
Aż 60 tysięcy miejsc pracy jest zagrożonych nową, unijną dyrektywą wycofującą z produkcji i sprzedaży papierosy, tzw. "slimy" i "mentole". – Najbardziej na nowym prawie ucierpią nie rządy i budżety, a pracownicy fabryk i ich rodziny – mówił dla naTemat, po specjalnej konferencji prasowej, przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników Przemysłu Tytniowego Maciej Skorliński.
Podczas konferencji wypowiadali się, między innymi, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu oraz przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników Przemysłu
Przy czym skutki dla handlu mogą być równie tragiczne, co dla samych producentów. Jak tłumaczył dyrektor PIH Maciej Ptaszyński, obecnie wyroby tytoniowe sprzedaje aż 120 tysięcy sklepów zatrudniających 500 tysięcy osób. – Wprowadzając tę dyrektywę zabijemy 16 proc. obrotu netto w małych sklepach. To dla nich śmierć – oceniał Ptaszyński.
Wszyscy na konferencji podkreślali, że nie negują faktu, że palenie jest szkodliwe – nie godzą się tylko na formę, jaką przyjęła UE w walce z papierosami. Przedstawiciele PIH zaznaczali też, że unijni urzędnicy nie mają żadnego dowodu – w postaci np. badań –
Francuzi właśnie podliczają, ile stracili przed 20 lat wprowadzania kolejnych pustych zakazów palenia. Palić w miejscach publicznych nie wolno, a nikotynizm to wciąż najczęstsza przyczyna śmierci we Francji. Zupełnie inaczej, niż w Wielkiej Brytanii, gdzie palaczy ubywa z dnia na dzień, bo uzależnionym zapewniono odpowiednią pomoc. CZYTAJ WIĘCEJ
Niestety, rządu zdaje się to nie zajmować. Chociaż minister gospodarki Janusz Piechociński zapowiedział, że zrobi wszystko, by dyrektywa nie została wprowadzona, to na konferencji negatywnie oceniono działania polskich władz w tej sprawie. – Ale martwi nas to, że była to wypowiedź nieoficjalna. Rząd zareagował za późno. Rok temu, gdy interweniowaliśmy w tej sprawie, nie było dla nas zrozumienia. Na forum UE przez ten czas nie powiedzieliśmy ani słowa – mówił rzecznik prasowy PIH Marcin Kraszewski.
