Władze niech zdecydują – oświadcza w rozmowie z naTemat.pl.
"Oczywiście, że mam z tym problem"
Kolejny poseł PiS pytany o Mejzę w rządzie nie owija w bawełnę. – Oczywiście, że mam z tym problem. To dla mnie duży dyskomfort – mówi.
Polityk nie kryje, że ma pretensje do wiceministra sportu. – Chyba lepiej by było, jakby on sam pomyślał, że robi nam kłopot. Nam wszystkim. My, jego koledzy, musimy się przez niego tłumaczyć – złości się poseł.
Członek PiS nie przesądza o tym, czy i które zarzuty formułowane wobec Łukasza Mejzy są prawdziwe, ale ma zdecydowany pogląd na to, jak powinien zachować się wiceminister.
– Gdyby mnie dotknęła taka sytuacja, to oddałbym się do dyspozycji premiera. Przecież to się kładzie cieniem na cały obóz rządzący – argumentuje.
Poseł nie ma wątpliwości, że działalność Łukasza Mejzy powinna zbadać prokuratura.
– On sam wie, jak jest naprawdę. Tak czy inaczej, powinien się podać do dymisji – przekonuje polityk.
– On sam wie, jak jest naprawdę. Tak czy inaczej, powinien się podać do dymisji – przekonuje polityk.
– Jeśli chcemy dalej rządzić, udowadniać, że jesteśmy okej, żeby nas ludzie wybierali, nie możemy mieć wokół siebie takich afer – kontynuuje poseł. Jak mówi, nie miał bezpośrednich sygnałów od wyborców, że postać wiceministra sportu im się nie podoba, ale mieć ich nie musi. – Skoro mnie się nie podoba, to wielu moim wyborcom pewnie też – tłumaczy.
Czytaj także:Posłowie PiS: Mejza jak Grodzki
Inna posłanka PiS, do której dzwonimy z pytaniem o Łukasza Mejzę od razu ucina rozmowę, mimo że zapewniamy, iż jej nazwisko nie pojawi się w tekście. – Proszę zadzwonić do biura prasowego. Ja mam takie stanowisko jak biuro prasowe – oświadcza.
Kilku posłów PiS na pytania o Mejzę reaguje odbiciem piłeczki. – Szlag mnie trafia, bo Grodzki nie podał się do dymisji. Mejza też powinien, jeśli doniesienia o nim są prawdziwe. Dla Mejzy to byłaby miazga – ocenia nasz rozmówca.
Polityk nawiązuje w ten sposób do zarzutów korupcyjnych, które prokuratura ministra Zbigniewa Ziobry chciałaby postawić marszałkowi Senatu Tomaszowi Grodzkiemu, ale nie może z powodu jego immunitetu.
Podobnie wypowiada się inna osoba. – O Mejzie w rządzie myślę to samo, co o Grodzkim na czele Senatu – mówi dobitnie poseł. Zastrzega przy tym, że za wiceministra ręczyć nie zamierza.
– Ja ani tego pana nie powoływałem, ani nie znam gościa. Wiem, kto to jest, tak jak każdy, kto śledzi media. Tyle. Jeśli doniesienia o Mejzie się potwierdzą, to największy żal miałbym do służb, że nie dopilnowały sprawy i pozwoliły go wpuścić do rządu – mówi źródło naTemat.
"Słowa nie zamieniłem"
Każdy z posłów PiS którego pytamy, zaprzecza by miał osobisty kontakt z Łukaszem Mejzą. Przypomnijmy: obecny wiceminister pojawił się w Sejmie w marcu na miejsce zmarłej posłanki Jolanty Fedak (PSL). W parlamencie zasiada więc już ponad 8 miesięcy. – Mieliście państwo kiedyś okazję zamienić choć kilka słów? Choćby w stołówce sejmowej, na korytarzu, hotelu poselskim...? – indagujemy.
Posłowie odpowiadają.
– Nie znam go. Nie spotkaliśmy się nigdy na kawie czy lunchu. Słowa nie zamieniłem.
– Chyba nie mieliśmy okazji porozmawiać.
– Ciężko byłoby mi go rozpoznać na żywo. Nigdy nie rozmawialiśmy.
– Nie znam, nie kojarzę.
To możliwe: w Sejmie jest 460 posłów, a Mejza nigdy wcześniej nie zasiadał w parlamencie. Nie każdy musi znać się z każdym. Dotyczy to zwłaszcza nowicjuszy w polityce krajowej, a właśnie taki status ma Łukasz Mejza. – On nas wspiera, ale przecież formalnie nie jest w naszym klubie. Nawet siedzimy gdzie indziej – tłumaczy jeden z naszych rozmówców.
"Niefortunna decyzja"
Jeden z najważniejszych członków klubu PiS – podobnie jak koledzy – mówi naTemat.pl, że nie wie, czy doniesienia o Łukaszu Mejzie są prawdziwe, skoro wiceminister stanowczo im zaprzecza. Ma jednak pewność co do jednej kwestii.
– Decyzja o powołaniu go była niefortunna. Wszystkie niejasności trzeba do końca wyjaśnić. Na szczęście stanowisko wiceministra sportu nie jest szczególnie eksponowane, a pan Mejza nie ma dostępu do informacji ściśle tajnych – mówi polityk.
Podkreśla, że współczuje rodzicom nieuleczalnie chorych dzieci, którzy mieli być zwodzeni przez Mejzę wizją kosztownych pseudoterapii. – Optymalną rzeczą byłoby, gdyby pan Mejza rozważył podanie się do dymisji – podsumowuje.
Napisz do autorki: anna.dryjanska[at]natemat.pl
