
24 lutego 2022 to jeden z TYCH dni. Był 11 września, był Smoleńsk, teraz jest dzień wybuchu wojny rozpętanej przez Rosję. Każdy zapamięta, gdzie był, co robił i jak dowiedział się o konflikcie, który zatrząsł w posadach różową rzeczywistością, w której żyliśmy przez ostatnie lata. Dziś mija już równo miesiąc od startu wojny. Oto 10 rzeczy, których przez te 30 dni nauczyliśmy się o Polsce i świecie.
Miesiąc to "tylko" czy "aż"? Dla mnie "aż", bo nagle okazuje się, że konflikt, który jeszcze miesiąc temu był szokiem dla wszystkich, dziś jest czymś, z czym jako społeczeństwo okrzepliśmy. Nie pogodziliśmy się, nie zaakceptowaliśmy, ale – jak organizm, którzy przyzwyczaja się do najgorszej choroby – też się przyzwyczailiśmy. To niebezpieczne, bo stąd prosta droga do zobojętnienia, życia równolegle, a może nawet zapomnienia.
Ostatni miesiąc pokazał jednak sporo rzeczy, niektórych z nich jeszcze niedawno byśmy się nie spodziewali. Oto subiektywna dziesiątka z ostatnich trzydziestu dni.
1. Rosyjska armia to wydmuszka
Jeden z największych mitów, który towarzyszył przez lata Polakom. Tak właściwie jako o micie możemy mówić o tym dopiero teraz, bo do czasu wybuchu wojny wszyscy traktowali to jako niezaprzeczalny fakt. Wyobrażenia o potędze rosyjskiej armii, która z powierzchni ziemi zmiata każdego przeciwnika i nie bierze tego, co chce, tylko dzięki swojej łaskawości, można – na szczęście – włożyć między bajki. To właściwie jeden z niewielu plusów całej sytuacji, brutalny reality check dla rosyjskiego wojska, z którego dziś śmieje się cały świat. I dzięki Bogu. Starcie Dawida z Goliatem na żywo, w którym przestarzała armia rosyjska jest dziesiętkowana.
2. Solidarność Zachodu
A to z kolei kolejny mit, ale głównie wśród Rosjan lub euroscepytków. Że Unia Europejska i NATO to wyimaginowana wspólnota, że nic już ich nie łączy, że nie ma mowy o solidarności, bo pieniądz i biznes z Rosjanami zwycięży, a jakiekolwiek zabezpieczenia i solidarność może i są, ale jedynie na papierze. Tymczasem odpowiedź państw zachodnich, choć bez bezpośredniego zaangażowania militarnego, jest potężna. Błyskawicznie wprowadzone sankcje na niespotykaną wcześniej skalę pokazują, że "pogłoski o śmierci Zachodu były przesadzone". I przyznam szczerze, że zrobiło mi się jakoś lżej na sercu, gdy to zobaczyłem.
3. Polska siła
I to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Z dumą i wzruszeniem patrzę na pomocowe pospolite ruszenie, które nastąpiło właściwie bez chwili zastanowienia. Skala pomocy Ukraińcom, głównie na poziomie ludzkim, jest niesamowita. Pomagają zwykli ludzie, pomagają firmy. Każdy dokłada cegiełkę i jeśli dzięki komuś nie mamy w Polsce właśnie (jeszcze?) kryzysu uchodźczego, to tylko dzięki "zwykłym ludziom". Cudowny, może nawet trochę naiwny, przykład, że dobro zwycięża i wraca.
4. Wojna polsko-polska nie musi trwać
Ten punkt nierozłącznie wiąże się z poprzednim. Miałem wrażenie, że na te kilka tygodni w tej całej wojennej zawierusze, gdzieś na bok odeszła polsko-polska wojna, która niczym choroba od lat toczy nasz kraj. W ferworze pomocy nie było podziału na "my" i "oni", nie miało znaczenia czy jesteś siaki i owaki, czy za Kaczyńskim, czy za Tuskiem. Na takim zwykłym, międzyludzkim poziomie liczyło się coś innego: wspólny cel i pomoc. Cieszę się, że mogłem to zobaczyć, choć myślałem, że już nie będę miał okazji. Szkoda tylko, że z takiego powodu.
5. Za to TVP w obecnym kształcie trwać powinno przestać
Nie wytrzymali długo, wili się, myśleli, aż wymyślili. Propaganda antyTuskowa w najgorszym wydaniu. Do czasu wybuchu wojny Tusk był zły, bo niemiecki i na pasku Berlina. Od wybuchu wojny nagle jest zły, bo rosyjski i na pasku Putina. Obrzydliwie sugestywne materiały na poziomie rodem z – nomen omen – rosyjskich mediów propagandowych.
6. Wojna toczy się równolegle w internecie i akurat tam Ukraina ją wygrywa
Jeśli ktoś do tej pory miał jakieś wątpliwości w kwestii tego, ile propagandy jest w internecie i jaką rolę odgrywa, ta wojna powinna rozwiać jakiekolwiek wątpliwości. Nawet gołym i niewprawionym okiem widać, które wiadomości są po czyjej linii. Cieszy natomiast fakt, że ludzie może nie masowo, ale na pewno bardziej niż do tej pory, są tego świadomi. Sami kontrolują się i asekurują czytając czy podając dalej wiadomości i newsy.
Wprawne oko zauważy też, że propagandowo na tej wojnie w internecie Ukraina wręcz miażdży Rosjan. Ukraińcy właściwie przejęli narracje w sieci. W tym wszystkim warto jednak pamiętać, że nie wszystkie podejrzanie pozytywnie wiadomości muszą być prawdziwe. Ale jeśli poprawia to morale Ukraińców, a osłabia Rosjan, to Ukraińcom pozostaje tylko pogratulować. Rykoszetem dostali jednak też Polacy, pamiętacie kolejki na stacjach benzynowych i puste bankomaty? Panika nie podsycała się przypadkiem.
7. Stabilny świat, który znamy może zawalić się w ciągu jednej nocy
I to nie jest przenośnia. My na szczęście poczuliśmy to tylko pośrednio. Różowa bańka, w której żyliśmy sobie przez lata pękła brutalnie i natychmiastowo. Nagle okazuje się, że dotychczasowe problemy, tak naprawdę problemami nie były. Masz pracę, drugiego dnia jej możesz jej nie mieć. A kredyty i leasingi spłacać trzeba. Masz oszczędności, na drugi dzień nadal je masz, ale... są nic nie warte.
Ostatnie tygodnie to ogromny test z jednej strony dla systemu, w którym żyjemy, a z drugiej psychologiczny dla każdego indywidualnie. Jak zachowuje się w sytuacjach kryzysowych, co myśli, co robi, jak planuje? Czy ma plan B? Czy to, co dotychczas osiagnął, jest coś warte? Co jeśli to z dnia na dzień zniknie?
Ta wojna to tragedia milionów ludzi, zarówno po stronie ukraińskiej, jak i rosyjskiej. Tam przecież też żyli "zwykli ludzie tacy jak my". Planowali, oszczędzali, spłacali kredyty. Pewnego dnia się obudzili, mieszkania przestały istnieć, firmy zniknęły z kraju, a pieniądze są warte tyle, że równie dobrze można wyrzucić je przez okno.
Pokolenie, który nigdy miało nie doświadczyć wojny, doświadcza jej właśnie teraz. Efekty świat będzie odczuwał przez lata.
8. Wojna nadal wygląda tak samo
Większość z nas za swojego życia nie miała okazji obserwować konfliktu na taką skalę na żywo. I nikt nie chciał tego robić, Władimir Putin zdecydował jednak za nas. Porównania do II Wojny Światowej są uzasadnione, dla wielu przecież to synonim prawdziwej wojny. Od tego czasu minęło jednak kilkadziesiąt lat. Do przodu poszedł świat i technologia, także wojenna. Dlatego też kolejny konflikt na taką skalę miał wyglądać już inaczej, ludzie mieli nie ginąć.
To przecież miała być w dużej mierze wojna informatyków, robotów i dronów z żołnierzami siedzącymi dziesiątki, a nawet setki kilometrów dalej. I tak jest, ale tylko po części. Finalnie wojna Rosji z Ukrainą przyjęła wymiar bardzo pierwotny i w dużej mierze sprowadza się do "chłopa z karabinem". To wojna, w której ukraiński 20-latek będący do tej pory – tutaj wstaw zawód jaki chcesz – który siedzi za krzakiem z wyrzutnią rakiet jest wart więcej niż czołgi warte miliony.
9. Rosja to prostacki kraj, z którym trzeba rozmawiać siłą
Pozbądźmy się złudzeń, że to kraj, który ma wybitnych sportowców i cudowną spuściznę kulturową. Że teatr, że pisarze, że balet. Znacie te argumenty. Sportowcy to w dużej mierze nafutrowani sterydami zwolennicy Putina, a nawet najwyższej próby artyści nie przeważą brutalności i imperialnych zapędów swojego kraju. Rosja to kraj z imperialnymi zapędami, ale na zapędach się kończy. Gigantyczny kraj z PKB nie łapiącym się nawet do pierwszej dziesiątki na świecie. Kraj z mentalnością osiedlowego osiłka, który stoi w bramie, coś tam usłyszał i sobie wymyślił, ale tak naprawdę rozumie tylko argumenty siły. Minął czas tolerowania Rosji, która ciągle tylko straszy.
10. Ile znaczy lider?
W pamięć zapadł mi jeden z wielu memów o prezydencie Ukrainy. Zdjęcie Zelenskyego z podpisem - kabareciarz, który stał się politykiem i liderem. A z drugiej strony zdjęcia liderów innych państw z podpisem: politycy, którzy stali sią kabareciarzami. I trochę tak jest. Wołodymyr Zelensky pokazał, ile znaczy w dzisiejszych czasach bycie przywódcą. Nie jest oderwanym od rzeczywistości dyplomatą, nie jest też politykiem rozumiejącym wszystkie niuanse, ale jest dokładnie tym, czego Ukraińcy w tym czasie potrzebują. Po mistrzowsku rozgrywa dla siebie u Ukrainy PR-ową wojnę, a jego "potrzebuję amunicji, nie podwózki" wypowiedziane do Amerykanów oferującym mu ewakuację, powinno znaleźć się w filmie, który powstanie o tej wojnie.
A skoro jesteśmy przy filmach, to na koniec życzę sobie, Wam, ale przede wszystkim Ukraińcom, żeby ta wojna jak na filmach się skończyła. Happy endem, w którym ci dobrzy zwyciężają tych złych. Światu wystarczy już tego "dwutygodniowego stanu wyjątkowego", który trwa od dwóch lat.
