Obrona Kijowa. Nagranie, które okrąża sieć pochodzi z 2014 roku
Obrona Kijowa. Nagranie, które okrąża sieć pochodzi z 2014 roku Fot. Twitter

Po nocnych walkach w Kijowie zaczęto pokazywać nagrania, na których rosyjskie czołgi stają w ogniu. Wszystko za sprawą mieszkańców, którzy mieli zaatakować wroga koktajlami Mołotowa. Okazuje się, że nagranie pochodzi jednak z 2014 roku.

REKLAMA

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google.

  • Minął drugi dzień inwazji Rosji na Ukrainę. W sobotę nad ranem w mediach ukazało się nagranie, które miało przedstawiać, jak część ludności cywilnej broni Kijowa
  • Na krótkim filmiku widzimy obywateli obrzucających w czołgi koktajlami Mołotowa. Eksperci wykazali, że materiał nie przedstawia wydarzeń z nocy z 25 na 26 lutego
  • W mediach rozpowszechniano także fałszywe informacje o złożeniu broni przez stronę ukraińską. Wołodymyr Zełenski z rządem wciąż kontynuują obronę kraju
  • Kijów. Nagranie z obrzucania rosyjskich czołgów koktajlami Mołotowa pochodzi z 2014 roku

    Na przedstawianych ujęciach słyszymy okrzyki Ukraińców, a także widzimy, jak czołgi rosyjskie próbują przejechać przez Kijów. Fala koktajli Mołotowa skutecznie uniemożliwia żołnierzom sforsowanie trasy. .

    Wiarygodność powszechnie udostępnianego materiału zweryfikowała redakcja Konkret24. Jak się okazało, pochodzi on z 2014 roku i przedstawia wydarzenia z Majdanu Niezależności.

    Jeszcze 24 lutego poinformowaliśmy w naTemat o metodach weryfikowania informacji o agresji Rosji na Ukrainę. Uważajmy na serwisy, które nie operują autoryzowanymi wypowiedziami, konkretnymi danymi lub statystyką oraz przekazują wiadomości z nieoficjalnych źródeł.

    "Z wszelkich doniesień wynika, że Polska jest krajem bezpiecznym. Warto więc nie dokładać swojej cegiełki do dezinformacyjnej wojny i przemyśleć to, co umieszczamy oraz co sami czytamy w internecie" – napisała dla naTemat Agnieszka Miastowska.

    Kolejnym fake newsem są doniesienia o kapitulacji oraz ewakuacji Wołodymyra Zełenskiego z kraju. Polityk zapewnił, że wciąż stacjonuje w Kijowie. Miasta nie opuścił także jego mer Witalij Kliczko oraz najważniejsi przedstawiciele rządu.

    – Bronimy naszego kraju, naszej ziemi, przyszłości naszych dzieci. Kijów i kluczowe miasta wokół stolicy są kontrolowane przez naszą armię – ogłosił prezydent Ukrainy. Polityk odrzucił propozycję USA ws. bezpiecznego opuszczenia własnego państwa. Jak miał wyjaśnić, "potrzebuje amunicji, nie podwózki".

    26 lutego wiceminister obrony Ukrainy, Anna Malar poinformowała o stratach, jakie od czwartku poniosła Rosja, decydując się na inwazję. Wróg stracił 14 samolotów, 8 helikopterów, 102 czołgi oraz pół tysiąca pojazdów wojskowych. W wyniku starć zginęło 3,5 tysiąca rosyjskich żołnierzy. Kolejnych 200 zostało pojmanych.

    Władimirowi Putinowi nie udało się złamać obrony Kijowa tej nocy. Wciąż jednak nie wiadomo, co przyniosą kolejne dni.

    Czytaj także: