Mateusz Damięcki, który został niedawno okradziony. Poza portfelem i zegarkiem, stracił także krzyżyk o wartości sentymentalnej. Zaapelował do złodzieja o jego zwrot.
Mateusz Damięcki, który został niedawno okradziony. Poza portfelem i zegarkiem, stracił także krzyżyk o wartości sentymentalnej. Zaapelował do złodzieja o jego zwrot. Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta

– Grzesiukowskie czasy już minęły. Pospolitym przestępcom chodzi tylko o zysk i nie można mówić o żadnym "kodeksie honorowym" – mówi jeden z warszawskich policjantów. Eksperci twierdzą, że brak jakichkolwiek zasad i zahamowań to głównie cecha najmłodszych przestępców.

REKLAMA
Kilka dni temu znany aktor Mateusz Damięcki został okradziony. Złodzieje splądrowali garderobę, w której Damięcki zostawił swoje rzeczy na czas występu w spektaklu "Dobry wieczór kawalerski". “Super Express” poinformował, że aktor napisał później na Facebooku informację skierowaną do sprawcy:
Mateusz Damięcki

W portfelu były karty, jak już pewnie wiesz, wszystkie są zastrzeżone, zegarek był mi drogi... Ale jakoś go przeboleję. Niech Ci się zacnie nosi, a jak będziesz go chciał sprzedać, to informuję, że więcej niż 1000 złotych niestety nie był wart. Krzyżyk był prezentem od mojej Babci. Dostałem go na chrzciny, Babcia nie żyje już długo. Ta pamiątka do niczego Ci się nie przyda, dla mnie znaczy więcej, niż może Ci się wydawać. CZYTAJ WIĘCEJ


– Myślę, że zwrócą Damięckiemu ten krzyżyk. Oczywiście o ile byli to zawodowcy, a nie jakieś małolaty bez zasad – ocenia mecenas Jan Kocot, który w latach dziewięćdziesiątych bronił w sądzie m.in. członków zielonogórskiej mafii. Twierdzi, że zawodowi przestępcy, zwłaszcza starej daty, zdecydowanie częściej w swoim fachu stosują się do pewnych zasad, także jeśli chodzi o wzajemną, przestępczą lojalność. – Z młodymi jest inaczej. Jak wpadną, to sypią jeden drugiego na wyścigi, tak, że jak przychodzi obrońca to już nie ma, co robić – ocenia mecenas.
Zasady to przeszłość
Zgadza się z nim proszący o anonimowość policjant z Komendy Stołecznej. – Grzesiukowskie czasy już minęły, “charakterne” podziemie nie istnieje. Pospolitym przestępcom chodzi tylko o zysk i nie można mówić o żadnym złodziejskim “kodeksie honorowym” – mówi. Twierdzi, że w latach dziewięćdziesiątych działały jeszcze grupy starszych włamywaczy, którzy “mieli zasady”, jednak to już przeszłość.
Jacek Hugo-Bader
Fragment reportażu "Chłopcy z motylkami. Terroryzm dziecięcy"

– Wszyscy mówicie, ze nie okradacie staruszek. To kto to robi?

– Młodsi. Tacy po 12-13 lat. Jak okradnę staruszkę, korzyść będę miał niewielką, a ona do końca miesiąca zostanie bez renty.

– Masz dobre serce.

– Mam. Staruszek nie mogę. Jak widzę staruszkę, to jeszcze mogę pomóc jej ponieść zakupy. Mogę wejść do niej do domu i nic nie wezmę. CZYTAJ WIĘCEJ


– Niech pan nie sądzi, że jeśli wróci do pana skradziony portfelem dowód osobisty, to chodzi tu o jakąś uczciwość. Prędzej za parę lat okaże się, że ktoś wziął sześć kredytów na pana nazwisko, a dowód odesłał, żeby się pan nie zorientował, że coś jest nie tak – mówi.
Ponadczasowa lojalność
Czy rzeczywiście czasy się zmieniły i dziś naprawdę złodzieje nie uznają już żadnych świętości? Monika Piątkowska, autorka książki "Życie przestępcze w przedwojennej Polsce", twierdzi, że pewne zasady w półświatku są niezmienne i ponadczasowe. – Czy wyobraża pan sobie, że ludzie należący do grup przestępczych o charakterze mafijnym mogliby funkcjonować bez poczucia wzajemnej lojalności i pełnego zaufania? Tak było kiedyś i podobnie jest dzisiaj – mówi.
Autorka nie sądzi jednak, by można było mówić o jakimś przestępczym “kodeksie honorowym”. – Wiara w jego istnienie wpisuje się w romantyczny mit przestępcy, który jest nieprawdziwy. Ów słynny "kodeks" nie był niczym innym jak, zbiorem prostych i czytelnych reguł pozwalających przetrwać jednostkom i grupie. Ich charakterystyczną cechą był pragmatyzm. Złodzieje nie okradali więc sąsiadów nie dlatego, że aż tak ich cenili, ale by zminimalizować groźbę donosu na policję. Czasem też, sąsiedzi mogli liczyć na jakiś okazyjny zakup "fantów" od włamywacza – tłumaczy autorka.
Według Piątkowskiej przestępcze prawa, podobnie jak wszelkie inne, bywały jednak łamane. – Zdarzały się np. drobne ludzkie przewinienia – uwiedzenie żony, zagarnięcie łupu, odmówienie pomocy czy... niesłuszne wybicie zębów koledze po fachu. Z tego powodu kiedyś odbył się nawet w stolicy złodziejski sąd – mówi.
"Swojaka nikt nie rusza"?
Niestety, także dzisiaj aż nadto jest przykładów na to, że przestępcy nie mają żadnych zahamowań. Tydzień temu w Warszawie okradziono fundację Rak'n'Roll, która pomaga osobom chorym na raka:

Wszyscy zawsze przestrzegali nas, że Czerniaków jest szemrany. My jednak swoje wiemy, a nasi sąsiedzi są wspaniali. Zresztą, kto wychował się tutaj, czy na śródmieściu w Warszawie wie, że „swojaka nikt nie rusza”. Szkoda, że wśród złodziejskich zasad nie istnieje punkt mówiący: nie okradaj fundacji ratującej ludzkie życie. No cóż, stało się, ale naprawdę nie mogłam uwierzyć, że ktoś chciałby okraść naszą fundację. Naiwność? Może. Szczerze, to jednak mam nadzieję, że złodzieje po prostu nie wiedzieli, kogo okradają. CZYTAJ WIĘCEJ


Z drugiej strony, słychać też inne głosy: – Pamiętając o zachowaniu wszelkich proporcji, powiedzieć można, że niektórych ludzi mafii cechuje nawet pewna elegancja i swoisty sentymentalizm. Jeden z moich dawnych klientów, czołowa postać zielonogórskiej grupy przestępczej, z własnej woli, znanymi tylko sobie kanałami, doprowadził do tego, że odnalazły się dwa z ośmiu obrazów skradzionych w 1997 roku z wrocławskiej Auli Leopoldiny – wspomina mecenas Jan Kocot.
To idzie młodość?
Czyżby więc było tak, że brak zasad i bezwzględność to cecha charakteryzująca głównie młodych przestępców? Adrian Kowalski z Fundacji Pomocy Dzieciom “Ulica” przyznaje, że w tak postawionej tezie może być sporo prawdy.
– Oczywiście nie można generalizować, bo dzieciaki są bardzo różne. Dla niektórych kradzieże są przykrą koniecznością, której później żałują. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że poczucie bezkarności, siły, egoizm i chęć dominacji są naprawdę bardzo mocno obecne w przedstawicielach młodego pokolenia – ocenia Kowalski. Jego zdaniem to wynik permisywnego wychowania. – Wielu z nich naprawdę myśli, że wszystko im wolno. Później są zdziwieni konsekwencjami swoich czynów – zauważa.