
Taksówka. Zwykły środek transportu, a może bardziej gabinet terapeutyczny? Jeden z krakowskich taksówkarzy od ponad roku opisuje na blogu swoje przygody, z których wyłania się fascynujący obraz nocnego życia miasta. Bójki, zaręczyny, szantaże i szaleńcze pościgi. Życie zaczyna się w taksówce.
REKLAMA
O autorze wiadomo niewiele więcej, niż można wyczytać na jego blogu „wspomnienia taksówkarza”. Niezależnie od tego kim był zanim usiadł za kółkiem i co go do tego skłoniło, jedno jest pewne, ma smykałkę do opowiadania i wyłapywania historii. Jego blog przepełniony jest niesamowitymi historiami. Od tych mrożących krew w żyłach, jak chociażby tej, kiedy wiózł mężczyzn, którzy właśnie zasztyletowali chłopaka w centrum Krakowa, przez chwytające za serce, opowiadające o klientce ze złamaną nogą, którą wniósł na czwarte piętro do mieszkania, po te absurdalne i zabawne, które zwykle przydarzają się, kiedy wozi lekko zawianych klientów. Wbrew pozorom to właśnie w nocnej taksówce toczy się życie.
Polecamy: Z filharmonii na stację metra, z ulicy do studia telewizyjnego. Uliczni grajkowie
– Samochód jest trochę jak gabinet terapeutyczny – opowiada taksówkarz w wywiadzie dla Radia Eska. – Przyciemnione światło, miły zapach, cicha muzyka i kojąca jazda. Siedzę do klientów plecami, więc mogą czuć się bezpiecznie. Nie widzą mojej twarzy i reakcji na ich historię, więc śmiało opowiadają o tym co leży im na sercu. Czują się anonimowo. W końcu jazda trwa kilkanaście minut i prawdopodobieństwo, że znów się spotkamy jest małe. To skłania do zwierzeń – przyznaje autor bloga.
– Samochód jest trochę jak gabinet terapeutyczny – opowiada taksówkarz w wywiadzie dla Radia Eska. – Przyciemnione światło, miły zapach, cicha muzyka i kojąca jazda. Siedzę do klientów plecami, więc mogą czuć się bezpiecznie. Nie widzą mojej twarzy i reakcji na ich historię, więc śmiało opowiadają o tym co leży im na sercu. Czują się anonimowo. W końcu jazda trwa kilkanaście minut i prawdopodobieństwo, że znów się spotkamy jest małe. To skłania do zwierzeń – przyznaje autor bloga.
Taksówka to rzeczywiście miejsce magiczne, które wielokrotnie było wykorzystywane w popkulturze. Wystarczy chociażby wspomnieć świetny film Jarmuscha „Noc na ziemi” , który opowiada o relacjach, które wywiązują się między kierowcą a klientem, żeby zrozumieć co może wydarzyć się w samochodzie. Przestrzeń taksówki jest jedyna w sowim rodzaju. Choć obca, to jednak szalenie intymna i bliska. W końcu każdy z nas przeżył kiedyś jakąś przygodę z taksówkarzem, zwierzył mu się z problemu czy opowiedział o kłopotach w miłości.
Dopóki jednak wszystko zostaje w czterech ścianach samochodu, możemy czuć się bezkarnie. Gorzej kiedy ktoś zabiera się za spisywanie naszych historii, tak jak zrobił to autor tajemniczego bloga. – Wielokrotnie na przyjęciach znajomi prosili mnie o opowieści z auta. Zawsze zaskakiwałem ich jakąś historią – mówi kierowca. – Lubiła ich słuchać też moja żona, która codziennie po nocnej zmianie siadała ze mną z kawą w kuchni i zadawała sakramentalne pytanie „i co tam w pracy?”. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że warto byłoby to spisać i założyłem bloga. Nie spodziewałem się, że urośnie on do takich rozmiarów i że zyskam tylu fanów – opowiada.
Czytelników rzeczywiście nie brakuje. Nie dziwne. Wspomnienia taksówkarza czyta się jednym tchem i z niedowierzaniem. Obraz nocnego Krakowa, który wyłania się z tych historii dalece od biega od tego, co zwykle mówi się o tym mieście. W przygodach taksówkarza trudno odnaleźć pocztówkowe miasto, które słynie z przywiązania do tradycji i leniwej kawiarnianej atmosfery. Jest raczej mocno alkoholowo, niebezpiecznie i dziko. Na tylnym siedzeniu zwierzają się prostytutki, wymiotują studenci i przeklinają mieszkańcy Nowej Huty. Każde wezwanie to podróż w nieznane, czasem jednorazowa, a czasem powtarzająca się. W końcu cokolwiek by o Krakowie nie mówić, to jednak dość małe miasto, więc szansa na ponowne spotkanie jest spora.
Opowieści z taksówki nie tylko jednak świetnie obrazują współczesne społeczeństwo, ale też przywracają wiarę w ludzi. Zaskakuje nie tylko postawa samego taksówkarza, który niejednokrotnie przekracza ustaloną granicę i ingeruje w życie pasażerów, ale też samych klientów, którzy potrafią nieźle zaskoczyć. Bloga polecamy krakusom, którzy wśród opowieść mają szansę znaleźć własną historię, ale też wszystkim którym zdarza się korzystać z tego środka transportu. Warto czasem spojrzeć na swoje zachowanie okiem kierowcy i poczuć jak to jest, kiedy przez pół miasta trzeba zawieźć pijaną bandę, albo kiedy nie potrafi wskazać się adresu. Lektura ku przestrodze.