"Nie będę już więcej przeklinał" - obietnica, ktorą sportowcom bardzo ciężko jest spełnić

Andy Murray- genialny tenisista, który postanowił, że od Nowego Roku nie będzie przeklinał
Andy Murray- genialny tenisista, który postanowił, że od Nowego Roku nie będzie przeklinał fot. Shutterstock.com
Przeklina każdy z nas. Dobrze, prawie każdy z nas. Zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy zdenerwowani. Oni, czołowi sportowcy, na boisku, na korcie czy na trasie są pod nieustanną presją. Ale przeklinać nie mogą. Rzucą popularnym słowem na "k" i muszą za to płacić. Bo to używanie wulgaryzmów w miejscu publicznym. Wpadają nieliczni. Pytanie, czy w dzisiejszych czasach w ogóle powinni wpadać.



To bez wątpienia był jego rok. Tenisisty, Szkota Andy'ego Murraya. W styczniu stoczył z Novakiem Djokoviciem znakomity półfinał Australian Open, niestety przegrany. Ale potem było już lepiej. Na Wimbledonie doszedł do finału, potem, na tym samym korcie, zdobył złoto igrzysk olimpijskich. U siebie, w Londynie. A jeszcze później wygrał US Open - swój pierwszy turniej wielkoszlemowy. Ale Murray w nowym roku pragnie kolejnych zmian. - Nie będę już więcej przeklinał na korcie - powiedział, cytowany przez "Daily Record". Póki co mało kto mu wierzy.

Nie będziesz przeklinał na stadionie swoim - tak brzmi pierwsze przykazanie kieleckiej policji

Przeklinać możesz, ale nie po angielsku
Szkot jest graczem kapitalnie wyszkolonym technicznie. Jednak od lat przyzwyczaił nas do tego, że ma równie bogaty repertuar przekleństw. Nieudane zagranie, bluzg; potem coś genialnego, potem znów nieudane zagranie i bluzg - to była w jego meczach naturalna kolejność zdarzeń. Wiele razy był na korcie ostrzegany przez sędziów, kilka razy musiał też płacić dotkliwe finansowe kary. Miał pecha, bo klął po angielsku, a to język rozpoznawany na całym świecie. Innym - Chorwatom, Czechom, nawet Hiszpanom - przeklinanie na korcie z reguły uchodzi na sucho. Także siostrom Radwańskim. Tenis - sport utożsamiany od lat z czystością i elegancją, pełen jest przekleństw. Wystarczy czytać z ruchów warg zawodnika czy zawodniczki i znać do tego kilka języków obcych.
Murray przegrywa punkt, a potem przeklina:

Z jednej strony wspomniany dysonans, z drugiej - żyjemy przecież w świecie, który coraz bardziej się wulgaryzuje. W którym przekleństwo, kiedyś utożsamiane jednoznacznie z chamstwem i prymitywizmem, staje się powoli naturalną częścią języków świata. Może więc powinniśmy to zaakceptować i zrozumieć graczy, którzy w dodatku odbijają przecież piłki pod dużą presją psychiczną?

Jerzy Ciszewski zdecydowanie się z tym nie zgadza. Kiedyś był wiceministrem sportu, teraz od 5 lat prowadzi firmę Ciszewski Marketing Sportowy. - Uważam, że w życiu publicznym nie powinno być miejsca na takie słowa. Owszem, sportowcy przeklinają najczęściej naturalnie, wulgaryzmy są dla nich takim wentylem bezpieczeństwa, ale nie możemy się zgodzić na ich swobodne używanie - stwierdza ze stanowczością.

Skurw..., którzy mnie cisną

Kiedyś, jak przeklinałeś, raczej cię piętnowano. Teraz wielu uważa, że używając mocnych słów, pokazujesz charakter. Przeklinanie wynosi się też z domu. Byłem niedawno w sklepie sportowym, a tam małżeństwo z kilkuletnim dzieckiem. I mężczyzna, zdenerwowany, krzyczy: "K… synek, odp… się ode mnie, sp… do mamy".


Ale wróćmy do sportu. Sobota, 1 grudnia. Torwar, gala KSW21. Michał Materla właśnie w genialnym stylu znokautował Rodneya Wallace'a. Po walce udziela wywiadu Mateuszowi Borkowi. Mówi: "Mam w zespole skur…, którzy mnie cisną". Na początku lekka konsternacja. Borek jest zaskoczony, zwraca uwagę, że blisko ringu siedzi prezes Solorz. Z ciekawości zerknąłem, jak na wypowiedź Materli zareaguje internet. I wiecie co? Na kilkaset komentarzy może dwa, trzy potępiające. Prawie wszyscy pisali: "Michał, swój człowiek, mówi to, co myśli".
Walka Michała Materli, a potem mocny wywiad:

Kilka dni po gali robiłem wywiad z Michałem. Spytałem go, czy nie powiedział tych słów z myślą o kreowaniu swojego wizerunku. Wyraźnie zaprzeczył. Wierzę mu, bo to szczery człowiek. Ale nie sądzę, by moje pytanie było bez sensu.
Materla, w wywiadzie dla nas, o przeklinaniu:

Oczywiście, że to jedno słowo było niepotrzebne. Wiem, że galę oglądały trzy miliony Polaków, w tym młodzi ludzie, interesujący się MMA. Z jednej strony trochę mi głupio. Z drugiej, to było autentyczne, prawdziwe. Oddawało mój stan emocjonalny. Poza tym nikogo nie obraziłem. Użyłem tego wyrazu w pozytywnym kontekście, mówią o kolegach z klubu, którzy są na bardzo wysokim poziomie. CZYTAJ WIĘCEJ


Pytam Ciszewskiego, co by zrobił w sytuacji, gdyby pracował ze sportowcem pokroju Murraya. Zawodnikiem, który przeklinać lubi, któremu to nawet pomaga. Ale, który jednocześnie wie, że dla niektórych to nie do przyjęcia. - Moja rada byłaby krótka. W czasie meczu musisz się od tego powstrzymać - odpowiada Ciszewski. Potem dodaje, że nie ma dla niego różnicy, czy mamy do czynienia z tenisem czy piłką nożną. Sport to sport. Nie ma różnicy, z czym jest kojarzony.

Zemsta dziennikarzy, 300 złotych kary
Zresztą w piłce nożnej za przeklinanie też grożą ci kary. "Jurek k…, co ty robisz?" - takie pytanie wypowiedział Waldemar Walkusz, trener Drutex Bytovii Bytów podczas meczu ligowego z Gryfem Słupsk. Powiedział i zaraz ruszyła lawina. Słowa wychwyciła kamera lokalnej telewizji. Walkusz mówi, że to zemsta dziennikarzy, których swego czasu wyrzucił z obrad rady powiatu. Najpierw policja, potem sprawa w sądzie. Zarzut? Używanie słów wulgarnych w miejscu publicznym. Wydany zaocznie wyrok brzmiał - 300 złotych, do tego zwrot kosztów procesu, które wyniosły 80 złotych. Walkusz nie dał za wygraną. Odwoływał się i po roku został uniewinniony.

W rozmowie z naTemat otwarcie mówi, że wyżej wspomniany paragraf nie powinien być nijak odnoszony do imprez masowych. - To nie ma jakiegokolwiek sensu, bo sport to wielkie emocje. A już piłkarze to w ogóle specyficzna grupa ludzi i sądzę, że w pewnych sytuacjach używanie wulgaryzmów im zwyczajnie pomaga. Zresztą nie tylko piłkarze. Interesuję się też tenisem, od którego pan zaczął rozmowę. I tam, jak nie jestem w stanie usłyszeć, to prawie zawsze z ruchu warg zawodnika czy zawodniczki wyczytam odpowiednie przekleństwo - dodaje.
Kolega Walkusza, o działaniu dziennikarzy:
dla lebork.naszemiasto.pl:

Przyjeżdżali wiosną do Bytowa, choć mecze nie były związane z ich terenem działania. Jedna kamera nagrywała spotkanie, a druga non stop Waldemara Walkusza. Gdy puszczali relację po przegranym 2:4 meczu z Kaszubią Kościerzyna mówili na wizji, że trener Walkusz źle prowadzi drużynę i że nie może porozumieć się z piłkarzami. Puścili do tego migawkę meczu ze Słupska, gdy Walkusz przeklinał CZYTAJ WIĘCEJ


Rzeczywiście, przykłady można by mnożyć. Z ust polskich piłkarzy, gdy strzelają gola w lidze, najczęściej pada bardzo popularne, pięcioliterowe słowo na "k". Pamiętam też, jak kiedyś pojechałem na trening Dolcanu Ząbki, żeby zrobić wywiad z jego trenerem Marcinem Sasalem. Oglądałem końcówkę zajęć i słowem na "k" puentowany był w zasadzie każdy niecelny strzał.

Krzysztof Stanowski, szef Weszło.com: Wulgaryzmy są naturalną częścią języka polskiego

Wójcik i kilka średnich krajowych
Walkusz ma rację, broniąc się, mówiąc, że jeżeli jemu przywala się taką karę za taki występek, to ukarać powinno się 99 procent trenerów. Nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Też tych bardzo znanych. Janusz Wójcik, prowadząc swego czasu Widzew Łódź w Grodzisku Wielkopolskim, krzyczał m.in: "K… w ch.. mać, co ty k… robisz k… jeb…!". Gdyby za jedno niecenzuralne słowo miał płacić po 300 złotych, za tamten występ, nazwany w internecie "Janusz Wójcik show", zapłaciłby pewnie kilka średnich krajowych.

Kontrast między rozmową prywatną a publiczną dobrze widać na przykładzie Radosława Majdana. Bramkarz, wtedy jeszcze krakowskiej Wisły, myślał, że prowadzi koleżeńską rozmowę z dziennikarzami. Był wyluzowany, mówił tak, jak mówi w takiej sytuacji. A tu nagle dowiaduje się, że jest na antenie. Zobaczycie to poniżej na filmie:
Fragment wywiadu z Majdanem:

Walkusz jednak nie powie, że jest za używaniem przekleństw. Na co dzień pracuje jako dyrektor zespołu szkół w Lęborku i w kontaktach z uczniami czy nauczycielami po wulgaryzmy nie sięga, pod żadnym pozorem. Co innego sport, co innego szkoła, w której jednak na przestrzeni ostatnich lat wulgaryzacja języka młodzieży wyraźnie się zarysowała.

To nie zadowala kibiców
Zresztą Walkusz to nie jedyny szkoleniowiec, którego spotkała podobna przygoda. Jurij Szatałow, gdy przeklinał jako trener Zawiszy Bydgoszcz, też musiał zapłacić 300 złotych. Choć ta suma dla budżetu klubu nie była specjalnie znacząca, sprawa odbiła się pewnym echem. Serwis Weszło.com zaprezentował nawet symulację odprawy taktycznej, jaką w szatni mógłby przeprowadzić Szatałow, wiedząc, że być może jest nagrywane.

Oto ona: "Drodzy panowie, proponowałbym wam zwiększenie pokładów ambicji wkładanych w dzisiejsze spotkanie, albowiem wasza dotychczasowa dyspozycja nie napawa mnie optymizmem, a nade wszystko nie zadowala naszych kibiców".

Już widzę, jak po czymś takim piłkarze idą za swoim trenerem w ogień. Poszliby, jak tylko opanowaliby spazmatyczny śmiech.

Tu znajdziesz Kubę Radomskiego na Twitterze
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Renault 0 0Jazda w tym aucie to czysta przyjemność. Rodzina będzie zachwycona
Brita 0 0Co powinno pić dziecko? Dobrą wodę znajdziesz nie tylko na sklepowych półkach
TYLKO W NATEMAT 0 0PiS przystąpił do realizacji obietnic, czyli dlaczego Polacy będą zarabiali mniej
0 0Tak PiS załata budżet. W styczniu ceny alkoholu i papierosów pójdą w górę!
Leroy Merlin 0 0Glamour, a może... pustynny? Najnowsze ekscytujące trendy w urządzaniu wnętrz
Möller's 0 0Jak wspierać rozwój dziecka po 4 tygodniu życia? Ten składnik warto wprowadzić do diety
dad:HERO 0 0I wtedy wchodzi Pepsi, cała na różowo… Wina musującego z logiem tej firmy się nie spodziewałeś
Volvo 0 0Chcesz tanio kupić nowy samochód? To najlepszy moment. Zobacz, co wymyśliło Volvo
0 0Takich ludzi trzeba jak najszybciej wyeliminować z dróg. "Bogate dzieciaki" chwalą się piractwem