Depresja sportowców. Dotyka zdobywców najwyższych trofeów, którzy w domu łykają tabletki

Lindsey Vonn uśmiecha się do kamery. Kto by pomyślał, że ta sama urocza blondynka od kilku lat zmaga się z depresją?
Lindsey Vonn uśmiecha się do kamery. Kto by pomyślał, że ta sama urocza blondynka od kilku lat zmaga się z depresją? fot. Shutterstock.com
Gdy występują przed kamerą, na ich twarzy widzisz szeroki uśmiech. Gdy gasną flesze, a oni wracają do domu - mają inne oblicze. Oblicze sportowca w depresji, cierpiącego jak inni ludzie. Lindsey Vonn wygrywała, a poza stokiem czuła się jak zombie. Andrzej Iwan na boisku rozmawiał z sędzią, a poza nim - z diabłem. Andrzej Czyżniewski chciał się zabić, nawet będąc wśród ukochanej rodziny. To ci, którzy wygrali z chorobą. Bo wielu jest takich, którzy z własnego wyboru odeszli na zawsze. Którym nie udało się pomóc.



- Miałam bardzo silną depresję. Czułam się jak zombie, pusta w środku, nic nie miało sensu - takie wyznania w dzisiejszym świecie nie są niczym nowym. Ale te słowa, w rozmowie z magazynem "People", wypowiedziała Amerykanka Lindsey Vonn. Najlepsza narciarka ostatnich lat. Zawodniczka, która w czasie, gdy miała depresję, zdobywała kolejne Kryształowe Kule, do tego złoto na igrzyskach i dwa tytuły mistrzyni świata.
Wypowiedź Vonn po ostatnich nieudanych występach:

Nie umiem odnaleźć w sobie dawnej energii. Jestem przemęczona. Muszę coś zmienić, ale nie wiem jeszcze, co. CZYTAJ WIĘCEJ


Depresja to rozmawianie z diabłem
Wielu uważa, że depresja zdarza się słabym, tym, którzy nie radzą sobie z własnym życiem. Że sportowiec, który na co dzień uśmiecha się do kamer i wydaje się bon vivantem, trzyma się od niej z daleka. Nic bardziej mylnego. - Tu decyduje czynnik ludzki, osobowościowy, nie ma znaczenia kto, jaki nam się wydaje w mediach. Kto jest celebrytą, a kto nim nie jest - mówi dr Dariusz Parzelski, psycholog sportu, pracujący w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Kilka miesięcy temu robiłem wywiad z Andrzejem Iwanem. Jednym z najlepszych polskich piłkarzy lat 80., a do tego człowiekiem, który doświadczył wiele - był alkohol, hazard, problemy psychiczne. Były, ale co jakiś czas wciąż powracają. Iwan w swojej autobiografii - genialnej książce "Spalony" - wspomina o spotkaniach z diabłem. - Mam taki organizm, że często popadam w stany depresyjne. Wtedy diabeł przychodzi, by ze mną pogadać - szczerze mi opowiadał, gdy siedzieliśmy w jednej z kawiarni w Śródmieściu.

Andrzej Iwan w szczerej rozmowie z naTemat: "Gdy jestem w depresji, diabeł przychodzi, by ze mną pogadać"

W książce, spisanej przez Krzysztofa Stanowskiego, jest nawet fragment, pokazujący jak mniej więcej, z perspektywy Iwana, wygląda taka rozmowa:

"Znam tego diabła, który lubi siąść na moim ramieniu i sączyć truciznę do ucha. Jesteśmy zaprzyjaźnieni, pojawia się zawsze we właściwym momencie.

- Cześć Andrzej.
- Cześć, diabeł.
- Piłeś.
-Tak.
- Wstyd ci chyba?
- Tak.
- Czas na ciebie…
- Już?
- Zrób to.".
Andrzej Iwan opowiada o swojej książce:

Las, próba, ratunek wędkarza
Andrzej Czyżniewski chciał to zrobić 2 sierpnia 2008 roku. Były bramkarz Bałtyku Gdynia, były sędzia, pracował wtedy we Wronkach i wybrał się samochodem do pobliskiego lasu. O tym, co zrobił potem, tak opowiadał dziennikarzowi "Faktu" Dariuszowi Łuszczynie: "Był tam parking, ukryty między drzewami. Dobre miejsca do pożegnania się z żywymi. Zatrzymałem samochód. Na rurę wydechową nałożyłem gumowy wąż, którego drugi koniec wsunąłem do środka auta. Uszczelniłem szyby, usiadłem za kierownicą, połknąłem chyba całą zawartość fiolki z prochami, włączyłem silnik i po chwili … odpłynąłem".


Odpłynął, ale obudził się w świecie, który tak chciał odpuścić. Wszystko z powodu wędkarza, który przypadkiem przechodził w pobliżu. To nie jedyny raz, gdy Czyżniewski chciał skończyć ze sobą. W każdej kolejnej placówce próbował, jak to określił, naprawić niedoróbkę. Nawet w szczęśliwym domu, który zbudował, u boku kochającej żony, próbował się zabić. Dziś jest szczęśliwy, że wtedy nie wyszło. Mówi, że znowu cieszy się życiem. Cztery lata temu mówił w "Fakcie", że chce odszukać tamtego wędkarza.
Fragment opowieści Czyżniewskiego:

Mam jednak także inny problem, w psychologii nazywany zespołem DDA, czyli syndromem dorosłego dziecka alkoholika. Mój ojciec pił dużo i często. Nigdy mnie nie przytulił, nie powiedział dobrego słowa. Zresztą żadnemu z pięciorga swych dzieci. Robił w domu karczemne awantury, strasznie katował matkę. Koledzy, którzy wielokrotnie widywali go leżącego na podwórku koło śmietnika, wyśmiewali się ze mnie. Na każdym kroku byłem upokarzany, więc wewnętrzny bunt zaczął narastać. Obsesyjnie musiałem być najlepszy we wszystkim, co robię. Już wtedy do rozpaczy doprowadzała mnie świadomość, że w czymś – choćby w malowaniu obrazów – jednak nie potrafię być najlepszy. CZYTAJ WIĘCEJ


Tu nie ma reguł
Mówił też, że jego depresja wzięła się w dużej mierze z syndromu dorosłego dziecka alkoholika. Ojciec nigdy go nie przytulił, najczęściej bił, podobnie jak matkę. Ale depresja jest chorobą, gdzie trudno o tego typu reguły. Sven Hannawald był świetnym skoczkiem narciarskim. Jako pierwszy w historii wygrał wszystkie cztery konkursy w Turnieju Czterech Skoczni. A jednak niedługo później zakończył karierę. Doszedł do wniosku, że to nie tylko zły nastrój, że to choroba. Myślał o skończeniu ze sobą.

Potem w wywiadach opowiadał, że kiedy sportowiec jest na szczycie, a potem kończy karierę, pojawia się uczucie pustki. - Dobrze, u Hannawalda tak było, ale to też nie jest regułą. Niech pan weźmie Michaela Phelpsa. Osiągnął dużo, dużo więcej, odszedł z czynnego uprawiania sportu, a jakoś się odnajduje. Tutaj decydują różnice osobowościowe, a tych na świeczniku po prostu wyraźniej widać - tłumaczy Parzelski.

"Mam 27 lat, uwielbiałam swoją pracę, a teraz idę do niej ze łzami w oczach" - oto problem wielu młodych ludzi

- Kiedy pojawiają się pierwsze sygnały, że coś nie gra, należy skontaktować się z lekarzem. I słuchać go - przekonuje dziś innych Hannawald. To ważny wątek, przewijający się, gdy czytam o innych sportowcach. Skrajnym przykładem jest żużel, polski żużel. Rafał Kurmański był wicemistrzem Europy juniorów. Powiesił się w hotelu, na klamce w drzwiach od łazienki. Bardziej znany od niego Robert Dados próbował długo, bez skutku. Najpierw podciął sobie żyły, został uratowany. Chciał się powiesić, został uratowany. Ale w końcu się skutecznie powiesił, w stodole. Takich przykładów było zresztą więcej. W środowisku rozgorzała dyskusja i postawiono diagnozę - w Polsce żużlowcy co prawda najwięcej zarabiają, ale są pod nieprawdopodobną presją. I nie mają regularnych kontaktów z psychologami.

Rozwój umiejętności mentalnych - to klucz
Regularna opieka terapeutyczna gwarantem wyleczenia z depresji? Nic bardziej mylnego. Listopad 2009 roku. Robert Enke to czołowy niemiecki bramkarz, już wkrótce ma jechać z kadrą na mundial do RPA. Ale nie pojedzie. Popełnia samobójstwo, rzucając się pod pociąg. W Niemczech żałoba, a potem narodowa dyskusja. Okazuje się, że Enke miał córeczkę, z wrodzoną wadą serca. Zmarła w 2007 roku. To go przytłoczyło, nie miał po co żyć, zresztą i tak przez siedem lat był pod regularną opieką psychologiczną. - Mało tego - jego własny ojciec był psychologiem sportowym. I nawet to nie pomogło - dodaje Parzelski.
Film po tragicznej śmierci Roberta Enke:

Mój rozmówca jednak nie zgadza się z tym, że w walce z depresją jesteśmy bezradni. Owszem, w dzisiejszym świecie, gdy żyje się coraz szybciej, ten problem będzie narastać. Ale jest pewna recepta, o której, na koniec naszej rozmowy, tak mówi Parzelski: - Musimy zadbać o rozwój umiejętności mentalnych Polaków. Może jeszcze nie w szkole podstawowej, ale już na pewno w gimnazjum powinno się zorganizować specjalne zajęcia. Takie, dzięki którym młody człowiek po zakończeniu edukacji zostanie sportowcem, muzykiem czy biznesmenem, jednocześnie wiedząc, jak reagować na różne trudne sytuacje życiowe. A te na pewno nastąpią.

Tu znajdziesz Kubę Radomskiego na Twitterze
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Reserved 0 0Reserved pokazuje inną twarz lat 80. Wieczorowa kolekcja bierze z nich to, co najlepsze
T-mobile 0 0Zachwyciła go postać epizodyczna. Tomasz Raczek zwraca uwagę na szczegóły kultowego już filmu

MOTO

0 0Gdzieś już to widziałeś. Seat Tarraco to dobre… niemieckie auto – nie licz na hiszpański temperament
0 0Ten dziwoląg da się lubić. Nowy C-HR ma przekonać tych, którzy do tej pory mówili mu "nie"
Renault 0 0Łatwiejsza jazda. W tym modelu kierowca poczuje, co to znaczy prawdziwe wsparcie
INNPoland 0 0Wielka awaria w popularnym banku. Niektórym klientom wyzerowało konta
Żółty Tydzień 0 0Jeden organ, 500 funkcji. Taka jest wątroba. Jakie choroby mogą ją zniszczyć?
0 0Chorujesz na jaskrę i uwielbiasz jogę? To połączenie może nie być dobre dla oczu