W środę po godz. 18:00 Prokuratura Krajowa upubliczniła protokoły zeznań wspólnika Marka Falenty. Jednak, o ile większość mediów aktualizowała stopniowo swoje teksty na ten temat, o tyle niektóre prorządowe media bardzo szybko szczegółowo opisały potężny i skomplikowany materiał.
Reklama.
Podobają Ci się moje artykuły? Możesz zostawić napiwek
Teraz możesz docenić pracę dziennikarzy i dziennikarek. Cała kwota trafi do nich. Wraz z napiwkiem możesz przekazać też krótką wiadomość.
W środę Prokuratura Krajowa upubliczniła protokoły zeznań wspólnika Marka Falenty Marcina W.
Niektóre media prorządowe, w tym portal wpolityce.pl i TVP nadwyraz szybko opublikowały treści na ten temat
Doprowadziło to do pewniej konsternacji w środowisku dziennikarskim
"O 18:15 prokuratura publikuje protokoły, inicjały M.T. są na ostatniej stronie 4 dokumentu, a o 18:43 jest gotowy artykuł. To jest olimpijskie tempo" – ironizowała na Twitterze dziennikarka Dominika Długosz, komentując bardzo szybką publikację prawicowego portalu wPolityce.pl.
Podobnie rzecz miała się w przypadku TVP Info, które też miało szybko przygotowane m.in. grafiki na ten temat.
"Na podstawie art. 12 § 2 ustawy Prawo o prokuraturze podjąłem decyzję o upublicznieniu treści wyjaśnień i zeznań Marcina W." – przekazał szef PK Zbigniew Ziobro. "Zaznaczam, że - w przeciwieństwie - do Pana Donalda Tuska – prokuratura nie podchodzi do ich treści bezkrytycznie" – dodał.
Co wynika z publikacji zeznań Marcina W.?
W opublikowanych zeznaniach najmocniejszy wydaje się być zarzut przyjmowania korzyści majątkowych przez Michała Tuska, ale nawet media przychylne obozowi rządzącemu wspominając o tym, zaznaczają, że opowieść "brzmi niewiarygodnie". Miała to być kwota 600 tys. euro.
"Do rzekomego wręczenia łapówki Michałowi Tuskowi miało dojść, według Marcina W. 3 lub 4 czerwca 2014 roku. Opowieść brzmi może i niewiarygodnie, ale w świetle "ustaleń" tygodnika "Newsweek", w którego ustalenia wierzą Tusk i przychylni mu dziennikarze, trzeba traktować ją poważnie" – czytamy w tekście autora pod inicjałami WB.
Publikacji protokołów bez komentarza nie zostawił syn Donalda Tuska. – To totalne bzdury. Informacje o tych zeznaniach pojawiały się już w mediach. Prokuratura ma je od lat. Nigdy przez te wszystkie lata nie byłem nawet przesłuchiwany w tej sprawie – ocenił w rozmowie z OnetemMichał Tusk.
Lubnauer: Ziobro wykorzystuje prokuraturę jak pałkę do walenia w opozycję
– Dla mnie jest dość jednoznaczne, że Zbigniew Ziobro wykorzystuje prokuraturę jak pałkę do walenia w opozycję i jednocześnie do ochrony ludzi PiS – uważa Katarzyna Lubnauer, z którą rozmawiała nasza redakcja. Afera taśmowa z 2014 roku była jedną z najgłośniejszych afer politycznych ostatnich lat. W kilku warszawskich lokalach, w tym głównie w restauracji "Sowa i Przyjaciele", w której spotykali się przedstawiciele politycznej elity poprzedniego rządu, doszło do szeregu nagrań, które później zostały opublikowane w formie stenogramów na łamach tygodnika "Wprost".
Wśród podsłuchiwanych w aferze taśmowej było blisko 40 osób, w tym Radosław Sikorski, Marek Belka czy Bartosz Arłukowicz, ale też ówczesny prezes zarządu banku BZ WBK Mateusz Morawiecki.
Rzeczkowski komentuje publikację PK
Dodajmy, że jak napisał w poniedziałek dziennikarz "Newsweeka" Grzegorz Rzeczkowski, taśmy z nagranymi rozmowami w 2014 roku miały zostać przekazane Rosjanom. Po publikacji PK napisał na Twitterze: "Zeznań Marcina W. na temat syna Donalda Tuska nie było w aktach sprawy, które czytałem w SO w Warszawie. One pochodzą z łódzkiego CBA i tamtejszego oddziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej".
"W aktach, z którymi się zaznajomiłem, było jedynie zeznanie Marcina W., w którym wspominał o konfrontacji z Markiem Falentą, której byli poddani w Łodzi. Prok. Krajowa odmówiła mi informacji, jakiej sprawy dotyczyła konfrontacja" – zauważył.
Absolwentka dziennikarstwa na UMCS i Uniwersytecie Warszawskim. Przez kilka lat związana z Polską Agencją Prasową. Obecnie reporterka newsowa w naTemat.pl.