Krystyna Pawłowicz.
Pawłowicz komentuje spłonięcie "Miasteczka Wolności". "Siedlisko brudu". Fot. STANISLAW KOWALCZUK/East News

Namiotowe "Miasteczko Wolności", w którym mieszkali protestujący przed Sejmem przeciwko władzy PiS, doszczętnie spłonęło w nocy z piątku na sobotę. Krystyna Pawłowicz uważa, że dobrze się stało. Zdaniem sędzi Trybunału Konstytucyjnego było to "siedlisko brudu, wulgarności, kłamstwa, obelg i przemocy".

REKLAMA

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google

Pawłowicz komentuje spłonięcie miasteczka

Jak informowaliśmy w naTemat.pl, "Miasteczko Wolności" przed Sejmem spłonęło w nocy z piątku na sobotę. Działacze poinformowali, że "stracili wszystko". Inicjatywa permanentnego strajku funkcjonowała od 2016 r.

"Z dymem poszło ponad sześć lat historii. Miasteczko Wolność spłonęło dziś w nocy... Straciliśmy praktycznie wszystko - sprzęt, dokumenty, ubrania. Jestem chwilowo bez telefonu, dostęp do internetu mam mocno utrudniony" - przekazał Maciej Bajkowski. Z takiego obrotu sprawy wydaje się być bardzo zadowolona była posłanka PiS, a obecna sędzia Trybunału Konstytucyjnego Krystyna Pawłowicz. Na swoim profilu na Twitterze podzieliła się swoją mocno pejoratywną opinią na temat miasteczka i jego działaczy.

"Slums spod Sejmu dziś w nocy spłonął. Był siedliskiem brudu, wulgarności, kłamstwa, obelg i przemocy wobec innych" - twierdzi sędzia TK.

"Często bojówkarze z tego slumsu blokowali innym wyjście z Sejmu. Mnie kilka razy pomagała Policja. Wulgarne karykatury i chamstwo - bez komentarza" - żali się Krystyna Pawłowicz.

Aktywiści podejrzewają podpalenie

Inicjatywa nie podobała się nie tylko Krystynie Pawłowicz. Aktywiści chcą wyjaśnienia sprawy pożaru, nie wykluczają możliwości celowego podpalenia.

"Spłonęło Miasteczko Wolności przed Sejmem. Chłopakom nic się nie stało. Najprawdopodobniej podpalenie" – napisał aktywista i happener Piotr Łopaciuk. "Spłonęło Miasteczko Wolności, które było twardym punktem oporu wobec PiS. Ulokowane przed sejmem - solidnie kuło w oczy rządzących. Zobaczymy jakie były tego przyczyny..." - napisał z kolei użytkownik przedstawiający się jako Pablo Morales.

Przypomnijmy, że "Miasteczko Wolności" miało swoje początki w marcu 2016 roku. Wówczas w reakcji na reformę sądownictwa PiS namioty protestujących ustawiono przed Kancelarią Premiera.

Przeciwnicy "dobrej zmiany" zdecydowali, że sytuacja wymaga strajkowania na pełen etat. Z czasem stała pikieta konstytucyjna przeniosła się przed Sejm i uzyskała miano "miasteczka". Działacze podkreślali wtedy, że "zostaną tak długo, jak to będzie konieczne" i część z nich zostało aż do dzisiaj. Mieszkańcy miasteczka przetrwali m.in. napad rabunkowy, a nawet kontrolę Inspekcji Sanitarnej.

Czytaj także: