
Nie milkną echa poniedziałkowej "debaty" Donalda Tuska na Twitterze. Trudno się dziwić, to pierwsze takie wydarzenie w historii. Problem w tym, że choć premier na Twitterze radzi sobie dość dobrze i stosunkowo zabawnie to sama debata pozostawiła wiele do życzenia. – I tu jest problem, bo rządzący chyba uznali, że tweetowanie wystarczy. A nie wystarcza – pisze w "Gazecie Wyborczej" Katarzyna Kolenda-Zaleska.
Rozmowę z Donaldem Tuskiem przeprowadził dziennikarz TVN24 Jarosław Kuźniar. Niestety "debata" rozczarowała, bo choć padło kilka konkretów to ze strony szefa rządu było więcej śmiechu i żartów. Do wszystkiego w pewnym momencie włączył się nawet rzecznik rządu Paweł Graś. Poza tym odpowiedzi przychodziły ze sporym opóźnieniem i trudno się pozbyć wrażenia, że nie wyszło tak, jak miało wyjść.
Katarzyna Kolenda-Zaleska pyta na łamach "Gazety Wyborczej", czy tak teraz ma wyglądać uprawianie polityki.
Dziennikarka docenia potęgę Twittera, ale zauważa, że polscy politycy zdają się mimo wszystko ją przeceniać. Jej zdaniem rządzący uznali, że tweetowanie wystarczy. I szybko rozwiewa wątpliwości, że tak nie jest. Obrywa się rzecznikowi rządu Pawłowi Grasiowi. Kolenda-Zaleska zauważa, że Graś przez zdecydowaną większość czasu kontaktuje się z opinią publiczną i dziennikarzami właśnie jedynie za pomocą Twittera. Mówi się, że jest "twitterowym rzecznikiem", bo jest, tak jakby go nie było.
Równie mocno aktywny na Twitterze jest szef dyplomacji, Radosław Sikorski. I również jemu Katarzyna Kolenda-Zaleska nie szczędzi krytycznych słów. Co ciekawe, zarówno Sikorski, jak i Graś znaleźli się w czołówce "najbardziej wpływowych osób na Twitterze". Minister spraw zagranicznych ma blisko 87 tysięcy followersów. To rekord jeżeli chodzi o polskich polityków. Rzecznik rządu ma ich 17 tysięcy, a premier Tusk jak na razie 23 tysiące.
Kolenda-Zaleska docenia, że premier próbuje swoich sił na Twitterze. Wychodzi mu to całkiem fajnie, bo "z przyjemnością i bez zadęcia". Niestety dziennikarka przestrzega przed sytuacją, w której Twitter stanie się sensem, a nie uzupełnieniem polityki.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
