Ryszard Terlecki uważa, że Łukasz Mejza jest w gruncie rzeczy już odwołany.
Ryszard Terlecki uważa, że Łukasz Mejza jest w gruncie rzeczy już odwołany. Fot. Tomasz Jastrzebowski/Reporter

– Wiceminister sportu Łukasz Mejza w gruncie rzeczy jest już odwołany, sam się odwołał – powiedział w poniedziałek wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. To reakcja polityka PiS na piątkowe oświadczenie Mejzy, który powiedział, że "zawiesza swój udział w pracach" Ministerstwa Sportu.

REKLAMA
Przypomnijmy, że według doniesień Wirtualnej Polski wiceminister sportu i członek Partii Republikańskiej Łukasz Mejza miał czerpać korzyści majątkowe na oferowaniu niesprawdzonej terapii na nieuleczalne choroby.
Mowa między innymi o autyzmie, Parkinsonie, Alzheimerze, nowotworach, czy też stwardnieniu rozsianym. Działalność miała prowadzić spółka Vinci NeoClinic. Za "leczenie" pobierano blisko 80 tys. dolarów. W oświadczeniu dla mediów Mejza zapewnił, że nie czerpał środków za oferowanie niesprawdzonych terapii.
Kontrowersje w końcu zaczęły jednak ciążyć partii rządzącej. Zresztą sam Mejza poinformował w piątek, że "zawiesza swój udział w pracach" MSiT. Wystąpił też do marszałek Sejmu "o urlop od wykonywania obowiązków poselskich".
Do jego sytuacji w poniedziałek odniósł się również wicemarszałek Sejmu i szef klubu PiS Ryszard Terlecki. W Sejmie dziennikarze pytali go o to, co z urlopem poselskim wiceszef MSiT. – Trzeba pytać pani marszałek, bo to ona podejmuje decyzje – stwierdził Terlecki.
Jednak dopytywany, dlaczego pozwolono Mejzie na takie ruchy, jak urlop, zamiast go odwołać, odparł, że "w gruncie rzeczy już jest odwołany, tylko sam się odwołał".
Na uwagę, że takie konsekwencje wobec niego są jednak trochę błahe, zauważył, że "zarzuty wobec osób na przykład w Senacie są poważniejsze niż wobec Mejzy". – Więc nie przesadzajmy – skwitował.

Posłowie opozycji przeprowadzili kontrolę w MSiT

Dodajmy też, że w niedzielę posłowie Anita Kucharska-Dziedzic i Maciej Kopiec informowali, iż przeprowadzili kontrolę w Ministerstwie Sportu. Celem było sprawdzenie, jakie obowiązki realizuje Łukasz Mejza. O skutkach pracy członka Partii Republikańskiej poinformowała Magdalena Biejat w "Kawie na ławę".
– Nie podpisał i nie wytworzył żadnych dokumentów mających jakiekolwiek merytoryczne znaczenie dla ministerstwa, a jedyne dokumenty, jakie podpisywał w ministerstwie to były paski płacowe oraz pozwy przeciwko dziennikarzom – relacjonowała parlamentarzystka Razem.
O kolejnym efekcie kontroli na antenie Radia Zet poinformował Włodzimierz Czarzasty. – Pan Mejza był w pracy raz od początku, kiedy został powołany na wiceministra – przekazał. Wicemarszałek podkreślił jednak, że ministerstwo mogło podać posłom nieprawdziwe dane.

Posłowie składają też zawiadomienie do prokuratury

Przypomnijmy, że działania Kucharskiej-Dziedzic i Kopca nie skończyły się na kontroli w resorcie. Posłowie złożyli dwa zawiadomienia do prokuratury, wnosząc o śledztwo w sprawie działalności spółki Vinci NeoClinic oraz domniemanego fałszowania podpisów poparcia dla komitetu Roberta Gwiazdowskiego w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Czytaj także:
Zbigniew Ziobro podczas sobotniej konferencji prasowej zapewniał, że każde pismo w sprawie Łukasza Mejzy zostanie wnikliwie zbadane przez śledczych. – Na pewno nie będą one (działania – red.) prowadzone w sposób, który mógłby budzić wątpliwości co do tempa tych prac na tle wielu innych spraw, które do prokuratury trafiają – zapewniał minister sprawiedliwości.

Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut