
Publikacja o trotylu na wraku tupolewa wciąż odbija się medialną czkawką. Grzegorz Hajdarowicz postanowił w końcu zareagować na internetowe wystąpienia Tomasza Wróblewskiego, w których były redaktor naczelny opisuje kulisy powstawania tekstu o trotylu. W specjalnym dodatku do "Rzeczpospolitej" wyjaśniono cały proces, przez jaki przechodzą publikacje w gazecie.
Grzegorz Hajdarowicz, prezes "Presspubliki", wydawcy "Rzeczpospolitej" wciąż naprawia szkody wyrządzone publikacją o trotylu na wraku Tupolewa, autorstwa Cezarego Gmyza. W efekcie awantury Zwolnieni zostali: Gmyz, redaktor naczelny Tomasz Wróblewski, szef działu krajowego dziennika-Mariusz Janiszewski oraz, nie wiedzieć czemu, jeden z wicenaczelnych, w momencie publikacji przebywający na urlopie - Bartosz Marczuk.
"Rz" zamieściła cały dodatek, wyjaśniający po kolei jak wygląda proces publikacji tekstu – od strony dziennikarza, redakcji, wreszcie wydawcy. Oczywiście, sporą część tych wyjaśnień zajmuje stanowisko prezesa "Presspubliki".
Grzegorz Hajdarowicz odbija zarzuty Tomasza Wróblewskiego. W oświadczeniu przyznaje, że Polacy powinni poznać wszystkie okoliczności "feralnej publikacji". Przypomina, że zaoferował Wróblewskiemu posadę naczelnego nie bez przyczyny. Były naczelny zdaniem szefa "Presspubliki" miał rozumieć konieczność modernizacji umierających mediów papierowych. Hajdarowicz dodał, że wielu komentatorów zapomina, iż Wróblewski był również wiceprezesem zarządu "Presspubliki", a tym samym "stał się wydawcą".
Hajdarowicz przyznał, że to właśnie dlatego nie pytał o tematy tekstów publikowanych w "Rz". Obdarzył zaufaniem Wróblewskiego, lecz za tym zaufaniem, zdaniem prezesa, szła odpowiedzialność byłego naczelnego.
Grzegorz Hajdarowicz
prezes "Presspubliki"
Grzegorz Hajdarowicz dodaje, że na ostatnim spotkaniu członków zarządu Wróblewski zapewniał go, iż tytuł artykułu będzie adekwatny do treści. Zaznaczył, że prosił byłego naczelnego, by nie publikował żadnych oświadczeń, tylko poczekał na więcej informacji. Tymczasem Tomasz Wróblewski opublikował oświadczenie, z którego po dwóch godzinach zniknęły słowa "pomyliliśmy się". Hajdarowicz tłumaczy, że decyzję o publikacji oświadczenia podjął sam Wróblewski, a nie anonimowy pracownik, o którym były redaktor naczelny wspomina w swoim internetowym wystąpieniu do Polaków.
Przeczytaj też: Po trotylu nawet na świecie zaczęli wierzyć w zamach? Polska za granicą to dziś Smoleńsk i zamieszki
Hajdarowicz dodał, że rozprawa w sądzie przegrana przez gazetę nie jest najgorsza. Przebija ją zdecydowanie utrata wiarygodności.
Grzegorz Hajdarowicz
prezes "Presspubliki"
Hajdarowicz w swoim oświadczeniu tłumaczy, że nie próbuje w ten sposób ograniczyć niczyjej wolności słowa.