Kibice Wisły Kraków nie potrzebują Messiego. Bo jest Daniel Sikorski - najlepszy napastnik Polski.
Kibice Wisły Kraków nie potrzebują Messiego. Bo jest Daniel Sikorski - najlepszy napastnik Polski. fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Daniel Sikorski dowiedział się w niedzielę, że skoro gra w Wiśle, to niepotrzebny jej Lionel Messi. Gdy Marcin Mięciel grał słabo w Legii, mógł nasłuchać się z trybun, że mogłaby za niego wejść Manuela. Tak, ta z "Big Brothera". A wszystko to z ust własnych kibiców. Ludzi, którzy już nie tylko wulgarnie obrażają swoich piłkarzy. Jakiś czas temu odkryli nową metodę. Odkryli szyderę.

REKLAMA
Sikorski - napastnik krakowskiej Wisły - jest od niedzieli na ustach piłkarskiej Polski. Nie, nie dlatego, że był bohaterem meczu ze Śląskiem. Wszedł na końcówkę spotkania i niczym się nie wyróżnił. Chodzi raczej o to, że niemal tylko jego dopingowali przez 90 minut kibice. Siedział chłopak na ławce i słyszał fanów, skandujących "Daniel Sikorski - najlepszy napastnik Polski", albo "Daniel Sikorski gwarancją mistrzostwa Polski". I tym podobne. Było jeszcze: "J… Messiego, my mamy tu Sikorskiego".
Kibice i tak potraktowali ich lekko
Opinie o zachowaniu kibiców są różne. Jednym ich występ się bardzo spodobał, drudzy - jak Przemysław Rudzki w magazynie "Liga+Extra" - stwierdzają, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Jakub Olkiewicz, dziennikarz serwisu Weszło.com, należy do pierwszej z tych frakcji. - Na pewno kibice nie przesadzili. Co więcej, uważam, że kibiców i piłkarzy potraktowali bardzo lekko. Przede wszystkim byli na meczu. A mogli przecież odpuścić i w ogóle zostać w domu. Poza tym im nie chodzi tylko o słabą grę Wisły. Swoje zrobiły też źle przez kibiców odbierane działania zarządu - mówi Olkiewicz w rozmowie z naTemat.
Daniel Sikorski - najlepszy napastnik Polski!

Wielu ludziom nie podoba się to, że za wszystko oberwało się jednej osobie. W dodatku człowiekowi, którym w danym momencie siedział na ławce. Który nie mógł odpowiedzieć na boisku dobrym zagraniem. Na meczu był Michał Trela, nasz bloger. Zaraz po nim napisał tekst, w którym opisał całe zdarzenie. Andrzej Sikorski napisał pod tekstem taki komentarz, o zachowaniu kibiców: "Tendencyjne, chamskie i niesprawiedliwe - Daniel to polska liga. Nie podoba się? To zacznijcie chodzić na zawody pływania synchronicznego, nie pakujcie im kasy, to piłkarze zaczną mniej zarabiać i główki ochłoną".

"Baj, baj maszkaro"

Olkiewicz trochę nie rozumie takiego podejścia. Poza tym sugeruje, że kibice w tego typu sytuacjach zawsze szukają jakiegoś symbolu. I adresatem szydery staje się często jednostka. W takim ŁKS-ie za wszystko dostawał swego czasu Marcin Klatt. Intonowano nawet przyśpiewkę: "Zagraj, zagraj, tak jak Marcin Klatt", na melodię znaną z chociażby "Nasza Legia najlepsza w Polsce jest".
Marek Wawrzynowski,
komentarz pod tekstem Michała Treli:

Wszyscy pewnie wiedzieliśmy, że Daniel Sikorski nie jest napastnikiem na poziomie Wisły, a teraz dodatkowo wiemy, że autora cieszy, kiedy banda drechów wyżywa się na piłkarzu.


Albo inna postać związana z Łodzią. Bartłomiej Grzelak kiedyś grał w ŁKS-ie, potem trafił do lokalnego rywala i zaczął się uważać za lojalnego widzewiaka. A tu bach - idzie do Legii. Gdy z warszawskim klubem przyjechał na ŁKS grać mecz Pucharu Ekstraklasy, widownia sobie poużywała. Było lżenie, bo takim czymś jest okrzyk "Goździkowa przypomina, Grzelak kawał skurw…". Ale była też szydera. "Grzelak?" - intonowała jedna trybuna. A druga odpowiadała: "Baj, baj maszkaro". To cytat z "Włatcy móch" - kultowa kwestia, wypowiadana przez Czesia.
Jeżeli kibice chcą komuś dogryźć, owszem, częściej go obrażają. Werbalnie, bluzgając. Czy to piłkarza rywala, trenera, sędziego. Jednak jest to też środowisko, które od dawna wykazuje się kreatywnością. Ironią, dowcipem. - Kiedyś nie było tych wszystkich opraw, flag i zorganizowanych śpiewów. Pamiętam, jak kiedyś poszedłem na mecz będąc małym dzieckiem. Siedziałem w sektorze obok 50-latków i ci ludzie rzucali takie teksty, że współczesne polskie kabarety mogą się schować - wspomina Olkiewicz.

Opole, ulica Alternatywy 4

Przykład pomysłowości? Proszę bardzo, Opole. Miejscowa Odra gra ze Skalnikiem Gracze. Kibiców mało, ale jakoś dziwnie podzielenie, na grupki po 5-6 osób. Trzymają transparenty, a na nich napisy: "kącik szachowy", "kącik wędkarski", "kącik gier planszowych". Jest też kącik chóru. Wszystko jak w kultowym serialu "Alternatywy 4", a przekaz ma pójść jasny i zarazem pełen ironii: wszystko jest w jak najlepszym porządku, nad wszystkim czuwa gospodarz domu. W serialu gospodarzem był grany przez Romana Wilhelmiego Stanisław Anioł. Tu, we współczesnej polskiej piłce, jego odpowiednikiem stał się Donald Tusk, którego poszczególne decyzje nie spodobały się w środowisku kibiców.
Odra gra ze Skalnikiem Gracze, na trybunach happening:

W "Alternatywach" jedną z ról grał Jerzy Kryszak. Satyryk, zarazem wielki kibic futbolu. Dzwonię do niego, wymieniam kolejne okrzyki padające z krakowskich trybun, wreszcie - pytam, co sądzi o kibicach-szydercach. - Jeżeli oni krzyczeli, że Sikorski ma wejść na boisko, to znaczy, że ingerują w funkcjonowanie klubu. Dla mnie to jest taka próba wychowania piłkarzy, zresztą ci sami ludzie potrafią też rzucać wyzwiska w stronę swoich piłkarzy. A że robią to tak niby szyderczo? W białych rękawiczkach? To mała różnica. Tak czy siak ma to mało wspólnego z dopingiem - tłumaczy Kryszak.
Kryszak: - kluby w ręce kibiców
Rzuca też pewien pomysł. Dość rewolucyjny. Sugeruje, by oddać kluby w ręce kibiców. - Może poczuliby się wtedy bliżej swojej drużyny? Zrozumieliby jakie problemy mają piłkarze i w ten sposób zaczęliby się zachowywać trochę inaczej? - zastanawia się Kryszak. Ciężko wyczuć na ile kpi, a na ile mówi poważnie. Co ciekawe, takie kluby już są. Z tych w miarę znanych Odra Wodzisław, KSZO Ostrowiec czy Górnik Łęczna. Wszystkie zarządzane są przez kiboli z młyna, utrzymywane z ich pieniędzy. I większość z nich radzi sobie dobrze lub bardzo dobrze.
W swoich szyderczych hasłach kibice lubią nawiązać do kultury. Raczej tej niższych lotów. Pisaliśmy niedawno w naTemat o popularnej piosence discopolowego zespołu Weekend, która w ostatnim czasie podbija ekstraklasę. W niedzielę w szlagierowym meczu Lech podejmuje Legię, a kibice gospodarzy pokazują transparent, z napisem: "Ona tu jest. I tańczy ze mną". Zatańczyła nieźle. Po półgodzinie gry Legia wygrywała 3:0 i było po meczu.
Albo niedawny mecz ŁKS-u z Termalicą Nieciecza. Piłkarze toczą bój na boisku, a na trybunach prym wiedzie 'Ogórek, ogórek, ogórek". A zaraz potem "Majteczki w kropeczki'. Olkiewicz: - To jest też forma sparodiowania pewnego gatunku kibiców. Takich sezonowców, czyli ludzi, którzy stają się wielkimi fanami polskiej siatkówki, wcześniej kibicują Kubicy, a jeszcze wcześniej są fanami Adama Małysza. Bezustanny kulturalny doping, do tego muzyka disco polo, czasem zaintonowanie "W stepie szerokim". Właśnie takie swojskie klimaty kojarzą się z tak chwaloną przez media siatkarską atmosferą.
Kibice na meczu ŁKS - Termalica:

Manuela za Mięciela
Niedawno przeczytałem biografię Wojciecha Kowalczyka, w której były piłkarz opisuje, jak grał w Legii i dla klubu nastały ciężkie czasy. Wyników nie było, piłkarze grali słabo, kibice się wściekali. I poszli w szyderę, której ofiarą stał się napastnik Marcin Mięciel. Traf chciał, że akurat rekordy popularności biła pierwsza edycja programu Big Brother. A tam w domu przebywała pewna wyrazista i dobrze zbudowana postać. Mięciel traci piłkę? Próbuje strzelić przewrotką, nie wychodzi mu i efekt jest komiczny? Widownia na Łazienkowskiej reagowała równie komicznie. Intonowała: "Manuela za Mięciela!"
- Manuela za Mięciela? - śmieje się Kryszak. I dodaje: - To jest znakomite. W tym widzę mniej jadu, a więcej poczucia humoru.
Pewnie jesteście ciekawi, jak na szyderę reagują piłkarze i trenerzy. Szkoleniowiec Wisły Kraków Tomasz Kulawik po meczu ze Śląskiem nie chciał komentować zachowania kibiców. Co innego kapitan zespołu Cezary Wilk, który stwierdził, że piłkarze tak naprawdę sami sobie zgotowali ten los.
Olkiewicz: - I to jest właściwe podejście. Ci, którzy w lidze grają już parę lat, dobrze znają specyfikę trybun i nie powinni mieć żalu. Zresztą Wisła jest w ogóle szczególnym przypadkiem. Przecież oni na początku sezonu grali przeciwko swojemu trenerowi, czyli tym samym na szkodę swojego klubu. I niektórzy się nawet z tym nie ukrywali. A to jest coś, czego kibic nie wybacza. Nigdy.